Pl Grand Continent https://legrandcontinent.eu/pl/ Sun, 28 Sep 2025 16:35:21 +0000 pl-PL hourly 1 Wygrać wojnę, zanim zacznie się następna https://legrandcontinent.eu/pl/2025/09/28/wygrac-wojne-zanim-zacznie-sie-nastepna/ Sun, 28 Sep 2025 16:35:18 +0000 https://legrandcontinent.eu/pl/?p=414 Jutro rano rozpocznie się Warsaw Security Forum, organizowane we współpracy z naszym magazynem.

Według jego dyrektor Katarzyny Pisarskiej Unia stoi przed prostym wyborem: jeśli nie pomoże Ukrainie teraz, zgodzi się na to, by jej obywatele zostali wciągnięci w bezpośrednią wojnę z Rosją Putina, której drony już zaczęły pojawiać się na europejskim niebie.

Artykuł Wygrać wojnę, zanim zacznie się następna pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Europa stoi dziś na rozdrożu. Jedna z dwóch możliwych opcji oznacza zdecydowane działania, jasną strategię i bezpieczny kontynent. Druga – zwłokę, brak kierunku i ryzyko tego, że już niedługo przyjdzie się nam zmierzyć z silniejszą, pewniejszą siebie Rosją na znacznie gorszych warunkach.

Wojna w Ukrainie trwa już czwarty rok. To, co miało być trzydniową inwazją, przerodziło się w wyniszczający konflikt na wyczerpanie. Ukraińska odporność jest niezwykła: obrońcy zatrzymali rosyjskie natarcie, odzyskali część utraconych terytoriów i obronili stolicę wbrew przewidywaniom ekspertów i polityków z zewnątrz. Ale sam heroizm nie wystarczy, by odnieść zwycięstwo. Potrzebna jest wizja, strategia i zasoby, które sprawią, że wygrana stanie się nie tylko możliwa, lecz nieunikniona.

Wydaje się jednak, że postawa Europy w chwili obecnej nie jest wystarczająca, biorąc pod uwagę skalę wyzwań. Z jednej strony mamy głęboki sceptycyzm wobec bezpośrednich rozmów z Kremlem, który już nieraz udowodnił, że nie dotrzymuje słowa i łamie wszystkie podpisane traktaty. Z drugiej – brak zdecydowanych działań mających na celu wzmocnienie zaangażowania wojskowego, aby doprowadzić konflikt do końca. Europa deklaruje solidarność, ale zatrzymuje się na półśrodkach: przekazuje z opóźnieniem pakiety wsparcia, dostarcza broń w rozdrobnionych partiach, toczy wielomiesięczne debaty – podczas gdy ukraińscy żołnierze zmuszeni są oszczędzać amunicję. Paradoks jest aż nazbyt oczywisty: Europa powtarza, że Rosja nie może wygrać, a jednocześnie nie jest w stanie zdefiniować, czym miałoby być zwycięstwo Ukrainy, co sama jest gotowa zrobić, by je zapewnić, ani jakie ryzyko jest gotowa podjąć.

To wahanie ma dalekosiężne konsekwencje. W oczach Waszyngtonu podważa wiarygodność Europy. W świecie, zwłaszcza na Globalnym Południu, coraz częściej widać przesunięcia w głosowaniach w ONZ. Coraz więcej państw wstrzymuje się lub głosuje przeciw rezolucjom potępiającym rosyjską agresję. Nie dlatego, że rosyjskie argumenty są przekonujące – „uzasadnione obawy bezpieczeństwa” nie przykryją imperialnej napaści – lecz dlatego, że europejskie przesłanie jest niejednoznaczne i niejasne. Brakuje wspólnej strategii, ale także opowieści: dlaczego powinniśmy tę wojnę wygrać, dlaczego wspieranie Ukrainy nie jest tylko strategicznym czy moralnym obowiązkiem Europy, ale leży u podstaw tego, czym Europa będzie za kilka lat i w jakim kierunku pójdzie. Bez jasnej narracji i planu końcowego coraz łatwiej rozmywa się granica między agresorem a ofiarą. A czas nie działa na korzyść Europy.

Bo czas to broń, którą Rosja opanowała do perfekcji. Od wieków wykorzystuje zamrożone konflikty w swoim sąsiedztwie: oddaje teren, by zyskać miesiące lub lata, przyjmuje ciosy i czeka, aż przeciwnik się zmęczy. Od odwrotu Napoleona w 1812 roku, przez długą wojnę z Niemcami, po „normalizację” po Krymie w 2014 roku – strategia Moskwy zawsze opierała się na przeczekaniu i podtrzymywaniu niestabilności. W Ukrainie nie odnosi pełnego zwycięstwa, ale też nie ponosi klęski – a taki „zamrożony” rezultat może być dla Kremla równie korzystny jak triumf na froncie.

Ukraina tego czasu nie ma. Każdy miesiąc wojny to kolejne zburzone miasta, nowa fala uchodźców, coraz większe obciążenie gospodarki, wyczerpani żołnierze. Państwo funkcjonuje w dużej mierze dzięki wsparciu z zewnątrz. Liczba ludności gwałtownie maleje. Największe zagrożenie nie polega na możliwym nagłym załamaniu frontu, lecz na powolnym wyczerpywaniu się sił i środków, aż zabraknie woli, by walczyć dalej. Rosja może grać na przeczekanie – Ukraina nie. Dlatego Europa nie może pozwolić sobie na zwłokę. Każdy miesiąc opóźnień w decyzjach to czas, który wzmacnia Moskwę, a osłabia Kijów. Im dłużej europejskie stolice – i sama Bruksela – będą zwlekać, tym wyższy rachunek przyjdzie zapłacić: pieniędzmi, kapitałem politycznym i ludzkim życiem.

Rozszerzenie jako narzędzie zwycięstwa

Jeśli Europa chce wygrać tę wojnę, zanim rozpocznie się następna, musi przyjąć do wiadomości, że sama pomoc militarna nie wystarczy. Ukraina powinna zostać trwale zakotwiczona w projekcie europejskim i to bez dalszej zwłoki. Najsilniejszą bronią Unii nie są czołgi ani rakiety, lecz obietnica integracji. Rozszerzenie oznacza najwyższy poziom strategicznego zobowiązania i wysyła jasny sygnał zarówno sojusznikom, jak i przeciwnikom: przyszłość kandydata znajduje się w europejskiej rodzinie. Dla Ukraińców to zobowiązanie jest równie istotne jak artyleria. Odrzuca rosyjską narrację o „szarej strefie”, daje pewność, że ofiara nie idzie na marne, a także odbiera Kremlowi nadzieję, że Europa z czasem straci determinację.

Problem polega na tym, że obecny proces akcesyjny został zaprojektowany z myślą o czasie pokoju. Kryteria kopenhaskie z 1993 roku zakładają stabilne otoczenie, w którym kandydaci stopniowo dostosowują się do norm unijnych. Ukraina nie dysponuje takim komfortem. Reformuje państwo pod ostrzałem, prowadząc walkę o przetrwanie, która jest równocześnie walką o bezpieczeństwo całego kontynentu. Wymaganie pełnej zgodności z kryteriami pokoju okazuje się nie tylko nierealne, ale również strategicznie zgubne. W praktyce oznacza przyznanie Rosji prawa weta, ponieważ utrzymując okupację części terytoriów, Moskwa może blokować proces akcesyjny w nieskończoność.

Historia pokazuje, że możliwe są wyjątki. Cypr przystąpił do Unii w 2004 roku mimo nierozstrzygniętego sporu terytorialnego. Zdecydowało rozstrzygnięcie polityczne: Cypr należy do Europy. Identyczna logika powinna zostać zastosowana wobec Ukrainy. Proces akcesyjny trzeba dostosować do warunków wojny, koncentrując się najpierw na instytucjach i bezpieczeństwie, a równocześnie wprowadzając gwarancje, że żadna przyszła ekipa w Brukseli nie cofnie podjętej decyzji.

Przyspieszenie akcesji Ukrainy nie jest symbolicznym gestem, lecz realnym ciosem w rosyjskie cele wojenne. Putin rozpoczął inwazję, aby zatrzymać kurs Kijowa na Zachód. Natychmiastowe przyspieszenie tego kursu to najbardziej dotkliwa odpowiedź strategiczna, jaką Europa może dać.

Iluzja oszczędności przez zwłokę

Część europejskich polityków twierdzi, że zwiększenie wsparcia teraz jest zbyt kosztowne albo że mogłoby „sprowokować” Rosję. To nie tylko naiwność, lecz także skrajnie niebezpieczne złudzenie, dowód całkowitego braku zrozumienia współczesnego świata i lekcji historii. Zwlekanie nie obniża kosztów, lecz je potęguje. Jeśli Moskwa odniesie sukces – poprzez pełny podbój albo zamienienie Ukrainy w niestabilną „szarą strefę” – konsekwencje nie zatrzymają się na Dnieprze.

Zwycięska Rosja stanie u bram Europy, wzmocniona militarnie, zahartowana sankcjami i gotowa testować determinację NATO. W pierwszej kolejności zagrożone będą Mołdawia i Gruzja, a także państwa bałtyckie, które same należą do Unii. W cieniu pozostaje również Azja Środkowa – region, który ma szansę wyrwać się z postsowieckiej spuścizny, ale potrzebuje jasnej wizji i realnego wsparcia ze strony Europy. Jeśli Unia zignoruje ten obszar, odda go w ręce Moskwy, która coraz śmielej umacnia tam swoje wpływy polityczne i gospodarcze. Skutkiem może być zarówno nowa fala migracji w kierunku Europy, jak i dalsza destabilizacja na jej granicach.

Upadek Ukrainy oznaczałby falę uchodźców większą niż wszystko, z czym Europa mierzyła się w ostatnich dekadach. Rynki energii ponownie pogrążyłyby się w kryzysie. Skrajne ruchy polityczne, już dziś żerujące na strachu i niepewności, zyskałyby nową siłę. Jedność Europy, fundament jej wiarygodności na świecie, zostałaby poważnie nadwątlona.

Strategia Kremla opiera się na przekonaniu, że jedność Zachodu to iluzja. Rosja zakłada, że wybory przyniosą mniej zaangażowanych przywódców, że zmęczenie gospodarcze osłabi determinację, a sojusznicy z czasem wrócą do „normalnych” relacji z Moskwą. Każdy miesiąc wahania utwierdza ją w tym przekonaniu i działa na korzyść Putina.

Dlatego odpowiedź Europy musi być szybka i nieodwracalna. Kluczowym krokiem powinno być przejęcie zamrożonych rosyjskich aktywów państwowych – ponad 300 miliardów dolarów rezerw banku centralnego – i przeznaczenie ich na obronę oraz odbudowę Ukrainy. Taki ruch nie tylko uderzyłby w strategię Kremla, lecz także zmieniłby debatę wewnętrzną. Zamiast prosić podatników o bezterminowe wyrzeczenia, przywódcy mogliby pokazać, że to Rosja płaci za zniszczenia, które sama spowodowała.

Stawką nie są rachuby ekonomiczne, lecz przyszłość całych pokoleń. Zwlekanie oznacza otwieranie drzwi do samozagłady Europy. Historia uczy, że polityka ustępstw wobec dyktatorów i agresywnych reżimów nigdy nie przyniosła ani zwycięstwa, ani stabilności. Monachium w 1938 roku otworzyło drogę do II wojny światowej. Uległość wobec Japonii po zajęciu Mandżurii czy bezczynność wobec Włoch Mussoliniego podczas agresji na Etiopię tylko wzmocniły apetyt agresorów. Podobnie próby „normalizacji” relacji z Moskwą po inwazji na Gruzję w 2008 roku i po aneksji Krymu w 2014 roku nie przyniosły pokoju, lecz stworzyły warunki do jeszcze większej eskalacji. Także poza Europą Zachód latami tolerował rozwój programu nuklearnego Korei Północnej czy agresywną politykę Iranu na Bliskim Wschodzie, łudząc się, że ustępstwa przyniosą deeskalację. W efekcie zagrożenie tylko wzrosło. Każdy taki kompromis kończył się drożej i boleśniej.

Jeśli jednak Europa pomoże Ukrainie zwyciężyć i przyspieszy jej integrację z instytucjami zachodnimi, pokaże światu, że jest czymś więcej niż wspólnotą gospodarczą. Udowodni, że w obronie własnych wartości potrafi działać zdecydowanie. Zbuduje fundament silniejszych i bardziej zrównoważonych relacji transatlantyckich, w których Europa nie będzie już jedynie młodszym partnerem, lecz samodzielnym aktorem strategicznym.

Wojna w Ukrainie będzie miała zwycięzcę. Pytanie tylko, czy Europa znajdzie się po właściwej stronie, czy zapłaci cenę własnej bierności. Okno na zdecydowane działania zamyka się szybko. Każdy miesiąc bez spójnej strategii to czas, w którym Rosja się dostosowuje, Ukraina krwawi, a koszt bezpieczeństwa rośnie. Jeśli Europa zdecyduje się działać teraz – militarnie, gospodarczo i politycznie, poprzez natychmiastową integrację Ukrainy z Unią i instytucjami Zachodu – uniknie znacznie wyższej ceny, którą w przeciwnym razie zapłaci później, walcząc z Rosją na własnym terytorium i w warunkach nieporównanie trudniejszych.

Artykuł Wygrać wojnę, zanim zacznie się następna pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Pomiar europejskiej opinii publicznej w obliczu wojny i Trumpa: 10 punktów z naszego ekskluzywnego sondażu Eurobazooka https://legrandcontinent.eu/pl/2025/03/19/pomiar-europejskiej-opinii-publicznej-w-obliczu-wojny-i-trumpa-10-punktow-z-naszego-ekskluzywnego-sondazu-eurobazooka/ Wed, 19 Mar 2025 05:00:00 +0000 https://legrandcontinent.eu/pl/?p=354 Rada Europejska spotyka się dziś w Brukseli, aby omówić kwestie obronności.

Ale co tak naprawdę Europejczycy myślą o Trumpie, Musku, Putinie, wojnie i odstraszaniu nuklearnym?

Aby zrozumieć i zmierzyć nowe podziały i nowe zbieżności, Le Grand Continent uruchamia Eurobazooka: pierwszy ogólnokontynentalny sondaż opinii publicznej na temat najważniejszych kwestii naszych czasów.

Artykuł Pomiar europejskiej opinii publicznej w obliczu wojny i Trumpa: 10 punktów z naszego ekskluzywnego sondażu Eurobazooka pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Proszę kliknąć tutaj, aby wyświetlić plik PDF ze wszystkimi wynikami naszej ekskluzywnej ankiety.

Na tle wojny w kraju graniczącym z Unii, rosnących napięć międzynarodowych i niepewności co do sojuszy wojskowych, Cluster 17, we współpracy z Le Grand Continent, postanowił zbadać europejską opinię publiczną.

W tym bezprecedensowym momencie uznaliśmy, że konieczne jest zrozumienie reakcji Europejczyków i tego, czy postrzegają siebie jako mających wspólne interesy i wspólne przeznaczenie. 

Podczas gdy ogólnokrajowe badania opinii publicznej dotyczące niemal każdego wymiaru i kwestii dnia — nawet drugorzędnych, a czasem nawet trywialnych — są powszechne, uderzające jest to, że „Europejczycy” prawie nigdy nie są badani jako grupa powołana do tworzenia jednej wspólnoty politycznej. W czasie, gdy pojawia się pytanie, w jaki sposób Unia może wyposażyć się w środki do wspólnej obrony, uznaliśmy, że poznanie opinii głównych interesariuszy na tak kluczowy temat będzie użytecznym wkładem w wyłonienie się nowej kontynentalnej przestrzeni publicznej.

W tym celu w listopadzie 2024 wdrożyliśmy nasz pierwszy Europejski Barometr Opinii Publicznej  7 075 Europejczyków w 5 krajach: Belgii, Hiszpanii, Włoszech, Francji i Niemczech

Tym razem wybraliśmy większą próbę 10 572 osób z ośmiu największych krajów Unii (Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Polska, Rumunia, Holandia i Belgia), do której dodaliśmy Danię. Próba ta jest reprezentatywna dla około dwóch trzecich populacji Unii.

Jest to innowacja w sondażach, która sprawi, że obywatele znajdą się w centrum europejskiej debaty publicznej.

1 — Europejczycy obawiają się wybuchu konfliktu zbrojnego na terytorium Unii

Jest to pierwszy wniosek, jaki można wyciągnąć z tej ankiety: dość wyraźna większość (55% w porównaniu do 40%) uważa, że „ryzyko konfliktu zbrojnego w Unii Europejskiej w ciągu najbliższych kilku lat jest wysokie„.

Odczucia te stanowią większość we wszystkich krajach z wyjątkiem Włoch (49% w porównaniu do 48%). Jest ono szczególnie dominujące w krajach Europy Północnej (Dania i Holandia) i Środkowej i Wschodniej (Polska i Rumunia), w tych ostatnich niewątpliwie ze względu na bliskość Rosji i wspólne granice z Ukrainą. Zarówno w Polsce, jak i w Rumunii, ponad 7 na 10 obywateli ocenia ją jako wysoką.

Agresja Rosji na Ukrainę ponad trzy lata temu niewątpliwie odegrała ważną rolę w rozprzestrzenianiu się takich oczekiwań. Nasze badanie potwierdza jednak, że powrót Donalda Trumpa do Białego Domu również odgrywa znaczącą rolę w zmianie europejskiej percepcji.

W 9 krajach, w których przeprowadziliśmy ankietę, prawie dwie trzecie respondentów uważa, że „wybór Donalda Trumpa sprawił, że świat stał się mniej bezpieczny” (63%, w porównaniu do zaledwie 15%, którzy są przeciwnego zdania). Jest to dominujący pogląd wszędzie, ze znaczną większością w 7 z 9 krajów.

2 — Trump jako wróg, Musk jako repulsor: amerykańskiego przyjaciela już nie ma

Jest oczywiście zdecydowanie za wcześnie, aby zaryzykować jakiekolwiek prognozy co do tego, czy ta zmiana paradygmatu jest tymczasowa czy trwała, ale trzeba powiedzieć, że Europejczycy nie mają już amerykańskiego przyjaciela.

Większość (51%) postrzega Donalda Trumpa jako „wroga Europy„, w porównaniu z zaledwie 9%, którzy uważają go za „przyjaciela Europy„. 

Ta negatywna ocena wzrosła od czasu naszego listopadowego badania i obecnie stanowi większość w 7 z 9 krajów, a jest szczególnie wyraźna w krajach najbardziej wysuniętych na północ: Holandii, Belgii i Danii. Pod tym względem wyróżnia się Rumunia, a jeszcze bardziej Polska. W tych dwóch krajach opinie na temat amerykańskiego prezydenta są mniej jednoznaczne, mimo że bardzo niewielu obywateli uważa go za „przyjaciela Europy” (odpowiednio 23% i 19%).

Powrót Donalda Trumpa do Białego Domu odgrywa ważną rolę w zmianie europejskiej percepcji.

Jean-Yves Dormagen

To negatywne postrzeganie dotyczy również jednej z najbardziej znanych i najważniejszych postaci nowej amerykańskiej potęgi: Elona Muska.

W badanych krajach prawie 8 na 10 obywateli uważa, że nie można mu ufać (79%). To masowe odrzucenie szefa X — nawet w krajach mniej wrogo nastawionych do administracji Trumpa, takich jak Polska i Rumunia — może mieć trwały wpływ na jego działalność handlową i jego firmy: 58% ankietowanych opowiedziało się za bojkotem Tesli.

Należy zauważyć, że ta gotowość do bojkotu może okazać się tym bardziej niepokojąca dla amerykańskiej firmy, że jest szczególnie silna w krajach europejskich o wysokiej sile nabywczej, takich jak Dania, Holandia i Niemcy.

3 — „Trump zachowuje się jak dyktator”: Europejczycy dostrzegają autorytarny zwrot w Stanach Zjednoczonych

Uderzające jest również to, w jakim stopniu Donald Trump pomaga zmienić postrzeganie amerykańskiej polityki.

Tylko niewielka mniejszość (13%) uważa, że „szanuje zasady demokracji„. W rzeczywistości 43% uważa, że „ma tendencje autorytarne„, a nawet 39% uważa, że „zachowuje się jak dyktator„.

To pogorszenie wizerunku amerykańskiej demokracji można zmierzyć we wszystkich 9 badanych krajach, choć istnieją różnice w intensywności: kraje północne są również najbardziej surowe w tej kwestii, a większość opisuje jej zachowanie jako „dyktatorskie” w Danii, Belgii, Niemczech i Holandii.

4 — Poleganie wyłącznie na własnych siłach: 70% Europejczyków opowiada się za wspólną obroną

W tym nowym kontekście międzynarodowym, naznaczonym utratą zaufania do Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, ankietowani przez nas Europejczycy logicznie rzecz biorąc opowiadają się za wspólną obroną.

Siedemdziesiąt procent respondentów uważa, że „Unia Europejska musi polegać wyłącznie na własnych siłach, aby zapewnić sobie obronę i bezpieczeństwo„, w porównaniu z zaledwie 10%, którzy uważają, że „Unia Europejska może polegać na Stanach Zjednoczonych Donalda Trumpa, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo i obronę„. Jest to pogląd większościowy w 9 badanych krajach, nawet w krajach takich jak Polska, Rumunia i Włochy, gdzie nieufność wobec Trumpa wydaje się mniej wyraźna.

5 — Aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, Europejczycy mają większe zaufanie do „wspólnej armii” niż do „narodowej armii”.

Europejczycy prawdopodobnie nigdy nie byli bardziej przychylni łączeniu swoich zdolności wojskowych i obronnych.

Jak wynika z naszej ankiety, wydają się oni znacznie bardziej pewni „europejskiej obrony” opartej na „wspólnej armii” niż „armii krajowej„, która ma zapewnić bezpieczeństwo ich kraju: 60% w porównaniu z 19%.

Jeśli chodzi o sojusz taki jak NATO, dziś wzbudza on zaufanie tylko niewielkiej mniejszości: 14%.

Niepewność, która zawisła nad Europą po spektakularnej wymianie zdań między Donaldem Trumpem a Wołodymyrem Zełenskim w Białym Domu, doprowadziła do imponującego wzrostu poparcia dla wspólnej europejskiej obrony. Od czasu naszego pierwszego barometru w listopadzie, poparcie dla wspólnej europejskiej obrony wzrosło w prawie wszystkich badanych krajach: +6 punktów we Włoszech, +12 punktów w Niemczech (65%), +9 punktów w Belgii (74%), +11 punktów we Francji (53%) a nawet +15 punktów w Hiszpanii (73%). 

Polska i Rumunia, dwa kraje, w których przewidywanie wojny jest najbardziej wyraźne, pozostają bardziej atlantyckie — choć w ograniczonym zakresie — lub bardziej przywiązane do obrony opartej na fundamentach narodowych.

Europejczycy prawdopodobnie nigdy nie byli bardziej przychylni łączeniu swoich zdolności wojskowych i obronnych.

Jean-Yves Dormagen

6 — Za wysiłkiem zbrojeniowym na ściśle europejskiej podstawie

W kilku odpowiedziach wskazano, że wspólna obrona powinna być realizowana w ramach priorytetowych działań zbrojeniowych.

Względna większość (43%) uważała, że „pilne jest zwiększenie wydatków na obronę do 5% PKB Unii w celu ochrony przed zewnętrznymi zagrożeniami militarnymi„, w porównaniu z 34%, którzy uważali, że „istnieją inne pilniejsze obszary wydatków niż obrona„. 

W tej kwestii istnieją znaczne rozbieżności między krajami. 

Polska, bez wątpienia ze względu na wspólne granice z krajami bałtyckimi i Ukrainą oraz zwiększone poczucie zagrożenia, jest zdecydowanie krajem najbardziej popierającym silne inwestycje w obronność: 62%. Dla kontrastu, Włosi, którzy wyróżniają się na tle reszty pod tym względem, w przeważającej większości (62%) twierdzą, że „są inne pilniejsze rzeczy, na które należy wydawać pieniądze„. We wszystkich pozostałych krajach od 43% do 50% obywateli zgadza się, że wydatki na obronność powinny zostać zwiększone.

Zdecydowana większość obywateli uważa, że ze względu na suwerenność europejską państwa członkowskie Unii powinny być zobowiązane do zakupu sprzętu wojskowego od państw członkowskich, a nie, jak ma to miejsce obecnie, głównie od Stanów Zjednoczonych. Ten punkt widzenia jest wyraźnie w większości: 71% przeciwko 20%. 

Wygrywa również w krajach o silnej tradycji atlantyckiej, takich jak Polska i Holandia, których sprzęt wojskowy jest w dużej mierze dostarczany przez Stany Zjednoczone.

7 — Francuski parasol nuklearny cieszy się szerokim poparciem: popiera go ponad 6 na 10 Europejczyków.

Jak wiemy, możliwość rozszerzenia francuskiego odstraszania nuklearnego na inne kraje Unii jest obecnie przedmiotem wielu debat w Europie.

Z tego powodu szczególnie interesujące było dowiedzieć się, jakie jest stanowisko Europejczyków w tej kwestii, która tak bardzo ich dotyczy.

Wyniki wskazują na poparcie większości: w badanym przez nas obszarze ponad 6 na 10 obywateli (61%) popiera taką perspektywę.

Również w tej kwestii wyróżniają się jedynie Włochy, gdzie niewielka większość respondentów jest przeciw: 53% w porównaniu do 47%. W przypadku pozostałych krajów, z wyjątkiem Francji, poparcie wszędzie przekracza 60%, a nawet osiąga 74% w Polsce i 76% w Belgii. Po raz kolejny liczby te świadczą o rosnącym zapotrzebowaniu na łączenie instrumentów ochrony i obrony na szczeblu europejskim.

8 — Większość Europejczyków popiera wsparcie wojskowe dla Ukrainy — z wyjątkiem Włoch

Chociaż obywatele Unii są skłonni do kompromisu, większość opowiada się za większym wsparciem wojskowym dla Ukrainy w obliczu wycofania się Donalda Trumpa ze Stanów Zjednoczonych: 54% przeciwko 40%. Chociaż jest to opinia większości wśród mieszkańców dwóch trzecich Unii, które przebadaliśmy, istnieją znaczne rozbieżności między krajami.

Stanowisko to wyraźnie przeważa w 6 z 9 krajów: przede wszystkim w krajach północnych (Dania, Niemcy, Holandia i Belgia), ale także w Polsce i Hiszpanii. Jest ono mniej wyraźne w Rumunii, a jeszcze bardziej we Francji. Wreszcie, podobnie jak w przypadku większości pytań w tym badaniu, Włochy wyróżniają się: jest to jedyny kraj objęty badaniem, w którym większość (59%) jest wrogo nastawiona do silniejszego zaangażowania wojskowego w Ukrainie.

Podobnie, ponad połowa ankietowanych Europejczyków (56%) opowiedziała się za przystąpieniem Ukrainy do Unii do 2030 roku. W 8 z 9 badanych krajów jest to stanowisko większościowe. Jedynie Francja wyróżnia się pod tym względem, z niewielką większością respondentów przeciwnych tej perspektywie (55%).

9 — Europejska opinia publiczna szeroko popiera zajęcie rosyjskich aktywów w celu sfinansowania wsparcia dla Ukrainy.

Z drugiej strony, istnieje dość szeroki konsensus, zarówno globalnie, jak i w każdym z badanych krajów, że 235 miliardów rosyjskich aktywów zamrożonych obecnie w europejskich instytucjach finansowych i bankach powinno zostać zajętych.

Ponad 6 na 10 ankietowanych Europejczyków uważa, że aktywa te powinny zostać wykorzystane do sfinansowania wsparcia dla Ukrainy.

W tej kwestii, we wszystkich badanych krajach bez wyjątku, większość opowiada się za takim rozwiązaniem. Jest ono szczególnie popularne w Europie Północnej, Polsce i Hiszpanii.

Tylko wyraźna większość Włochów (62%) popiera rozwiązanie pokojowe kosztem utraty okupowanych terytoriów w Ukrainie.

Jean-Yves Dormagen

10 — Przyszłość wojny w Ukrainie dzieli Europejczyków

Nasze badania pokazują, że opinia publiczna w Europie zmieniła się szybko w ostatnich tygodniach.

Z jednej strony, starcie między Trumpem a Zełenskim wydaje się wzmacniać proukraińskie nastroje w Europie. Niezależnie od tego, czy chodzi o Francję, Hiszpanię, Niemcy czy Włochy, chęć zwiększenia pomocy dla Ukrainy gwałtownie wzrosła od listopada. Łącznie 54% ankietowanych Europejczyków opowiedziało się za zwiększeniem zaangażowania wojskowego Unii w Ukrainie.

Sytuacja jest jednak niestabilna. Większość opinii publicznej chce zakończenia wojny. 

Więcej ankietowanych Europejczyków (47%) poparło „zgodę Ukrainy na podpisanie traktatu pokojowego, nawet jeśli oznacza to oddanie części jej terytorium okupowanego przez Rosję” niż alternatywną propozycję, że „Ukraina powinna być wspierana militarnie, dopóki nie odzyska kontroli nad swoimi terytoriami okupowanymi przez Rosję” (35%). 

O pewnej niepewności opinii publicznej świadczy fakt, że w obliczu takiej alternatywy prawie co piąty ankietowany nie dokonał wyboru (18%).

Również w tym temacie można wyraźnie zidentyfikować włoską specyfikę: tylko wyraźna większość Włochów (62%) popiera rozwiązanie pokojowe za cenę utraty okupowanych terytoriów, a niewielka większość Rumunów podziela ten sam punkt widzenia. 

We Francji i Niemczech nie było wyraźnej większości, ale opcja pokoju stosunkowo przeważała nad opcją kontynuowania wojny. W krajach takich jak Polska, Hiszpania, Holandia i Belgia opinia publiczna była bardzo podzielona w tej kwestii. Jedynie Duńczycy opowiadają się raczej za kontynuacją konfliktu niż za pokojem, który oznaczałby utratę terytorium przez Ukrainę.

Artykuł Pomiar europejskiej opinii publicznej w obliczu wojny i Trumpa: 10 punktów z naszego ekskluzywnego sondażu Eurobazooka pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Sanchez, Lula, Ramaphosa: Łączymy siły, aby sprostać globalnym wyzwaniom https://legrandcontinent.eu/pl/2025/03/06/lula-ramaphosa-sanchez-laczymy-sily-aby-sprostac-globalnym-wyzwaniom/ Thu, 06 Mar 2025 04:00:00 +0000 https://legrandcontinent.eu/pl/?p=287 Jak możemy naprawić nasz zepsuty świat?

Od Brazylii przez Hiszpanię po RPA, w 2025 r. trzy szczyty mogą nadać multilateralizmowi nowe życie.

Publikujemy w pięciu językach magazynu wezwanie trzech prezydentów do stworzenia nowego modelu.

Doktryna podpisana przez Pedro Sáncheza, Lulę i Cyrila Ramaphosę.

Artykuł Sanchez, Lula, Ramaphosa: Łączymy siły, aby sprostać globalnym wyzwaniom pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
English version available at this link

Rok 2025 będzie kluczowy dla multilateralizmu. Stojące przed nami wyzwania – rosnące nierówności, zmiany klimatu i luka w finansowaniu zrównoważonego rozwoju – są pilne i wzajemnie powiązane. Stawienie im czoła wymaga odważnych, skoordynowanych działań – a nie wycofywania się w izolację, jednostronnych działań lub zakłóceń.

Trzy duże globalne spotkania oferują wyjątkową okazję do wytyczenia ścieżki w kierunku bardziej sprawiedliwego, integracyjnego i zrównoważonego świata: Czwarta Międzynarodowa Konferencja w sprawie Finansowania Rozwoju (FfD4) w Sewilli (Hiszpania), 30. Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (COP30, UNFCCC) w Belém (Brazylia) oraz szczyt G20 w Johannesburgu (RPA). Spotkania te nie mogą przebiegać jak zwykle: muszą przynieść rzeczywisty postęp.

Wielostronny moment, którego nie możemy przegapić

Zaufanie do instytucji wielostronnych jest nadwyrężone, ale potrzeba dialogu i globalnej współpracy nigdy nie była większa. Musimy potwierdzić, że multilateralizm, gdy jest ambitny i zorientowany na działanie, pozostaje najskuteczniejszym narzędziem do radzenia sobie ze wspólnymi wyzwaniami i rozwijania wspólnych interesów. Musimy opierać się na sukcesach multilateralizmu, w szczególności na Agendzie 2030 i Porozumieniu Paryskim. G20, COP30, FfD4 muszą służyć jako kamienie milowe w odnowionym zaangażowaniu na rzecz inkluzywności, zrównoważonego rozwoju i wspólnego dobrobytu. Będzie to wymagało silnej woli politycznej, pełnego uczestnictwa wszystkich zainteresowanych stron, kreatywnego sposobu myślenia oraz zdolności do zrozumienia ograniczeń i priorytetów wszystkich gospodarek.

Zwalczanie nierówności poprzez odnowioną architekturę finansową

Nierówności dochodowe pogłębiają się – zarówno wewnątrz krajów, jak i pomiędzy nimi. Wiele krajów rozwijających się zmaga się z niezrównoważonym zadłużeniem, ograniczoną przestrzenią fiskalną i barierami w sprawiedliwym dostępie do kapitału. Podstawowe usługi, takie jak opieka zdrowotna czy edukacja, muszą konkurować z rosnącymi stopami procentowymi. To nie tylko moralna porażka; to ekonomiczne ryzyko dla wszystkich. Globalna architektura finansowa musi zostać zreformowana, aby zapewnić krajom Globalnego Południa większy głos i reprezentację oraz sprawiedliwszy i bardziej przewidywalny dostęp do zasobów.

Musimy rozwijać inicjatywy na rzecz redukcji zadłużenia, promować innowacyjne mechanizmy finansowania oraz pracować nad identyfikacją i wyeliminowaniem przyczyn wysokich kosztów kapitału, z którymi dotyka większość krajów rozwijających się. G20, pod przewodnictwem Republiki Południowej Afryki, nadaje priorytet tym trzem obszarom. Jednocześnie FfD4 w Sewilli będzie decydującym momentem, aby zabezpieczyć zobowiązania do silniejszej międzynarodowej współpracy finansowej na rzecz zrównoważonego rozwoju, w tym poprzez lepsze opodatkowanie globalnego bogactwa i negatywnych efektów zewnętrznych, zwiększenie mobilizacji zasobów krajowych oraz bardziej wpływowe i skuteczne przekierowanie Specjalnych praw ciągnienia.

Finansowanie sprawiedliwej transformacji w kierunku czystego i odpornego na zmiany klimatu rozwoju

Dla wielu krajów rozwijających się sprawiedliwa transformacja klimatyczna pozostaje poza zasięgiem z powodu braku funduszy i ograniczeń rozwojowych. To musi się zmienić. Podczas COP30 w Belém, szczytu odbywającego się w sercu Amazonii, musimy zapewnić, że nasze zobowiązania w zakresie finansowania klimatu przełożą się na konkretne działania.

Sukces COP30 będzie zależał od tego, czy uda nam się wypełnić lukę między obietnicami a ich realizacją. W ramach UNFCCC, kluczowymi fundamentami COP30 będzie przedłożenie nowych i ambitnych Wkładów ustalonych na szczeblu krajowym (NDC) przez wszystkie strony oraz mapa drogowa z Baku do Belém, mająca na celu zwiększenie finansowania działań na rzecz klimatu dla krajów rozwijających się ze wszystkich źródeł publicznych i prywatnych do co najmniej 1,3 bln USD rocznie do 2025 roku. Musimy znacznie zwiększyć finansowanie adaptacji do zmian klimatu, wykorzystać inwestycje sektora prywatnego i zapewnić, by wielostronne banki rozwoju odgrywały większą rolę w finansowaniu działań klimatycznych. Konferencja w Sewilli uzupełni te wysiłki, zapewniając, że finansowanie klimatyczne nie odbędzie się kosztem rozwoju.

Olga de Amaral, Bruma D (verde-magenta) © Diego Amaral

Globalna i integracyjna odpowiedź na globalne zagrożenia

Świat jest coraz bardziej podzielony i właśnie dlatego musimy podwoić nasze wysiłki, aby znaleźć wspólną płaszczyznę. Johannesburg, Belém i Sewilla muszą służyć jako latarnie morskie wielostronnej współpracy, pokazując, że narody mogą zjednoczyć się wokół wspólnych interesów.

W Sewilli będziemy pracować nad mobilizacją zarówno publicznego, jak i prywatnego kapitału na rzecz zrównoważonego rozwoju, uznając, że stabilność finansowa i działania na rzecz klimatu są nierozłączne. W Johannesburgu G20 potwierdzi znaczenie wzrostu gospodarczego sprzyjającego włączeniu społecznemu. A w Belém staniemy razem, aby chronić naszą planetę.

Spoglądając w przyszłość do 2025 r., wzywamy wszystkie narody, instytucje międzynarodowe, sektor prywatny i społeczeństwo obywatelskie do stawienia czoła tej chwili. Multilateralizm może i musi przynieść oczekiwane rezultaty – ponieważ stawka jest zbyt wysoka, by ją nie osiągnąć.

Artykuł Sanchez, Lula, Ramaphosa: Łączymy siły, aby sprostać globalnym wyzwaniom pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Biedna Europa patrzy https://legrandcontinent.eu/pl/2024/05/02/biedna-europa-patrzy/ Thu, 02 May 2024 09:56:00 +0000 https://legrandcontinent.eu/pl/2024/05/02/biedna-europa-patrzy/ Polska stała się członkiem Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku. Kilka miesięcy później zmarł jeden z najważniejszych polskich poetów, laureat Nagrody Nobla z literatury, nazywany często świadkiem dwudziestego wieku i jego sumieniem: Czesław Miłosz. Był pisarzem łączącym w sobie pamięć o porządku Europy Wschodniej przed wielkimi katastrofami i zmianami, o dzieciństwie spędzonym wśród skoligaconych ze sobą ziemiańskich rodów, które tak wspaniale opisał w „Rodzinnej Europie”. ze świadectwem burzliwych konsekwencji Pierwszej i Drugiej Wojny Światowej, sowieckiej rewolucji, terroru stalinizmu i hitleryzmu. I choć początkowo uznał przychodzący wraz z Armią Czerwoną do Polski komunizm za konieczność dziejową, już wkrótce zdecydował się na […]

Artykuł Biedna Europa patrzy pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Polska stała się członkiem Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku. Kilka miesięcy później zmarł jeden z najważniejszych polskich poetów, laureat Nagrody Nobla z literatury, nazywany często świadkiem dwudziestego wieku i jego sumieniem: Czesław Miłosz. Był pisarzem łączącym w sobie pamięć o porządku Europy Wschodniej przed wielkimi katastrofami i zmianami, o dzieciństwie spędzonym wśród skoligaconych ze sobą ziemiańskich rodów, które tak wspaniale opisał w „Rodzinnej Europie”. ze świadectwem burzliwych konsekwencji Pierwszej i Drugiej Wojny Światowej, sowieckiej rewolucji, terroru stalinizmu i hitleryzmu.

«Trouble in Paradise» © PROLOG +1

I choć początkowo uznał przychodzący wraz z Armią Czerwoną do Polski komunizm za konieczność dziejową, już wkrótce zdecydował się na ryzykowną ucieczkę i emigrację, by ratować sumienie i być może życie. O swoich doświadczeniach z mechanizmem sowieckiego systemu napisał przenikliwie w tłumaczonym na wiele języków „Zniewolonym Umyśle”, Kiedy stał się wygnańcem, został objęty wieloletnim zakazu druku w kraju. Po dziesiątkach lat emigracji zdecydował się wrócić do Polski, w 1993 roku zamieszkał w Krakowie, w wolnej już wówczas Polsce. Miłosz zawsze miał lewicowe poglądy, był przeciwnikiem nacjonalizmu i ksenofobii, podkreślał z dumą swoje wieloetniczne, wschodnioeuropejskie pochodzenie i równocześnie przywiązanie do języka polskiego i powinności wobec polskiej kultury. Zmarł w wieku 93 lat. Odprowadzałem wraz z innymi jego trumnę w Krakowie w sierpniu 2004 roku. Ogromny orszak pogrzebowy przeszedł przez miasto, żegnały go poruszone tłumy. Goście z zagranicy, którzy przyjechali wtedy do Krakowa przecierali ze zdumienia oczy: „Czy to chowają króla?” 

Goście z zagranicy, którzy przyjechali wtedy do Krakowa przecierali ze zdumienia oczy: „Czy to chowają króla?”

Tomasz Różycki

Jeden z przyjaciół tak zaczął mowę pożegnalną; „Żegnamy cię, książę poetów”.Było coś symbolicznego w tym, że po stuleciu sztormów, w momencie, kiedy jego statek „Rodzinna Europa” wracała do portu zjednoczonej Europy, odchodzi poeta, którego głos był sumieniem dla wielu. Wraz z jego odejściem i faktem przyłączenia sporej części „Środkowej Europy” do Unii Europejskiej, samo pojęcie „Europy Środka” wymagało rewizji. „Dobiegła końca cudowna i pełna trudów intelektualna odyseja – jedna z najbardziej imponujących wędrówek naszych czasów – jaką było życie i twórczość Czesława Miłosza…” – pisał po śmierci Miłosza Adam Zagajewski. Było to pożegnanie całej epoki i przywitanie nowej.

Czesław Miłosz, po tym, co przeżył, nie miał idealistycznego spojrzenia na Polskę i Polaków, w wielu swoich pismach zdekonstruował mit romantyczny, ukazujący Polskę jako niewinna ofiarę i zbawiciela narodów. Wiedział z doświadczenia, że w życiu zbiorowym Polaków, tak, jak w przypadku innych społeczności, okresy szlachetności i heroizmu sąsiadują z czasami podłości i małostkowości, że obok siebie mieszkają tu osoby zadziwiająco wielkoduszne i banalnie okrutne – ba, że często ta sama osoba może być w odpowiednich warunkach niegodna i wielkoduszna jednocześnie. Miłosz wielokrotnie potępiał ksenofobiczne strony polskiego katolicyzm, filar  nacjonalizmu. Zapewnie wiedział, że Polska w Unii Europejskiej, nawet jeśli już uporała się ze zmorą komunizmu, prędzej czy później będzie musiała stawić czoła innym upiorom. Tak się też stało. tak się dzieje i dziś. 

«Trouble in Paradise» © PROLOG +1

Czy można pytać poetę o zbiorowość? Co takiego wejście do Unii dało Polakom, Polsce? Społeczność jest bytem zbyt wielkim, niemal abstrakcyjnym, a dodatkowo  ochocze używanie słowa „my” przez liryka, niemal zawsze, jak nas uczy historia, jest podejrzane. Zbyt często zwiastowało fałsz, fałszywy ton, uzurpację. 

To, co się zdarzyło w Polsce za mojego życia, mogę nazwać cudem, choć zdaję sobie sprawę, jak słowo to jest nadużywane w tej części Europy. Od czasu obalenia totalitarnego reżimu komunistycznego w 1989 roku mój kraj przeszedł długą drogę. Wszedł w skład Unii Europejskiej w 2004 roku. Europa zjednoczona była marzeniem pokoleń, pragnących żyć we wspólnocie demokracji i pokoju, co się przecież po raz pierwszy w historii kontynentu europejskiego udawało do niedawna na tak długo. Zgoda, kilkanaście (dla krajów zachodnich, kilkadziesiąt lat) to niewiele z perspektywy historii naszego kontynentu, ale to oznacza życie i zdrowie kilku pokoleń. Każde pokolenie, wyrosłe w tej części Europy w wolności i pokoju, to skarb. Wielkie dzięki za to. Obaliliśmy reżim, żyjemy w demokracji, w zgodzie i współpracy z naszymi sąsiadami, co jest przecież cudem. Jest to bardzo kruchy cud, wiemy o tym. Wystarczy, że sama demokracja zadziała znów źle, jak to kilka razy już się w tej samej Europie zdarzyło i wybrana zostanie frakcja szaleńców, którzy w imię tej lub innej sprawiedliwości, używając populistycznych haseł, podpalą świat, a przede wszystkim zgotują koszmar swoim własnym współobywatelom. Szowinizm, pogarda, nienawiść nie zostały przecież wygnane stąd na zawsze – wręcz przeciwnie, zawsze tu były, wciąż są i czekają na okazję. Ofiarami zawsze są słabsi: mniejszości, kobiety, dzieci, inni. Ale na razie – być może jeszcze tylko przez kilka chwil – cud trwa, granice zostały otwarte i możemy swobodnie podróżować do miejsc niezwykłych i legendarnych. Uczyć się i rozwijać. 

To, co się zdarzyło w Polsce za mojego życia, mogę nazwać cudem.

Tomasz Różycki

Od momentu wejścia do Unii, w Polsce wyrosło nowe pokolenie, które uważa się za obywateli Zachodu. Nie odczuwają już kompleksów wobec Europy. Nie chcę już emigrować za praca i lepszym życiem, tu jest im z jakichś powodów, lepiej i bezpieczniej, ciekawiej, tu jest energia, której według nich brakuje w Cardiff, Bordeaux, Utrechcie, Stuttgarcie czy w Genewie. Zdawałoby się więc, że wieki upośledzenia ustępują. Wielu uważa, że przystąpienie Polski do Unii był to akt oficjalnego i sprawiedliwego powrotu do kręgu zachodniej cywilizacji. W połączeniu z inwestycjami w infrastrukturę, transport, polepszenia warunków życia, w rozwój edukacji i możliwości wykorzystania na funduszy dla ochrony przyrody, pozwolił także na wzmocnienie instytucji i organizacji pozarządowych, na zaktywizowanie społeczeństwa obywatelskiego, na komfort życia w wolności słowa, dał gwarancję, że krucha, dopiero odzyskana polska demokracja nie zostanie zaraz porwana przez populistów – unijne instytucje będą stały na straży praworządności, a groźna opuszczenia elitarnego klubu państw stabilnych i zasobnych powstrzyma społeczeństwo od wyboru szowinisty na prezydenta czy Prezesa Rady Ministrów.

«Trouble in Paradise» © PROLOG +1

Jednak już po wejściu do Unii zdarzyło się to, co prawdopodobnie w Polsce i w innych krajach dawnego bloku wschodniego stać się musiało: powrót do przeszłości, reakcja na zbyt gwałtowną zmianę, na postęp – regresja. Sprzyjał temu dramatyczny moment w historii, czyli katastrofa samolotu prezydenckiego w Smoleńsku. Na szczęście ta sama demokracja, która wpędziła nas w kłopoty, uratowała nas w kolejnych wyborach – przeważył rozsądek. Czy gdybyśmy nie byli w Unii Europejskiej, nasze losy potoczyłyby się inaczej? Część polskich elit i polskiego społeczeństwa nauczyła się być w zjednoczonej Europie, nauczyła się trudnej sztuki kompromisu i dialogu. Część europejskich elit i społeczeństw nauczyła się Polski. To już bardzo wiele, jest szansa, żeby na podstawie wspólnych doświadczeń wytworzyć szczepionkę wspomagającą układ obronny organizmu europejskiego przed ksenofobicznym wirusem, bo jak widać, dzisiaj cała Europa staje przed podobnym zagrożeniem.

Miłosz, opisując po latach decyzję o swojej emigracji porównywał się do bohatera „Nieznośnej lekkości bytu” Milana Kundery, innego emigranta, autora słynnego eseju „Zachód porwany czyli tragedia Europy środkowej.”, w którym starał się przekonać, że Europa Środkowa, kraje takie jak Węgry, Polska, Austria, Czechy były zawsze częścią prawdziwej, zachodniej Europy, tak jak i Niemcy, Francja czy Holandia, ale zostały porwane przez Rosję, reprezentującą obcą i niedemokratyczną, zacierającą wszelkie różnice i bogactwo póżnowordności bezbarwną twarz Wschodu. To dzięki niemu znany już w niemieckiej myśli geopolitycznej termin Mitteleuropa przekształcił się w „Europę Środka”, ideę realizującą się w zasadzie: maksimum różnorodności na minimum przestrzeni. Szczególnym wyrazicielem geniuszu tej części Europy byli w mniemaniu Kundery jej żydowscy mieszkańcy. Literatura, nauka, sztuka tych rejonów świata zawdzięczała właśnie im swoją wyjątkowość. 

Stroniący do uogólnień Georg Steiner w jednym ze swoich słynnych felietonów pisywanych dla New Yorkera dodawał, że to właśnie Żydzi z Europy środkowej nadali cywilizacji zachodniej nowe imiona i skierowali ją na nowe tory przez wiele kolejnych pokoleń. „(…)XX wiek, w którym przyszło nam żyć tu, na Zachodzie, jest w istocie austro-węgierskim produktem eksportowym.” Według Steinera  wciąż posługujemy się mapą narysowana przez Freuda, Wittgensteina, Musila, Mahlera, Schonberga i Bartoka, Adolfa Loosa, Karla Krausa, Ernesta Macha i Karla Poppera. Zauważa jednak przy okazji, że oprócz twórczego fermentu obszar ten wytworzył i jego przeciwieństwo – mordercze zarazki: najgorszy antysemityzm i hitleryzm pochodziły wszak z Europy środkowej… 

„Była to, jak mówią fizycy, „implozja”. natężenie wzajemnie sprzecznych sił w gwałtownie kurczącej się przestrzeni. (…) Jest więc jakaś fatalna logika i katastroficzność w fakcie, że zarówno ideologia Hitlera, jak i w znacznym stopniu sama doktryna nazistowska, wyrosły na gruncie austriackim (historycy dopatrzyli się źródeł pojęcia Judenrein, „wolny od Żydów”, w regulaminie członkostwa austriackiego klubu rowerowego z przełomu XIX i XX wieku). To w Wiedniu młody Hitler przygotowywał swą zmyślną truciznę.” 1 

«Trouble in Paradise» © PROLOG +1

Dodajmy jeszcze, że mógł tam spotkać się w kafejce z najlepszym szachistą ówczesnego Wiednia (1913 rok), Lwem Bronsteinem, znanym później jako Lew Trocki, czy z młodym, pracującym nad swoimi nowymi ideami Josifem Dżugaszwili. szerzej znanym jako Stalin.

Dyskusja, która rozpętała się po opublikowaniu eseju Kundery w latach osiemdziesiątych XX wieku, objęła także Miłosza. W pewnych aspektach popierał Kunderę, ale zdecydowanie przenosił geograficzny punkt ciężkości bardziej na Wschód. Europejskie wartości panowały na terytorium „Rodzinnej Europy” Miłosza, a ta obejmowała przecież także i Litwę, i całe terytorium dawnej Rzeczpospolitej, czyli Białoruś i Ukrainę, słowem „kraje na wschód od Niemiec”, „Między Niemcami, a Rosją”, tam, gdzie odczuwa się  – czy to w architekturze, czy to w liturgii lub kulturze wpływy śródziemnomorskie; tam, gdzie jednostki nie stają się liczbami w statystykach, jak to miało miejsce w sowieckiej Rosji, leżącej już poza „mapą” Europy Miłosza. Czy porwana przez Rosję Zachód, czyli „Europa Środka” wróciła do Europy w 2004 roku? Przypomnijmy, że do Unii włączono wówczas Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię, Węgry, Czechy, Słowację, Słowenię, (ale także Maltę i nawet Cypr!). Zdawałoby się więc, że tak, „Europa Środka” – w geografii Milana Kundery – wróciła do Europy, ale czy wróciła Europa Czesława Miłosza?.  

Zdawałoby się więc, że tak, „Europa Środka” – w geografii Milana Kundery – wróciła do Europy, ale czy wróciła Europa Czesława Miłosza?.  

Tomasz Różycki

Esej Kundery zaczynał się od opisania dramatycznego apelu radia budapesztańskiego z 1956 roku, w momencie inwazji sowieckiej na Węgry. Mówiono tam, że Węgrzy właśnie umierają za Europę. 

„We wrześniu 1956 roku dyrektor węgierskiej agencji prasowej, kilka minut przedtem zanim artyleria ostrzelała jego biuro, wysłał w świat rozpaczliwy teleks o rozpoczętej tego dnia ofensywie rosyjskiej na Budapeszt. Depesza kończyła się słowami: „Zginiemy za Węgry i Europę”. 

Co miało znaczyć to zdanie? Zapewne miało znaczyć, że rosyjskie czołgi zagrażają Węgrom, a z nimi całej Europie. Ale w jakim sensie Europa była zagrożona? Czy rosyjskie czołgi gotowe były przekroczyć granice Węgier i ruszyć na Zachód? Nie. Dyrektor węgierskiej agencji prasowej chciał powiedzieć, że Europa jest zagrożona właśnie na Węgrzech.” 2.

«Trouble in Paradise» © PROLOG +1

Przypomniało mi się to zdanie w 2013 roku, kiedy w Kijowie rozpoczęły się wydarzenia znane jako Euromajdan, i potem, kiedy nastąpiła rosyjska inwazja na Ukrainę. Kto dziś umiera za Europę? Europa jest zagrożona przez rosyjskie czołgi w Ukrainie właśnie – w Chersoniu, Kijowie, w Charkowie, w Zaporożu, w Mariupolu. Oznacza to, że tam też, a może szczególnie tam jest dziś Europa. Nie możemy o tym zapomnieć i nie możemy pozwolić, aby ktoś ja (znów) porwał. Musimy być solidarni, jeśli chcemy także być europejczykami, to nasze wartości, musimy okazać się ich godni i przyjść z pomocą tym, którzy za nie teraz oddają życie. Idee, dla których zjednoczono sporą część Europy, są zagrożone. W Europie trwa wojna, największy od czasów drugiej wojny światowej konflikt.

Kto dziś umiera za Europę? Europa jest zagrożona przez rosyjskie czołgi w Ukrainie właśnie – w Chersoniu, Kijowie, w Charkowie, w Zaporożu, w Mariupolu. Oznacza to, że tam też, a może szczególnie tam jest dziś Europa.

Tomasz Różycki

Słynne zdanie Paula Valery, sformułowane tuż po szoku pierwszej wojny światowej w tekście „La Crise de l’esprit” („My, cywilizacje, wiemy już teraz, że jesteśmy śmiertelne”) świadczy nie tylko o przenikliwości godnej proroka (najstraszniejsze bowiem miało się dopiero w Europie zacząć), gorzkim poczuciu upadku i schyłku pewnej wspólnoty, opartej o budowanej od stuleci kulturze i na wspólnie wyznawanych wartościach, nie tylko o zrozumieniu tego, że sama cywilizacja degeneruje tak długo, aż któregoś dnia nadchodzą barbarzyńcy, wywołani przez nią z jakichś stepów, pustyń, przedmieść, piwnic czy kosmicznych pustkowi i będący jej czystą konsekwencją, dopełnieniem i celem, ale także o tym, że cywilizacja żyje, dopóki żyje jej duch. Słowa o kryzysie Europy powracają w momentach szczególnych, na co zwrócił uwagę Jacques Derrida w swojej mowie z 1991 roku zatytułowanej. „Inny kurs. Pamiętanie, odpowiadanie, zobowiązanie.” i zmuszają do refleksji nad czymś już dokonanym, nad przebytą drogą i kierunkiem tej drogi, tak jakby Europa odzyskiwała samoświadomość i właśnie w momentach wielkich decyzji potencjalnie zmieniających jej tożsamość. 

„Wszyscy mówią o kryzysie Europy jako o kryzysie ducha, w momencie gdy zaczynają się kształtować granice, kontury, eidos, krańce, kresy i granice (fins et confins), skończoność (finitude) Europy, to znaczy w momencie, gdy kapitał nieskończoności i uniwersalności, którego zasoby znajdują się w idiomie tych granic, okazuje się naruszony lub zagrożony”. 3

Mówiąc „my”, wyraża także swoja odpowiedzialność za wspólnotę – bo tak właśnie postrzega Europę i europejskość. Dla Derridy pytanie o nową stolicę Europy jest niezwykle ważne. Nowe wyzwania i prawdopodobne przesunięcie granic Wspólnoty Europejskiej będzie wymagało przewartościowania słowa stolica i nie kojarzenia jej już z żadną metropolią ani miastem, których kryzys wyraźnie dostrzega Derrida, a raczej z siecią komunikacyjną, kanałem działania środków opinii publicznej, mediów i informacji, które przejęłyby rolę stolicy, nadając kierunek i stanowiąc centrum myśli. Derrida uważa, że cechą zasadniczą owego centralnego kanału informacyjnego byłoby pielęgnowanie krytycyzmu i wolnej wypowiedzi, powołując jako przykład szeroko rozwiniętą w tamtym czasie telefonię. Ten kanał informacji był z założenia demokratyczny: 

„Wierzę, że system totalitarny nie może skutecznie walczyć z wewnętrzną siecią telefoniczną, gdy jej gęstość przekracza pewien próg, a ona sama nie daje się już kontrolować. ( …) Telefon staje się więc dla totalitaryzmu niewidzialną prefiguracją i nieuchronną zapowiedzią jego własnej ruiny”.

«Trouble in Paradise» © PROLOG +1

A przecież – dodajmy – czymże jest moc pluralizmu powszechnej telefonii wobec mocy pluralizmu dzisiejszego powszechnego internetu? Czyżby Derrida się przeliczył? Od tamtego czasu minęło niewiele, a dziś tłumy na ulicach miast posługują się non stop smartfonami i pluralistycznymi kanałami informacyjnymi, które, owszem, czasem pomagają strzec prawdy informacji, ale przecież także potęgują chaos i dezorientację. Zjawiska fake newsów, postprawdy i deep-fake’ów, teorie spiskowe i najróżniejsze manipulacje rozszerzają się jak wirus w świecie cyfrowym, najszybciej zaś uczącymi się posługiwania fałszywą informacją są szarlatani i dyktatorzy. Poparzmy na front obecnej wojny: obie strony nie rozstają się ze smartfonami. Najeźdźcy i broniący się codziennie sprawdzają newsy w telefonie. I jedni i drudzy zamieszczają każdego dnia setki „naocznych” świadectw – ba, mogą do siebie zadzwonić i porozmawiać, co nadal nie przeszkadza wierzyć agresorom w propagandę dyktatora. Zdaje się, że jest coś, co tkwi w człowieku głębiej, że pokłady zła (tak jak i pokłady dobra) są głębiej, uniwersalne i niezależne od wynalazków. 

Czy nie miał racji Paul Valery twierdząc, że największym kapitałem Europy są sami Europejczycy, ich duch i „ich ciała”?

Tomasz Różycki

Przesłanie przemowy Derridy jednak jest pozytywne: zawiera się w propagowaniu otwarcia i możliwości zmiany. Przywództwo Europy powinno być wciąż odczuwalne w awangardzie myśli i pamięci o swym kapitale duchowym. I o ile awangarda myśli powinna być rozumiana jako przekraczanie siebie, zdolność do transgresji, o tyle zawsze można zadać pytanie: co to właściwie takiego ów kapitał duchowy? Czy nie miał racji Paul Valery twierdząc, że największym kapitałem Europy są sami Europejczycy, ich duch i „ich ciała”? Czy te pytania mają sens, należałoby zapytać protestujących w zimę 2013/2014 na kijowskim Majdanie Niezależności, w trakcie wydarzeń nazwanych Euromajdanem, Ukraińców: młodzież, przyjezdnych, miejscowych, kobiety, mężczyzn. Pomimo potężnego mrozu, szturmów milicji, nagonki propagandowej, porwań i tortur, przetrwali oblężenie trwające dwa miesiące. W jeden z tych dni ponad sto osób zostało zastrzelone prze służby milicyjne. Protestowali przeciwko decyzji poprzedniego prorosyjskiego prezydenta, który odmówił podpisania stowarzyszenia Ukrainy z Unią Europejską, przesuwając ją na powrót w strefę wpływów rosyjskich. Należałoby zapytać tych osób, w imię czego giną od kul snajperów. Niemal wszyscy – od najprostszych robotników i emerytów po poetów, stojących na barykadach, odpowiedzieli wtedy to samo: chodzi o ludzką godność. Europa kojarzyła im się z poszanowaniem ludzkiej godności, czymś czego od dawna nie zaznali we własnym kraju i czego nie spodziewali się zaznać pozostając dłużej w post-sowieckim, a potem rosyjskim świecie. Euromajdan zwyciężył dzięki swej determinacji. Prezydent uciekł jak szczur z pogrążonego w chaosie i zrujnowanego kraju, przeprowadzono nowe demokratyczne wybory i ustalono nowy rząd. W chwilę później rozwścieczona Rosja zajęła na Krym, a potem interweniowała zbrojnie w Donbasie. Wojna trwa do dziś, setki tysięcy ludzi zginęły, miliony stały się uchodźcami. Pozostać w tej sytuacji obojętnym, zawieść taki kredyt zaufania, zrezygnować z solidarności oznaczałoby dla Wspólnoty Europejskiej zrujnowanie na zawsze swojej legendy i autorytetu w Europie Wschodniej, oznaczałoby, ze wartości, na których polega są kłamstwem. 

Moi rodzice także byli uchodźcami, wychowali się w rodzinach, które musiały opuścić swój dom we Lwowie na skutek Drugiej Wony Światowej. W 1945 roku zostali deportowani pociągiem, przez Przemyśl, na odebrany Niemcom Śląsk, do Opola.

«Trouble in Paradise» © PROLOG +1

W 2022 roku, kiedy Rosja zaczęła pełnoskatową inwazję na Ukrainę, także jeździłem pociągiem pełnym uchodźców na trasie Przemyśl-Berlin. Pracowałem jako visiting professor na Uniwersytecie Humboldtów w stolicy Niemiec. Kiedy wsiadałem do wagonu w Opolu, pociąg był pełen kobiet i dzieci ewakuowanych z płonących miast Ukrainy. Jechali z tego samego kierunku, niemal z tych samych miejsc, z których niegdyś wieziono moją rodzinę: starsze kobiety, przelęknione, opowiadały o tym, co się wydarzyło głosem, który dobrze pamiętam, głosem mojej babci Zosi, która kilkadziesiąt lat temu odbyła podobną podróż. Moja babcia miała bardzo podobny do nich akcent, używała takich samych zwrotów. Starsze panie w pociągu opowiadały głosem Zosi o potwornościach wojny, tak, jak wcześniej opowiadała mi ona o drugiej wojnie światowej: o ludziach pomordowanych bez żadnej przyczyny, o gwałtach, torturach i śmierci dzieci. O przerażeniu, głodzie i bezdusznych oprawcach. Uchodźcy mieli ze sobą jakieś tobołki, przypadkowo zabrane rzeczy, wyniesione z gruzów ocalone przedmioty, śmierdzące spalenizną ubrania. Widziałem w ich oczach strach i smutek, widziałem determinację i złość. Jechały staruszki o pomarszczonych jak zwiędnięte jabłko twarzach, matki przytulające dzieci, płaczące, a czasem rozbrykane dziewczynki i chłopcy, zdezorientowane podlotki, usiłujące złapać coś w internecie, sąsiadki i sprzątaczki, śpiewaczki, fryzjerki, kucharki i sekretarki, studentki i menadżerki, bizneswomen i księgowe, nauczycielki i pianistki. Obok nich oszołomione, przestraszone grupy czarnoskórych studentów z bombardowanych akademików uczelni w Charkowie, wielkie grupy Romów, dla których zaczynał się kolejny eksodus w poszukiwaniu nowego miejsca postoju, kilku starszych panów z widocznymi niesprawnościami. Psy, koty, króliki, świnki morskie. Bardzo dużo psów. 

Mieszkali u nas cztery miesiące, a ja w tym czasie starałem się regularnie przyjeżdżać z Berlina do domu, ale kiedy wsiadałem do powrotnego pociągu w Berlinie, jadącego w stronę Ukrainy, było najgorzej.

Tomasz Różycki

Starałem się pomagać, rozmawiać, przenosić bagaże, kierować do punktów informacji, czasem przewozić w bezpieczne miejsce, ratować przed złodziejami, a czasem po prosty tłumaczyć najzwyklejsze dla mnie – mieszkańca Unii – sprawy, dla nich nowe. Moja żona zaprosiła do naszego mieszkania matkę uciekającą z synem z bombardowanego Kijowa, gdzie spędzili w piwnicy pod bombami pierwszy tydzień, potem jechali do Polski leżąc na podłodze ostrzeliwanego przez rosyjskie samoloty zaciemnionego pociągu. 

Mieszkali u nas cztery miesiące, a ja w tym czasie starałem się regularnie przyjeżdżać z Berlina do domu, ale kiedy wsiadałem do powrotnego pociągu w Berlinie, jadącego w stronę Ukrainy, było najgorzej. 

Zapewne wiecie, że w pierwszych miesiącach wojny w 2022 roku ruch na tej trasie odbywał się w obie strony: z Ukrainy wyjeżdżały kobiety i dzieci lub młodzież w bezpieczniejsze miejsca, do Polski lub dalej na Zachód, mężczyżni mieli zakaz opuszczania kraju. Natomiast w drugą stronę, z całej Zachodniej Europy wracali na Ukrainę mężczyźni po to, aby zaciągnąć się do armii i walczyć. Ukraińcy, którzy wcześniej wyjechali na Zachód za pracą i dziesiątkami tysięcy migrowali w poszukiwaniu źródeł utrzymania, teraz wracali tysiącami. Jechałem z nimi w kilku takich pociągach na Wschód. Nie było tam niemal nikogo innego: wagony pełne milczących ludzi o ponurym spojrzeniu. Po tym, jak ulokowali swoje rodziny w bezpieczniejszych miejscach w Polsce, teraz jechali, żeby wziąć udział w  obronie kraju. Zapewne widzieliście wszyscy krążące w mediach filmiki z Rosjanami mobilizowanymi gdzieś w głębi Rosji, którzy jechali na front, w większości kompletnie pijani, wysypując się z autobusów czy wagonów w miejscach postoju, żeby przetaczać się w błocie albo urządzać pijackie bójki. W pociągu z Ukraińcami było zupełnie inaczej: jechali w skupieniu, nie widziałem pijanych. Jechali niewesoło, choć zagadnięci, nieraz odpowiadali z uśmiechem i starali się żartować. Patrzyłem na nich z podziwem. Przeważnie mieli bardzo spracowane dłonie. Wykonywali takie prace zarobkowe, na jakie im pozwalano, większość miała inne wykształcenie, niektórzy z nich byli robotnikami czy rolnikami, inni po humanistycznych szkołach. Ci, którzy mieli rodziny, ulokowali je w bezpiecznych miejscach, a sami wracali do Ukrainy. Wiedzieli, że mogą już nie wrócić. Jechałem z nimi pięć, niekiedy siedem godzin, pociąg się spóźniał. Nasze rozmowy były krótkie, Nigdy nie zapomnę tych paru podróży pociągiem i kilku uścisków dłoni.

«Trouble in Paradise» © PROLOG +1

Mit o porwaniu Europy ma swoją drugą, niezwykle ważną część: historię jej braci, którzy wyruszają, aby odnaleźć siostrę – Fojniks (od niego nazwa  Fenicjan), Kiliks (od niego Cylicja), Tazos (wyspa Tassos), Fineus (dotarł w okolice Bosforu) i Kadmos, ten, który założył miasto Teby w Grecji. Oni zakładają kolonie w Europie i Afryce, oni przywożą tam pismo. Mit o porwaniu Europy jest mitem o poszukiwaniu Europy i stwarzaniu jej. To w miastach założonych przez braci Europy rodzi się Europa, jaką znamy. Transfer religii, kultury, a w szczególności zwłaszcza transfer pisma staje się momentem narodzin Europy. 

Mit o porwaniu Europy jest mitem o poszukiwaniu Europy i stwarzaniu jej. To w miastach założonych przez braci Europy rodzi się Europa, jaką znamy.

Tomasz Różycki

Teraz, kiedy to piszę, Ukraina wciąż jeszcze nie jest częścią Unii Europejskiej, choć od 2013 roku Ukraińcy codziennie oddają życie, żeby tak się mogło stać. Dlaczego? Zbyt wielka odległość kulturowa? Nieprzygotowanie legislacyjne? Korupcja? Jednym z głównych przeszkód jest trwająca wojna, część terytorium jest okupowana, status terytorialny jest niejasny. 1 maja 2004 roku, wraz z Polską przyjęto w szeregi Unii Europejskiej także Cypr, wyspę leżącą u wybrzeża Azji, częściowo okupowana przez siły tureckich separatystów, o niepewnym status terytorialnym. Część Cypru do dziś jest wyłączona spod legislacji unijnej. W momencie przyjęcia do Unii, gospodarka opierała się w dużym stopniu na zagranicznym kapitale, zakładającym fikcyjne przedsiębiorstwa na wyspie, aby uciec od podatków u siebie. Procederem tym zajmowali się zwłaszcza rosyjscy oligarchowie, do dziś związani z Cyprem – co sprawiało, że spośród przyjętych do Unii krajów właśnie Cypr, obok Słowenii, był najbogatszy. Wiadomo, Cypr na zawsze wpisuje się w śródziemnomorskie dziedzictwo kulturalne – to tam ponoć z morza wyszła Afrodyta. Zamieszkiwany jest przez ludzi wyznających europejskie wartości. Nie, nie mam nic przeciwko Cyprowi w Europie, ale skoro tak, to dlaczego nie Lwów, czy Odessa? O sześćdziesiąt kilometrów na wschód od polskiej granicy (taka sama odległość dzieli polską granicę na zachodzie od Berlina), samym w centrum Europy znajduje się Lwów, który od założenia był ważnym średniowiecznym miastem kupieckim wchodzącym do europejskiej sieci handlowej, zamieszkiwanym przez wieki przez Ukraińców, którzy założyli miasto jako stolicę swojego królestwa, przez Polaków, Żydów, Ormian, Karaimów, Włochów i Greków, przez wielką kolonię mieszczan niemieckich, którzy stali się lwowiakami w kolejnych pokoleniach. Po czasach rozkwitu w renesansie w granicach Rzeczpospolitej i po jej rozbiorach przez ościenne mocarstwa, Lwów stał się stolicą Galicji, prowincji cesarstwa Autro-Węgier. Zawsze byłi jednym z centrów kultury europejskiej i jest nim do dziś, pomimo tego, że kilku dyktatorów bardzo tego nie chciało. Mieszkał tam Sacher-Masoch, Zbigniew Herbert, Stanisław Ulam, Rudolf Weigl, a także – jeśli skupić się na żydowskim geniuszu – Debora Vogel, Stanisław Lem, Szolem Alejchem i Hugo Steinhaus, tam mieszkają i pracują Jurij Winniczuk, Marianna Kijanowska, Hałyna Kruk. Oto Europa, gdzie ludzie pragną wolności, demokracji i pokoju, w walce o godność i prawa jednostki potrafią oddać swoje życie, stając solidarnie wraz z innymi w szeregu przeciw despotyzmowi i pogardzie wobec człowieka. Przykład Lwowa można rozszerzyć z łatwością na Odessę, Kijów czy Charków, miasta o wyjątkowym dla Europy charakterze. Ukraina była od wieków krajem miłującym swobodę. Wystarczy, że przypomnimy sobie opisane po raz pierwszy po francusku w XVII stuleciu ustrój Siczy Zaporoskiej i autonomię Kozaków ukraińskich przez pracujących dla Rzeczpospolitej inżynierów i kartografów królewskich: Guillaume Le Vasseur de Beauplan i Ericha Lassota von Steblau (Description de l’Ukraine), a natychmiast zrozumiemy, że kijowski Euromajdan był niemal żywcem przeniesioną w czasie kozacką radą, gdzie wspólnie podejmowano decyzje. Nie dziwi fakt, że Rosja i Ukraina to w zasadzie przeciwieństwa ustrojowe i duchowe: samodzierżawie kontra samorządność, odwieczny konflikt pomiędzy wolą i despotyzmem cara a zbuntowanymi, wolnymi ludźmi, wybierającymi raczej samorządną anarchię lub śmierć niż życie w państwie policyjnym.   

Ukraina była od wieków krajem miłującym swobodę.

Tomasz Różycki

Wojna jest potworna, ale ma zadziwiającą przypadłość ujawniania tego, co pozostałoby bez niej zapewne w ukryciu. Naocznie pokazuje, jak bezdennie człowiek potrafi być podły i okrutny wobec innych i równocześnie odsłania olbrzymie pokłady dobroci, bezinteresowności, bohaterstwa, poświęcenia, współczucia  Przywitanie i przyjęcie dwóch milionów uchodźców z Ukrainy w Polsce to jedno z najwspanialszych doświadczeń w moim życiu. Polacy gościli ich w swoich domach, dzielili się z nimi swoimi ubraniami i robili to w odruchu serca, zanim i niezależnie od tego, czy zareagowało polskie państwo. Pomoc dla walczącej Ukrainy wciąż z Polski płynie, moi przyjaciele jeżdżą do Ukrainy, wożąc wszelką pomoc, zbieramy fundusze. Kupujemy drony, bandaże, generatory prądu, termowizory. Mój przyjaciel, poeta Jacek Podsiadło regularnie prywatnym samochodem przewozi jedzenie, ubrania, zabawki dla dzieci, sprzęt dla wojska i karmę dla psów i kotów. Bo zwierzęta też cierpią w czasie wojny.

[image 11]  

Ale nie wszyscy pomagają, wiem, że rośnie partia ludzi nastawionych niechętnie i wrogo, zmęczonych i podatnych na rosyjską propagandę  Dobro, budowane przez dziesięciolecia, może być zniszczone w kilka dni przez ludzi małego serca, małego ducha, czasem po prostu podłych, pełnych nienawiści, lub tylko wystraszonych i obawiających się obcych lub zmian. Dziś znów Europa jest porywana, gwałcona, ale broni się. Są tacy bracia i siostry, którzy pomagają, są tacy, którzy protestują i wspierają. Są tacy, którzy tylkom obserwują, albo nawet odwracają się. Największym wyzwaniem przed Europa jest teraz stawienie czoła Rosji i przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej. Będzie to wydarzenie bez precedensu, krok, który przemieni charakter zjednoczonej Europy. Ukraina to jeden z największych krajów na kontynencie, z ogromnym potencjałem gospodarczym – jest światowa potęgą rolniczą, „spichlerzem świata” – Europa musi się na to przygotować, jej rolnictwo całkowicie się przeorganizuje na skutek takiego ruchu. Ale jest to jedyny możliwy krok – już wiemy, że bez przyjęcia Ukrainy Europa nie przetrwa, nie będzie w stanie przeciwstawić się potężniejącej i coraz bardziej agresywnej Rosji, zwłaszcza, jeśli ta wchłonie Ukrainę. 

Już wiemy, że bez przyjęcia Ukrainy Europa nie przetrwa, nie będzie w stanie przeciwstawić się potężniejącej i coraz bardziej agresywnej Rosji, zwłaszcza, jeśli ta wchłonie Ukrainę. 

Tomasz Różycki

Jest coś, co przesądza o przyszłości Europy – pomyślcie o tysiącach ludzi prześladowanych, torturowanych, gwałconych i więzionych na terytoriach czasowo przez Rosję okupowanych. Pomyślmy o makabrycznych salach tortur, o zbiorowych mogiłach odnajdywanych w wyzwolonych przez Ukraińców miejscowościach. Pomyślmy o dzieciach zabijanych przez rosyjskie rakiety uderzające w szpitale, o losie głodzonych i torturowanych jeńców. O ludziach zabijanych na ulicach tylko dlatego, że są Ukraińcami, słowem, pomyślmy o skandalu moralnym, na który przyzwala Europa, nie reagując w sposób adekwatny. Takie moralne zaniechanie ma druzgocące konsekwencje dla więzi wspólnotowych, poczucia bezpieczeństwa i wiarygodności, a wartości, które wyznajemy, ulegają erozji, stają się kłamstwem. Przywoływany wcześniej George Steiner w felietonie „De Profundis” z 4 września 1978 pisze o tym w ten sposób:

„Za każdym razem, kiedy człowiek jest chłostany, głodzony czy pozbawiony godności, w tkaninie życia tworzy się swoiste rozdarcie. Depersonizacja ludzkiego poniżenia, ukrycie indywidualnej męki pod anonimowymi kategoriami analizy statystycznej, teorią historyczną czy modelami socjologicznymi, stanowi dodatkowa nikczemność.”. 4

W czasie niemieckiej okupacji w Warszawie powstały wiersze, które sprawiły, że Czesław Miłosz na stale zajął miejsce w polskiej literaturze: „Campo dei Fiori” oraz „Biedny chrześcijanin patrzy na Getto”. W których „biedni chrześcijanie” są niemymi świadkami zagłady dokonywanej przez Niemców na swoich żydowskich sąsiadach. Niektórzy próbują pomagać, inni są bezsilni, inni obojętni – jeszcze inni odczuwają satysfakcję. Te wiersze, przejmujące grozą, pozostały moralnym wyrzutem sumienia, głosem, który na zawsze pozostanie z nami, przestrogą, aby „nie policzono nas wśród pomocników śmierci”. Po latach, w czasie wojny w byłej Jugosławii Miłosz do tych przestróg miał dodać przejmujący wiersz „Sarajewo”, tym razem zwracając się bezpośrednio do Europy, jako do świadka wydarzeń.

Europa potrafi się obronić, ale dopóki Zachód nie uzna Rosji za wroga, dopóty będzie ona kawałek po kawałku pożerana przez niedźwiedzia.

Tomasz Różycki

Plan na najbliższy czas to zwycięskie zakończenie wojny i rozszerzenie Wspólnoty Europejskiej na wschód. W tej chwili zbyt dobrze widać kompromitację dotychczasowej zachodnioeuropejskiej (zwłaszcza niemieckiej) polityki wobec Rosji. Do tej pory pacyfizm i „pragmatyzm polityczny” doprowadziły do zamrożenia konfliktu od 2014 roku, aby agresywnego niedźwiedzia udobruchać kawałkami cudzego terytorium, kontraktami gospodarczymi i politycznym kumoterstwem. Ale warunek, na którym opiera się europejska wspólnota – strefa wolnego handlu, praworządności, wolnej wypowiedzi i przemieszczania się, negocjacje pokojowych rozwiązań dla wspólnej możliwie największej korzyści – nie jest dla Rosji interesujący, rosyjskie państwo oparte jest na innych filarach. Nikt już chyba już nie wierzy w rosyjskie gwarancje, Rosja nie podziela bowiem europejskich wartości. Wymuszenie na Ukrainie zrzeczenia się własnego terytorium stanowiłoby przyznanie się przez Zachód do klęski i słabości. To typowa rosyjska pułapka – w praktyce oznaczałaby kilkuletni rozejm, w trakcie którego Rosja prowadziłaby nadal operacje hybrydowe, przygotowując się do decydującego ataku. Zwłaszcza teraz, kiedy zagrożenie amerykańskim izolacjonizmem jest tak silne, nie należy w tę pułapkę wchodzić. Europa potrafi się obronić, ale dopóki Zachód nie uzna Rosji za wroga, dopóty będzie ona kawałek po kawałku pożerana przez niedźwiedzia. Wojnę wciąż jeszcze można wygrać i zakończyć w kilka miesięcy – wystarczy odpowiednio uzbroić Ukrainę, a recepta na pokój to pokonanie Rosji na polu walki. 

«Trouble in Paradise» © PROLOG +1

We Lwowie i w Odessie ludzie starają się chronić zabytki przed rosyjskimi rakietami, Ukraina nie ma wystarczającej obrony przeciwlotniczej, na próżno prosi o jej wzmocnienie swoich europejskich i amerykańskich partnerów, każdy rosyjski atak to kolejne ofiary wśród bezbronnych cywili i zniszczenia bezcennych zabytków. Mieszkańcy zawijają pomniki i statuy w miękką otulinę, w podwójne warstwy wełny mineralnej, pokrywają je płaszczem z ognioodpornego materiału. Okładają je workami piasku, budują osłony z drewna i stali, a najcenniejsze skarby zdejmują ze ścian galerii, z wież, krzyży i cokołów, wynoszą z kaplic i muzeów,  pakują, zabezpieczają i ukrywają w schronach. I kiedy naddźwiękowe rakiety uderzą, zanim zawyje syrena, niekiedy udaje się ocalić przedmioty i kamienie. Zamiast strzaskanych pomników do szpitala trafiają okaleczeni ludzie, zamiast oderwanych kamiennych rąk bogini na ulicy leży oderwana ręka człowieka, zamiast odłamków marmuru odłamki kości, zamiast alabastrowej świetlistości – ciemna krew.

Artykuł Biedna Europa patrzy pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Sprawiedliwość okaleczona https://legrandcontinent.eu/pl/2022/07/08/sprawiedliwosc-okaleczona/ Fri, 08 Jul 2022 13:58:30 +0000 https://legrandcontinent.eu/pl/2022/07/08/sprawiedliwosc-okaleczona/ Zjednoczona Prawica, poczynając od sukcesu wyborczego w 2015 roku, powtórzonego w 2019, stworzyła nowy typ zarządzania sprawami publicznymi. Jego zasadniczym wyróżnikiem jest stopniowy demontaż państwa prawa. Aby zrozumieć ten mechanizm, należy spojrzeć na wymiar prawny z szerszej perspektywy przyjmując założenie, iż prawo powinno być postrzegane jako “proces, przedsięwzięcie, w którego ramach reguły mają sens tylko w odniesieniu do instytucji i procedur, wartości i sposobów myślenia“. Przekonamy się wtedy, że kryzys praworządności w Polsce nie jest jedynie przypadkiem łamania takich czy innych zapisów Konstytucji czy traktatów unijnych, lecz symptomem głębszego schorzenia. Kiedy załamują się rządy prawa, ujawnia się kruchość relacji budujących […]

Artykuł Sprawiedliwość okaleczona pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Zjednoczona Prawica, poczynając od sukcesu wyborczego w 2015 roku, powtórzonego w 2019, stworzyła nowy typ zarządzania sprawami publicznymi. Jego zasadniczym wyróżnikiem jest stopniowy demontaż państwa prawa. Aby zrozumieć ten mechanizm, należy spojrzeć na wymiar prawny z szerszej perspektywy przyjmując założenie, iż prawo powinno być postrzegane jako “proces, przedsięwzięcie, w którego ramach reguły mają sens tylko w odniesieniu do instytucji i procedur, wartości i sposobów myślenia“ 5. Przekonamy się wtedy, że kryzys praworządności w Polsce nie jest jedynie przypadkiem łamania takich czy innych zapisów Konstytucji czy traktatów unijnych, lecz symptomem głębszego schorzenia. Kiedy załamują się rządy prawa, ujawnia się kruchość relacji budujących społeczność. Konflikt polityczny zmienia formę i charakter, rozpadają się więzi, umiera zaufanie.

Metodyczny, chwilami tylko chaotyczny, demontaż

Sposób sprawowania rządów przez PiS nie tylko odzwierciedla tendencje autokratyczne widoczne w innych krajach europejskich; z mroków historii wyłaniają się demony. Pierre Buhler trafnie podsumował niedawno najważniejsze aspekty tej władzy 6. Chcielibyśmy zarazem podkreślić jej dwie istotne cechy. Po pierwsze, prezes PiS-u – Jarosław Kaczyński, który podejmuje zasadnicze decyzje polityczne, od wielu lat (po klęsce w 2007 roku) woli trzymać się z dala od stanowisk rządowych. Tylko przez krótki okres (od października 2020 r. do czerwca br.) pełnił funkcję Wiceprezesa Rady Ministrów, Przewodniczącego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych; nie dlatego, że chciał, lecz by ratować pogrążoną w wewnętrznych konfliktach koalicję.

Fakt ten uwypukla widmowy obraz władzy: osoba de facto rządząca państwem nie obejmuje funkcji przewidzianych dla niej przez Konstytucję. Niewidoczna instytucjonalnie, podejmuje najważniejsze decyzje ukryta w siedzibie partii (mieszczącej się przy słynnej już ulicy Nowogrodzkiej), rząd zaś nie jest niczym więcej niż ekspozyturą, administracyjną i propagandową maszyną wykonawczą. Oderwanie ośrodka decyzyjnego od instytucjonalnej architektury – podstawowa cecha dyktatur – uwalnia ‘przywódcę’ od wszelkiej odpowiedzialności 7.

Ponadto, pierwsza ustawa przyjęta przez nową większość sejmową w 2015 roku wymierzona była w Trybunał Konstytucyjny, pogłębiając równocześnie problem konstytucyjności powoływania sędziów, problem stworzony zresztą przez poprzednią większość polityczną 8. Był to początek zorganizowanego (choć sprawiającego czasami wrażenie chaotycznego) procesu przekształcenia wymiaru sprawiedliwości. Dotychczas przyjęto ponad 30 ustaw. Niektóre z nich były poprawiane kilkakrotnie, czasem – po kilku tygodniach. Za hasłem usprawniania systemu orzecznictwa kryje się całościowa wymiana kadr wymiaru sprawiedliwości. Do tej pory około 1800 sędziów i asesorów zostało powołanych w sposób budzący wątpliwości prawne, ponad 70 prezesów sądów zostało nagle odwołanych, wobec kilku sędziów toczą się postępowania dyscyplinarne, a nawet karne za publiczne wypowiedzi, treść orzeczeń lub skierowanie pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Wspólnym mianownikiem tych działań jest poszerzenie możliwości systematycznego, politycznego oddziaływania na skład, kompetencje, zarządzanie oraz funkcjonowanie sądownictwa. W efekcie zanika możliwość kontroli legalności działań administracji państwa, sytuacja niezwykle groźna, gdyż sam Trybunał Konstytucyjny stał się instrumentem władzy wykonawczej. Świadczą o tym orzeczenia dotyczące prawa do aborcji czy (nie)zgodności Konstytucji RP z traktatami UE i Europejską Konwencją Praw Człowieka. Niektórzy uważają, że obecne ingerencje polityczne w sądownictwo są większe niż w czasach reżimu komunistycznego 9.

© Jan Bielecki/ENPOL/SIPA

Reformy te powodują powtarzające się kryzysy polityczne i konstytucyjne, a także regularne napięcia między polskim rządem a UE, która szuka narzędzi politycznych i prawnych, aby bronić się przed atakiem na jej podstawowe wartości. Kolejne wyroki TSUE i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dobitnie pokazują zagrożenia wynikające z braku niezależność i bezstronność najwyższych sądów. Nie budzą więc zdziwienia głosy wskazujące bądź na skrywaną przez władzę chęć opuszczenia przez Polskę UE bądź też na konieczność Polexitu, jeśli zawiodą (uznawane za ostateczne) środki nacisku, jak sankcje budżetowe, finansowe czy zawieszenie niektórych praw wynikających z członkostwa w Unii, łącznie z prawem do głosowania w Radzie 10. Wojna Federacji Rosyjskiej przeciwko Ukrainie nie zahamowała konfrontacyjnej taktyki polskiego rządu 11; a zarazem Warszawa zwróciła się do KE z prośbą o pomoc finansową w związku z napływem uchodźców. Należy zarazem podkreślić niezwykle serdeczną, spontaniczną reakcję Polaków oraz pomoc niezliczonych wolontariuszy.

Postawa wyprostowana w obliczu przeciwności losu

Nie przestaje dziwić nagłość i łatwość, z jaką obalono porządek polityczno-prawny, proces ten obserwowała obojętnie (bądź popierała) duża część społeczeństwa. Zobaczyliśmy również, z jaką pogardą przywódcy partyjni i ich zwolennicy odnoszą się do prawa (krajowego, międzynarodowego) i reguł demokracji. Złudzeniem okazało się przekonanie o stabilizacji i konsolidacji transformacji polityczno-prawnej po 1989 roku, zwłaszcza od chwili przystąpienia do Unii, związanego ponadto z bezprecedensowym rozwojem gospodarczym i społecznym.

Spontaniczne protesty przeciwko działaniom PiS-u (reformy Sądu Najwyższego – latem 2018 r., drastyczne ograniczenia prawa aborcji – 2016 r. – Strajk Kobiet), które przetoczyły się przez Polskę, nie spowodowały znacznego spadku popularności koalicji rządzącej. Fenomen ten odzwierciedlają badania opinii publicznej – wciąż wskazują na wysokie poparcie Zjednoczonej Prawicy (w granicach 30 procent ankietowanych) 12. Opozycja, rozdrobniona mimo wielokrotnych prób stworzenia jednolitego frontu, nie potrafiła wykorzystać ruchów sprzeciwu. Pozostaje zarazem w trudnym politycznie położeniu: jeśli bowiem chce reprezentować “totalną opozycję“ wobec PiS-u 13, nie może sprzeciwiać się programom świadczeń socjalnych ani otwarcie popierać sankcji nałożonych na Polskę.

Zmiany w sposobie rządzenia krajem od 2015 roku cechuje nieustanna praca nad estetyczną formą pojęcia ‘suwerenności’, a także poszerzaniem jej podstaw instytucjonalnych i społecznych. Jako obrazy-symbole władza wybrała ruch wertykalny i postawę wyprostowaną: (‘prawdziwy’) Polak – heteroseksualny mężczyzna, katolik – ‘wstaje z kolan’ 14, dumny ze zwycięstwa nad nazizmem i komunizmem; teraz będzie walczył z ich współczesnymi wcieleniami (‘niemiecką Europą’ i ‘nowym lewackim faszyzmem’ 15). 

W sferze funkcjonowania państwa aktywność PiS skupia się na formowaniu i wprowadzaniu nowej nomenklatury do organów publicznych: dotyczy to zarówno placówek kulturalnych (muzea, teatry), jak instytucji, których racją bytu jest kontrola władzy, a szczególnym atrybutem – niezależność od niej (Bank Narodowy, Centralne Biuro Antykorupcyjne, NIK). Powstająca sieć opiera się na więzach nieformalnych, osobistych lub pokrewieństwie, co pozwala na odgórne narzucanie decyzji poza granicami ustanowionymi przez prawo. Możemy w tym widzieć schemat myślowy odziedziczony po czasach PRL, gdzie państwo (a w ideale – całe społeczeństwo) jest związane z partią. 

Taka wizja sprawowania władzy wynika (również) ze skrajnej nieufności, jaką przywódcy PiS wykazują wobec elementów spoza sieci: przeciwników politycznych, sędziów, zawodowych urzędników, świata akademickiego, niezależnych mediów, organizacji pozarządowych, instytucji międzynarodowych. Nieufność wydaje się zakorzeniona w przekonaniu, że sfera polityczna jest zdominowana przez głęboko skrywane partykularne interesy; to spektakl masek oraz gra sił za nimi skrytych. Choć samych masek nie można dostrzec, przekonanie o takiej właśnie organizacji dominuje w postrzeganiu rzeczywistości społecznej. 

Tak więc za maską bezinteresowności, jaką nakłada rywal polityczny, kryje się zdrajca (przedstawiciel “agentury“, tworzącej w ujęciu Kaczyńskiego “front wewnętrzny“ 16), sędziowie zaś  cierpią na “oikofobię“ (połączenie greckiego oikos ‘dom, rodzina’ i phobia ‘strach’) 17. W obu przypadkach są to figury (ukrytego) wroga, uosabiające wektory wpływu ‘obcych’ systemów wartości. Ta forma myślenia zaraża interakcje społeczne podejrzliwością i nieufnością (nie jest możliwa współpraca ani przyjaźń). Bezinteresowność staje się pozorem, skrywają się za nią wrogie ambicje, próżności, pragnienie bycia postrzeganym jako osoba bezinteresowna, dla splendoru bądź zamaskowania prawdziwych intencji 18.

Eurosceptycyzm jako obrona narodowych dogmatów

Fundamentalny brak zaufania stanowi podglebie eurosceptycyzmu: pogłębianie integracji europejskiej oznacza bowiem “utratę suwerenności, likwidację demokracji, zagrożenie dla wolności“, jak podkreślił lider PiS-u, stojąc u boku przywódczyni francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen i premiera Węgier Viktora Orbána 19. Kiedy polski prezydent Andrzej Duda nazywa Unię „wyimaginowaną wspólnotą” – nie zdając sobie zapewne sprawy, że wykorzystuje słynną koncepcję Benedicta Andersona o sztuczności nacjonalizmów 20 – podsumowuje w ten sposób istotę myślenia ruchów, dla których UE może być jedynie agregatem suwerennych wspólnot (w sensie wyodrębnionych źródeł władzy politycznej i prawa). Każda z nich szuka dla siebie, w grze o sumie stałej, maksymalnej kumulacji korzyści. Jakkolwiek naiwna i uproszczona jest ta konstrukcja intelektualna 21, sygnalizuje ona  prawdziwe wyzwanie, realne zagrożenie.

© AP Photo/Petr David Josek

Wraz z fiaskiem projektu traktatu ustanawiającego konstytucję dla Europy (2005 r.) zaczęło krystalizować się przekonanie, że jakakolwiek próba stworzenia wspólnoty politycznej opartej na państwach narodowych nieuchronnie zderza się z ich dogmatycznym szkieletem, nośnikiem wyraźnych różnic i tożsamości narodowych. Państwa często nie potrafią lub nie są gotowe do dekonstrukcji szkieletu, aby go przekształcić i dostosować do nowego projektu politycznego oraz związanej z nim zmodyfikowanej tożsamości. Wśród elit politycznych dominuje bowiem mniemanie, iż może być to akt o konsekwencjach przypominających otwarcie puszki Pandory. W przypadku Polski szkielet ten stabilizuje ciągła nadprodukcja sensów inwestowanych w pojęcia (niepodzielnego) suwerena, (silnego) państwa, (etnicznie jednorodnego) narodu i (patriarchalnego) patriotyzmu. Do tego konglomeratu dołącza się wymiar mesjanistyczny i rola ‘bycia ofiarą’ o głęboko religijnej proweniencji 22.

Nadprodukcję sensów widać zarówno w wystąpieniach Kaczyńskiego, jak i w programach nauczania historii Polski, które skupiają się na martyrologii i bohaterstwie 23. Od XIX w. temat niepodległości i tożsamości narodowej znajduje się w centrum życia intelektualnego, głównie ze względu na kruchość procesów kształtowania się państwa i jego form ustrojowych, te zaś od końca XVIII w. były cyklicznie unicestwiane przez militarny i polityczny interwencjonizm trzech imperiów 24. W rezultacie idee częściowej rezygnacji z suwerenności bądź podzielenia się nią, uważane za podejrzane, są obiektem gwałtownych ataków wykorzystujących patriotyczno-nacjonalistyczną retorykę.

Sprawiedliwość bez prawdy

Opisane wyżej mechanizmy odnajdujemy również w znaczeniach nadawanych podstawowym pojęciom dyskursu PiS-u, a szczególnie dwóm, zawartym w samej nazwie partii: ‘prawo’ i ‘sprawiedliwość’. Istotna jest ponadto ich relacja do pojęcia ‘prawdy’. Rosyjskie słowo pravda tłumaczymy zwykle jako vérité, truth, Wahrheit. W językach słowiańskich odnosiło się jednak ono nie tylko do ‘prawdy’, ale także do ‘sprawiedliwości’ i ‘prawomocności’. Ważny jest aspekt pragmatyczny (‘prawda w działaniu’, ‘prawda manifestowana’, ‘sprawiedliwość wywalczona’), czyniący z tego pojęcia imperatyw etyczny, mieszczący się w sferze powinności moralnej, a ponadto nieodłączny od działania.

Przemiany semantyki słowa w krajach słowiańskich nie podlegały systemowemu wpływowi prawa rzymskiego, stąd brak kodyfikacji znaczeń ‘prawdy’ w siatce pojęciowej oddzielającej domenę religijną, moralną, prawną. Słowo ‘prawda’ używano w kontekstach związanych z przysięgami, przepisami, ustawami, umowami, wyrokami. Ale nie tylko. Ruchy rewolucyjne XIX wieku, absolutyzm carski, czasy terroru doprowadziły do znacznie bardziej radykalnej niż na Zachodzie nieufności wobec administracji publicznej i porządku prawnego, co zaakcentowało znaczenie ‘prawdy’ jako “słowa, które wymierza sprawiedliwość (…), jako sądu w przypadku braku prawa, jako twórcy alternatywnej sprawiedliwości“ wobec tej ustanawianej przez państwo 25.

Wydaje się, że wymienione wymiary semantyczne istnieją in potentia do dziś i znajdują odzwierciedlenie we współczesnym dyskursie ideologicznym. Aktualizacja archaicznego utożsamienia prawda=prawo=sprawiedliwość mogłaby tłumaczyć eschatologiczny wymiar w ideologii PiS-u: tylko ta partia i jej lider uratują Polskę. Wyjaśniałaby również tezę Kaczyńskiego, iż jego “formacja polityczna (…) chce obronić w Polsce demokrację, praworządność we właściwym tego słowa znaczeniu, prawa obywatelskie“ 26. Poszczególne słowa nabierają znaczeń bliskich tym, jakie odnajdujemy w dyskursie autorytarnych Chin. Gdy czytamy bowiem o rozwoju „socjalistycznego państwa prawa z chińską charakterystyką“ rozumiemy, iż chodzi o państwo, w którym legitymizacja prawa nie odwołuje się do źródłowego Tekstu (Konstytucji), lecz performatywnego wymiaru wypowiedzi przywódcy. On sam wyznacza ramy tego, co jest ‘sprawiedliwością’, ‘prawem’, ‘prawdą’. Porządek prawny staje się instrumentem utrwalającym hierarchię władzy, a zadaniem sędziego jest stosowanie prawa z „mentalnością służebną wobec państwa i narodu„, jak to ujął jeden z autorów ostatnich reform prawnych w Polsce, obecnie sędzia Trybunału Konstytucyjnego 27.

Polskiej kulturze prawnej udało się, przynajmniej częściowo, przyswoić w ciągu ostatnich trzydziestu lat zasady państwa prawa. Świadczy o tym aktywność publiczna wielu sędziów, prokuratorów, adwokatów, którzy narażając się na bezlitosne szykany, kwestionują reformy podejmowane od roku 2015. Wydaje się jednak, że w percepcji społecznej zasady państwa prawa spotyka los podobny do pojmowania praw człowieka w osiemnastowiecznej Polsce 28. Jak stwierdził Jerzy Jedlicki, „uniwersalistyczne i postępowe idee, wśród nich koncept naturalnych praw człowieka, nie wynurzyły się w Polsce z głębin życia społecznego, lecz pojawiły się w dworsko-arystokratycznym kostiumie i przyjęte zostały od razu jako produkt cudzoziemskiego mędrkowania” 29

Praworządność, pojmowana jako ‘obcy produkt’, nie zdołała zakorzenić się na tyle silnie, by zablokować siły destrukcji. Nie pasowała ponadto do dogmatycznego szkieletu, w którym dominuje wybiórcza fascynacja przeszłością, nostalgia za mityczną wielkością, a doświadczenie historyczne, zwłaszcza wojenne, uznawane jest za pierwszorzędne źródło wartości i ideałów stanowiących podstawę spójności narodu. Paradoksalnie, polityka historyczna PiS-u, której zasadniczym celem było unikania działań mogących zranić zbiorową miłość własną, zbiegła się z otwarciem “archiwum zbiorowej traumy“, wydobywaniem na światło dzienne ‘ciemnych’, dramatycznych wątków polskiej historii 30. Pokazała kruchość montażu tożsamościowego, którego fundamentem był powojenny chaos, dezintegracja tkanki społecznej, anihilacja wielokulturowości, unicestwienie mniejszości, w tym wielkiej wspólnoty żydowskiej, stanowiącej przed II wojną światową jedną trzecią ludności miejskiej 31.

© AP Photo/Petr David Josek

Montaż tożsamości nie do utrzymania

Dążenia rządu, przy cichym współudziale opozycji, aby utrzymać za wszelką cenę konstrukcję tożsamościową najpełniej pokazuje (częściowo udana) próba penalizacji stwierdzeń, że polscy obywatele byli współwinni zbrodni nazistowskich (2018) 32 oraz ustawa ograniczająca (praktycznie – uniemożliwiająca) zwrot mienia bezspadkowego (2020) 33. Chodzi bowiem o kategoryczną odmowę przyjęcia do wiadomości wniosków wypływających z prac “nowej szkoły historycznej“. Pokazują one, odwołując się do niezliczonych, przerażających dokumentów i świadectw 34, że na scenie Szoa Polacy występują nie tylko w roli bohaterskich Sprawiedliwych, bądź – w najlepszym przypadku – (biernych) świadków, ale i (czynnych) aktorów machiny Zagłady stworzonej przez reżim nazistowski 35

Chcielibyśmy dostrzec w tych ustawach (przywołując znów odległą czasowo analogię) operację pamięci ustanawiającą – na mocy dekretu – zakaz wspominania minionych nieszczęść oraz nieosądzenia zbrodni popełnionych przez wspólnotę. Działanie określane przez obywateli Aten mianem me mnesikakeîn 36. W przeciwieństwie do czynów Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, które podnosi się dziś do rangi ponadczasowych cnót całego narodu, neguje się akty denuncjacji, grabieże, morderstwa, co jest “sposobem głoszenia, że najbardziej haniebne czyny podlegają zatarciu, gdyż “nastąpiło przedawnienie (…) w celu przywrócenia ciągłości, której nic by nie przerwało, jakby nic się nie stało“ 37. “Reakcja immunologiczna“ mająca na celu (ponowne) ustanowienie ładu, nakazuje negację i zapomnienie (nigdy jednak całkowite) aktów niszczących porządek moralny i społeczny. W wyniku operacji oczyszczenia pamięci z części przeszłości powstaje zbiorowy podmiot, który w zwierciadle postrzega swój obraz pozbawiony pęknięć i skaz.

Dystans między polityką historyczną a kryzysem praworządności jest pozorny. Istnieje bowiem intymny związek między pisaniem historii a praktyką wymiaru sprawiedliwości. Obydwie kierują się troską o prawdę, odwołują się do świadectw, dowodów umożliwiających ustalenie faktów, a następnie podanie ich do publicznej wiadomości i oceny 38. Podmioty tracą bowiem samą możliwość “mówienia prawdy“, gdy dyskurs historyczny ogranicza się, kontroluje, piętnuje za pośrednictwem narzędzi dyscyplinujących jako sprzeczny z interesem wspólnoty, a wymiarem sprawiedliwości kierują bieżące motywacje polityczne 39. Wydaje się, że w przypadku Polski mamy do czynienia z reakcją na „szok tożsamościowy„, jakim była rozpoczęta w tym stuleciu “dekonstrukcja społeczno-kulturowej legitymizacji antysemityzmu“. W konsekwencji, zauważa Elżbieta Janicka, “niemożliwe okazało się utrzymanie mitów założycielskich III RP“ 40. Zasadniczo te właśnie napięcia podtrzymują mit Prawa i Sprawiedliwości, partii kreującej obraz narodu bez zmazy. Albowiem tylko wówczas konflikt polityczny może być ujęty w formie utopijnego procesu konstytuowania się nieomylnego ‘My’ 41.

Artykuł Sprawiedliwość okaleczona pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Roberto Calasso, Nagroda Grand Continent 2021 https://legrandcontinent.eu/pl/2021/12/18/roberto-calasso-nagroda-grand-continent/ Sat, 18 Dec 2021 11:36:04 +0000 https://legrandcontinent.eu/pl/2021/12/18/roberto-calasso-nagroda-grand-continent/ Mity greckie zawierały w sobie wiele tego, co dla nas jest już utracone. Kiedy patrzymy na nocne niebo, pierwszym wrażeniem jest zdumienie takim nagromadzeniem możliwości rozproszonych na ciemnym tle. Jeszcze Platon rozpoznawał na niebie „obrazki wykonane w materiale widzialnym”. I utrzymywał, że te obrazki są w świecie widzialnym „bardzo piękne i bardzo wyraźne”. Ale nam jest już chyba niedostępne poczucie ładu, a tym bardziej ruchu w tym ładzie, gdy patrzymy na to białe postrzępione pasmo, Drogę Mlęczną, pas gigantki. Od razu myślimy o odległościach, o niepojętych latach świetlnych. Utraciliśmy zdolność, choćby optyczną, do umiejscawiania mitów na niebie. Mimo to mity […]

Artykuł Roberto Calasso, Nagroda Grand Continent 2021 pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Mity greckie zawierały w sobie wiele tego, co dla nas jest już utracone. Kiedy patrzymy na nocne niebo, pierwszym wrażeniem jest zdumienie takim nagromadzeniem możliwości rozproszonych na ciemnym tle. Jeszcze Platon rozpoznawał na niebie „obrazki wykonane w materiale widzialnym”. I utrzymywał, że te obrazki są w świecie widzialnym „bardzo piękne i bardzo wyraźne”. Ale nam jest już chyba niedostępne poczucie ładu, a tym bardziej ruchu w tym ładzie, gdy patrzymy na to białe postrzępione pasmo, Drogę Mlęczną, pas gigantki. Od razu myślimy o odległościach, o niepojętych latach świetlnych. Utraciliśmy zdolność, choćby optyczną, do umiejscawiania mitów na niebie. Mimo to mity greckie, sprowadzone wyłącznie do swojej kruchej powłoki samej opowieści, w dalszym ciągu wydają się nam spójne i powiązane ze sobą aż po najdrobniejsze warianty, tak jakbyśmy wiedzieli, dlaczego są ze sobą powiązane. A tego nie wiemy. Jakiś rys Hermesa lub Artemidy, lub Afrodyty, lub Ateny tworzy cząstkę ich postaci, tak jakby to samo płótno pojawiało się w postrzępionych resztkach, które przetrwały.

Nie musimy zbytnio się uskarżać, że utraciliśmy wiele tajemnic mitu, choć mimo to musimy się nauczyć odczuwać ten brak, tę próżnię nie do odszyfrowania. Gdybyśmy się uskarżali, znaczyłoby to, że pragniemy widzieć, gdy unosimy wzrok ku sklepieniu nieba, siedem syren, z których każda intonuje inną nutę przy każdym z niebios. A tymczasem nie tylko nie widzimy już syren, ale nawet nie odróżniamy tych niebios. A jednak. A jednak w tym postrzępionym płótnie, w tych niepełnych opowieściach o bogach możemy jeszcze znaleźć schronienie. I gdzieś w głębi świata, jak też w głębi naszego umysłu, to płótno w dalszym ciągu jest tkane.

Od wieków mówi się o mitach greckich, że są czymś do odnalezienia, do wyrwania ze snu. A w istocie to te opowieści wciąż mają nadzieję wyrwać ze snu nas, żebyśmy je mogli zobaczyć tak, jak widzimy przed sobą drzewo, kiedy otwieramy oczy.

Mity są zbudowane z działania, które mieści w sobie własne przeciwieństwo. Heros zabija potwora, ale wyczuwa się, że w tym czynie zawiera się także jego przeciwieństwo: że także potwór zabija herosa. Heros porywa księżniczkę, ale wyczuwa się, że w tym czynie zawiera się także jego przeciwieństwo: że heros księżniczkę porzuca. Skąd możemy być tego pewni? Mówią nam o tym warianty, które są dla mitu jak krążenie krwi. Załóżmy jednak, że z pewnego mitu znikną wszystkie jego warianty usunięte niewidzialną ręką. Czy wtedy mit będzie jeszcze taki sam? Pojawia się tu kwestia subtelnej różnicy między mitem a wszelkimi innymi rodzajami narracji. Nawet bez wariantów mit będzie mieścił w sobie swoje przeciwieństwo. Co tego dowodzi? Wiedza o powieści. Powieść, ta narracja pozbawiona wariantów, stara się je odzyskać, zwiększając rozmiary swego jednorodnego zapisu, na jakim musi się wspierać. Wskutek tego akcja powieściowa zmierza – jakby zmierzała do raju – do wchłonięcia w siebie swego przeciwieństwa, więc do tego, co mit posiada od swoich narodzin.

Mitograf żyje w nieustannym zamęcie chronologicznym i na pozór stara się ten chaos uporządkować. Ale jeśli na jednym stole zdoła wnieść jakiś ład do pokoleń i rodów, jak stary majordomus, który lepiej zna sprawy rodzinne od swego pana, to można mieć pewność, że wtedy na drugim stole nietknięta sterta jeszcze się powiększy i że nici w tym kłębie splączą się coraz bardziej. Żaden mitograf nie zdołał dotąd nadać swojej materii jakiejś spójnej kolejności, a mimo to  wszyscy oni zarzekają się, że narzucą jej jakiś porządek. I właśnie w tym są wierni mitowi.

Mityczny czyn jest jak fala, która zarysowuje się wyraźnie, gdy wzniósłszy się, zaczyna spadać, i jak kostki do gry, które rzucone tworzą jakąś liczbę. Ale spadając, powiększa tylko w kipieli zamęt nie do opanowania, tworząc ostatecznie przemieszanie, nieład, z którego rodzi się najistotniejszy czyn mityczny. Dlatego mit nie podporządkowuje się systemom. A system to zaledwie rąbek płaszcza boga, drobny spadek pozostawiony przez Apollona.

Mity greckie były opowieściami, które przekazywano razem z ich wariantami. Pisarz – czy był to Pindar, czy Owidiusz – komponował je na nowo, za każdym razem inaczej, coś w nich pomijając i coś do nich dodając. Jednak te nowe warianty miały być nieliczne i mało widoczne. W  ten sposób każdy z pisarzy powiększał i pomniejszał główny korpus opowieści. A mit mógł w ten sposób w literaturze głębiej oddychać.

Anonimowy wzniosły autor rozprawy O wyniosłości kazał literaturze dążyć do megalophyía, do „naturalnej wielkości”, gdyż ona potrafi czasami obudzić podobnie naturalną wielkość w umyśle czytelnika. Ale jak może natura, która „lubi się ukrywać”, przystać na taką niezręczną oczywistość machiny retorycznej? Jak miałaby się wymknąć ostentacji téchnè? Chassé-croisé między Naturą a Sztuką, które miało mnożyć przypisy przez dwadzieścia stuleci i które utrwalało się w szesnastowiecznych majuskułach, zostało już w tamtych czasach, w pełni dekadencji klasycznej, ujęte w zdanie: „Toteż sztuka jest w istocie doskonała, gdy wydaje się naturą, natura natomiast trafia celu, gdy kryje w sobie sztukę”.

Doskonałość, każdy rodzaj doskonałości, wymaga zawsze jakiegoś ukrycia. Bez czegoś, co się skrywa czy co pozostaje w ukryciu, doskonałość nie istnieje. Ale w jaki sposób pisarz może ukryć oczywistość słowa i swoich postaci? Dzięki światłu. Anonim pisze tak: „A jak postąpił retor, by ukryć figurę, którą się posłużył? To jasne, że ją ukrył w samym świetle”. Ukryć w świetle – oto odrębność grecka. Zeus wciąż ukrywał w świetle. I dlatego każde światło późniejsze niż greckie jest światłem innego rodzaju, jest znacznie mniej intensywne. Ponieważ chce wydobywać to, co ukryte. Gdy tymczasem światło greckie to, co ukryte, osłania. Pozwala mu jako rzeczy ukrytej ukazywać się nawet w pełni dnia. Nie dość na tym: potrafi skryć nawet oczywistość, uczynić ją ciemną dla światła. Podobnie nie można dostrzec figury retorycznej, gdy zalewa ją światło mocne jak blask pioruna, zatapiając w „wielkości, która się wydobywa zewsząd”. Anonim doszedł do tego dzięki analizie literackiej. Dlatego słusznie stwierdza, że „sąd o literaturze jest doskonałą zdobyczą zawdzięczaną wielkiemu doświadczeniu”.

Artykuł Roberto Calasso, Nagroda Grand Continent 2021 pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Zielony Ład nową umową społeczną https://legrandcontinent.eu/pl/2021/09/28/laurence-tubiana/ Tue, 28 Sep 2021 04:00:00 +0000 https://legrandcontinent.eu/pl/2021/09/28/laurence-tubiana/ Jesień 2021: dla aktywistów klimatycznych, w tym dla mnie, jest to rozpoczęcie roku pełne sprzecznych sygnałów, któremu towarzyszą rosnące obawy klimatyczne z jednej strony, paraliż geopolityczny z drugiej, a przeciwważy to niejednoznaczna – ani silna, ani słaba – europejska odpowiedź polityczna. Publikacja pierwszej części szóstego raportu IPCC w samym środku istnego Sezonu w piekle, by nawiązać do zbioru Arthura Rimbauda, rzuciła cień na możliwość opanowania katastrofy klimatycznej. Jest jak ostateczne wezwanie do działania sześć lat po COP21. Ten raport wstrząsnął nawet najbardziej wnikliwymi obserwatorami zmian klimatycznych: prawie niemożliwe jest zastosowanie zwykłych technik psychologicznych – bagatelizowania kryzysu – w celu odparcia […]

Artykuł Zielony Ład nową umową społeczną pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Jesień 2021: dla aktywistów klimatycznych, w tym dla mnie, jest to rozpoczęcie roku pełne sprzecznych sygnałów, któremu towarzyszą rosnące obawy klimatyczne z jednej strony, paraliż geopolityczny z drugiej, a przeciwważy to niejednoznaczna – ani silna, ani słaba – europejska odpowiedź polityczna.

Publikacja pierwszej części szóstego raportu IPCC w samym środku istnego Sezonu w piekle, by nawiązać do zbioru Arthura Rimbauda, rzuciła cień na możliwość opanowania katastrofy klimatycznej. Jest jak ostateczne wezwanie do działania sześć lat po COP21. Ten raport wstrząsnął nawet najbardziej wnikliwymi obserwatorami zmian klimatycznych: prawie niemożliwe jest zastosowanie zwykłych technik psychologicznych – bagatelizowania kryzysu – w celu odparcia głębokiego niepokoju, jaki wywołuje to zagrożenie. A przecież, nawet przed katastrofami ostatnich miesięcy, badania przeprowadzone wśród młodych ludzi w dziesięciu krajach opublikowane w Lancet Planetary Health pokazują, że 75% respondentów uważa przyszłość za „przerażającą”, a 56% uważa, że „ludzkość jest skazana na zagładę”.

Odzwierciedlając ten niepokój, przygotowania do konferencji w Glasgow, mającej zapoczątkować wdrażanie porozumienia paryskiego, są naznaczone wpływem dziwacznej zimnej wojny między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Obie strony roszczą sobie prawo do przywództwa zarówno w kwestii klimatu, jak i współpracy międzynarodowej. 

W ramach, w których wciąż doświadczamy skutków pandemii i wad, jakie ujawniła ona w systemie międzynarodowym i w naszych społeczeństwach, trzeci największy emitent na świecie, Unia Europejska, jest – przy wszystkich swoich słabościach – punktem referencyjnym. Zarówno pod względem strategii szczepień, jak i klimatu. 

Jesteśmy w połowie kadencji Komisji von der Leyen. Jest to okazja do podsumowania tego, jak daleko zaszliśmy w kwestii wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu, który był jej obietnicą wprowadzenia Europy na drogę neutralności węglowej. Zielony Ład jako zobowiązanie poczynione na początku kadencji jest w istocie odpowiedzią na potrzeby wyrażone przez społeczeństwa europejskie. Po Brexicie wyborcy, często zniechęceni do Unii, postanowili poprzez głosowanie dać Europie szansę. Ten zielony pakt jest zatem szansą na ożywienie europejskiego affectio societatis, przestrzeni politycznej umożliwiającej przyspieszenie transformacji społeczeństw. Zajmowałby jednocześnie centralne miejsce na scenie międzynarodowej. Niosąc nadzieję, ale i bardzo głębokie zmiany, będzie sprawdzianem znaczenia Europy. Będzie to rozwiązanie, które być może pozwoli stawić czoła doskwierającemu Unii deficytowi demokracji. 

Zielone pakty po obu stronach Atlantyku

Choć wezwania do zawarcia paktów ekologicznych lub podobnie ambitnych pakietów legislacyjnych istnieją od lat zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych, to funkcjonują one wciąż jedynie w ramach debat. Uderzająca jest obserwacja, że po obu stronach Atlantyku projekty te niemal jednocześnie doprowadziły do zlikwidowania barier i stworzenia politycznych sojuszy. Pojawiły się dwa nowe projekty społeczne podjęte w imię walki o klimat: jeden z inicjatywy obywateli, drugi – instytucji. Pojawienie się tego zjawiska zbiega się z fazą mobilizacji społecznej pod wpływem młodszych pokoleń na niespotykaną dotąd skalę.

Pamiętajmy, że to właśnie Marsz Kobiet zorganizowany dzień po wyborze Donalda Trumpa zapoczątkował prawdziwą mobilizację społeczeństwa, która wykraczała poza ramy dotychczasowych ruchów feministycznych i ucieleśniała się w wielu sprawach, w tym w kryzysie klimatycznym. Te oddolne organizacje zmobilizowały w 2017 roku od 1,8 do 2,8% amerykańskiej populacji 42. Aktywiści ruchu społecznego Sunrise, w oparciu o lokalne inicjatywy, stopniowo budowali projekt Zielonego Nowego Ładu 43. Ich uwaga skoncentrowana była zarówno na rozwiązaniu kryzysu klimatycznego, jak i na zmniejszeniu nierówności, co było głównym tematem amerykańskiej debaty w prawyborach demokratów w 2020 roku. Joe Biden był jednym z nielicznych kandydatów, którzy nie uczynili z tego swoich wyborczych haseł, choć starał się nigdy nie krytykować tych postulatów, aby stworzyć warunki do zjednoczenia obozu demokratów. Ostatecznie zachował wiele z tych założeń, niemniej jednak nie udało mu się zmobilizować funduszy na swoje ogromne plany inwestycyjne (na ratunek życia, na zachowanie miejsc pracy i dla wsparcia amerykańskich rodzin).

© Zhang Lianhua/Costfoto/Sipa USA

Po naszej stronie Atlantyku, po roku mobilizacji, szczególnie wśród młodych ludzi, analitycy polityczni i wybrani przedstawiciele lub kandydaci zrozumieli, że transformacja ekologiczna jest prawdziwym dążeniem obywateli niezależnie od ich wieku i warstw społecznych. Najwyższy czas. Pod koniec 2019 roku jedna osoba na dziesięć na świecie mieszkała na terytorium (w mieście, regionie, kraju…), które ogłosiło stan zagrożenia klimatycznego 44. Pewien wpływ miał również północnoamerykański konsensus polityczny: Zielony Nowy Ład mógł zostać zakotwiczony w realnym programie i przestał być wygodnym wytrychem w języku politycznym.

To powszechne zapotrzebowanie na działania na rzecz klimatu zostało potwierdzone przy urnach wyborczych nie tylko w krajach Grety, Luizy czy Adelajdy. We Francji Europe Écologie les Verts (EELV) – francuska partia zielonych – zajęła trzecie miejsce i stała się wiodącą siłą lewicy, co jest ewenementem! W Czechach prawie co trzeci głosujący opowiedział się za walką z kryzysem klimatycznym i ochroną środowiska 45. Co ciekawe, poza Europą, w Wielkiej Brytanii, Boris Johnson przyjął ideę zielonej rewolucji przemysłowej i neutralności węglowej, umieszczając je w centrum swojego programu politycznego. Nie był on jedynym przywódcą politycznym centroprawicy, który zrozumiał potrzebę przyjęcia tego programu. Na Łotwie rząd kierowany przez Krišjānisa Kariņša był jednym z pierwszych, który poparł cel ograniczenia emisji gazów cieplarnianych na szczeblu europejskim o co najmniej 55% do 2030 roku. 

Równocześnie z wyborami europejskimi szefowie państw i rządów europejskich wyraźnie zażądali, aby działania na rzecz klimatu stały się dla Unii priorytetem, z należytym uwzględnieniem ich skutków społecznych 46. Dlatego też przewodnicząca Von der Leyen zaproponowała Zielony Ład Parlamentowi Europejskiemu, na którego czele stoi Frans Timmermans. Była to konieczność polityczna. Europejski Zielony Ład jest w istocie syntezą propozycji partii politycznych i stanowisk państw członkowskich w odpowiedzi na presję społeczną. To właśnie dzięki tej udanej syntezie, prawdziwemu politycznemu posunięciu, obecna Komisja była w stanie zdobyć większość w Parlamencie Europejskim. Europa budowała w ten sposób nową obietnicę, nowy projekt, skoncentrowany na transformacji ekologicznej. Jednakże, w przeciwieństwie do ruchu amerykańskiego, europejski Zielony Ład jest projektem politycznym, który powstał wewnątrz instytucji w odpowiedzi na potrzeby obywateli, a nie projektem bezpośrednio przez nich zaproponowanym. Jest to atut, jeśli chodzi o jego instytucjonalizację, wada – jeśli chodzi o dynamikę.

Chociaż poprzednia Komisja zaproponowała, aby Unia Europejska osiągnęła neutralność pod względem emisji CO2 do 2050 roku, co jest celem zapisanym w porozumieniu paryskim, jego formalną ratyfikację umożliwiła obecna Komisja, tym samym oficjalnie umieszczając kwestię klimatu w europejskiej agendzie politycznej. Neutralność pod względem emisji CO2 pozostała jednak celem długoterminowym, wymagającym ukonkretnienia działań. Osiągnięto to dzięki skorygowaniu zobowiązań w zakresie ograniczania gazów cieplarnianych (NDC – Nationally Determined Contribution) oraz rozpoczęciu w grudniu 2020 roku działań mających na celu określenie pakietu legislacyjnego. Tak powstał szeroko obecnie dyskutowany pakiet legislacyjny Fit for 55

W ramach Europejskiego Zielonego Ładu i pod naciskiem Parlamentu i państw członkowskich Komisja postanowiła pójść dalej. Zielony Ład przewiduje, że „wszystkie działania i strategie UE powinny przyczyniać się do osiągnięcia celów Europejskiego Zielonego Ładu”. Oznacza to nie tylko rewizję polityki klimatycznej i energetycznej UE, lecz także wymóg uwzględnienia go we wszystkich działań UE.

Europejski Zielony Ład według Komisji Europejskiej : 

1. Zmiana podstaw gospodarki:

— W „tradycyjnym” filarze klimatyczno-energetycznym Zielony Ład oznacza: zwiększenie znaczenia klimatu, zmianę źródeł energii, stworzenie gospodarki obiegowej, budowę i renowację budynków, przyspieszenie przejścia na zrównoważoną mobilność, stworzenie nowego systemu żywnościowego, ochronę różnorodności biologicznej i usuwanie substancji toksycznych ze środowiska;

— Poza tymi tradycyjnymi strategiami działań na rzecz klimatu, Zielony Ład obiecuje również promowanie ekologicznego finansowania i inwestycji oraz zapewnienie sprawiedliwej transformacji, ekologizację budżetów krajowych i wysyłanie właściwych sygnałów cenowych, wsparcie badań i innowacji, aktywizację edukacji i szkoleń. Obiecuje również „nie szkodzić” poprzez unikanie strategii, które są sprzeczne z tymi celami.

2. Stworzenie dyplomacji Zielonego Ładu: UE chce promować porozumienie paryskie i multilateralizm, angażować wszystkich swoich partnerów w przyspieszenie działań na rzecz klimatu, wykorzystywać politykę handlową jako przestrzeń dialogu dotyczącego działań na rzecz klimatu oraz kontynuować swoje zaangażowanie w międzynarodowy system finansowy wspierający zrównoważony wzrost.

3. Zjednoczenie się wokół europejskiego paktu klimatycznego: Komisja promuje wymianę najlepszych praktyk między obywatelami i przedsiębiorstwami, tworząc przestrzeń do dzielenia się w celu współtworzenia rozwiązań w czasie kryzysu; będzie także wspierać szerszą edukację na temat klimatu i środowiska w szkołach. 

Konieczna jest terapia szokowa. Podczas gdy zaufanie do instytucji i polityki spada w całej Europie, to integracja europejska pozostaje niejednorodna 47. Europa gospodarcza jest silna dzięki jednolitemu rynkowi – wielkiej sile napędowej integracji – ale ta jednolitość prawie nie istnieje na płaszczyźnie społecznej, ponieważ ten aspekt pozostaje pod kontrolą państw członkowskich. Zielony Ład, ponieważ jest to projekt nie tylko gospodarczy i technologiczny, lecz także społeczny i międzynarodowy, ma inny wydźwięk. Jest to program wyznaczający jasny i konkretny kierunek dla Europy.

Wyznaczając sobie za cel spójność wszystkich realizowanych strategii, Europa przyjmuje podejście, które wykracza poza tradycyjne ramy polityki klimatycznej. Zielony Ład staje się w ten sposób standardem, który może służyć za punkt odniesienia. Jest to ewolucja polityczna, która ma miejsce również w Stanach Zjednoczonych, dzięki podejściu whole of government Joe Bidena. Stanowi to przemyślane posunięcie, zważywszy na skalę i zakres działań, jakie należy podjąć, ale również prawdziwą rewolucję w europejskim zarządzaniu. Aby koncepcja europejskiego paktu ekologicznego mogła funkcjonować, musi inspirować działania na szczeblu międzynarodowym, europejskim, krajowym, regionalnym i lokalnym. Jest to kwestia stworzenia nowych punktów odniesienia i umożliwienia każdemu szczeblowi podejmowanie decyzji i działań przyczyniających się do osiągnięcia wspólnego celu. Zielony Ład jest metamorfozą tożsamości europejskiej, jej nową definicją, która odzwierciedla aspiracje obywateli.

© Zhang Lianhua/Costfoto/Sipa USA

Minęły już ponad dwa lata, odkąd Europejczycy poszli do urn i dwa lata od złożenia obietnicy Zielonego Ładu. Została ona potwierdzona, co znamienne, w samym środku kryzysu COVID, kryzysu egzystencjalnego, zdrowotnego, gospodarczego i społecznego. Teraz nadszedł czas na jej realizację. Dwa miesiące po opublikowaniu pakietu legislacyjnego Fit for 55 należy przeanalizować, na czym polegają obietnice Europejskiego Zielonego Ładu i sporządzić listę projektów priorytetowych dla Europy w kontekście geopolitycznym, charakteryzującym się wzrostem populizmu i osłabieniem multilateralizmu. 

Nowa umowa społeczna

Pandemia wywołała wśród wielu obywateli Europy wątpliwości dotyczące obowiązującego modelu społecznego. Choć debata na temat „świata po” została szybko zamknięta, ustępując miejsca komunikatom dotyczącym powrotowi do normalności, pytania i obawy pozostały. Stopniowe wychodzenie z kryzysu zdrowotnego ujawnia rosnące nierówności w zakresie dostępu do zdrowia, bogactwa i zatrudnienia między krajami, również w naszych bogatych społeczeństwach. Jednocześnie wzrosła świadomość kryzysów ekologicznych. Powrót do „normalności” nie jest czymś, o czym można przestać myśleć. 

Także zniechęcenie, brak nadziei i energii politycznej dotykają nasze społeczeństwa. We Francji 62% obywateli uważa, że „powinniśmy wykorzystać okazję, jaką jest COVID-19, aby dokonać ważnych zmian w naszym kraju”. Natomiast 70% „wątpi, że po zakończeniu pandemii wiele się w naszym kraju zmieni” 48. Ci sami ludzie, którzy pragną głębokich zmian, nie wierzą, że są one możliwe. Ten sam brak nadziei znajduje odzwierciedlenie w badaniu More in Common przeprowadzonym w Wielkiej Brytanii. W całej UE około siedmiu na dziesięciu Europejczyków nie spodziewa się, że do 2023 roku gospodarka powróci do poziomu sprzed kryzysu 49

To pragnienie transformacji otwiera przestrzeń do odbudowy bardziej zrównoważonego i sprawiedliwego modelu społeczeństwa po pandemii COVID-19. Jest to projekt, który odbija się echem w społeczeństwie europejskim, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Ostatnie badanie wykazało, że ochrona klimatu i środowiska są priorytetowymi kwestiami dla ankietowanych osób w wieku 15-35 lat w 23 krajach europejskich. 77% ankietowanych przyznaje, że nasze nawyki konsumpcyjne nie są zrównoważone 50. To pokolenie jest pokoleniem nowych zobowiązań: poza tradycyjnym uczestnictwem w życiu politycznym, takim jak głosowanie lub aktywność na rzecz partii 51, wszędzie w Europie można dostrzec rozkwit życia stowarzyszeniowego i ruchów kontestacyjnych 52. Ci szczególnie dotknięci kryzysem młodzi ludzie szukają alternatyw i chcą zaangażować się w działania na rzecz zmian, co można zaobserwować w wielu inicjatywach. Transformacja ekologiczna jako nowy projekt społeczny i polityczny ma szansę łączyć ponad podziałami pokoleniowymi czy politycznymi. Nowością jest jednak to, że istotnym elementem tego projektu staje się żądanie sprawiedliwości społecznej. 

To żądanie jest zrozumiałe: w obliczu głębokich przemian, które zapowiadane są wraz z transformacją ekologiczną, powraca pytanie o umowę społeczną. Jak będą rozkładać się koszty i korzyści zmian, których zakres dopiero zaczyna być rozważany? Zaprzeczanie kryzysowi klimatycznemu przesłoniło zakres koniecznych działań: restrukturyzacji przemysłu, przekształcenia modeli produkcji rolnej i przebudowy obszarów miejskich. Jednocześnie podstawy poprzedniego kontraktu społecznego, opartego w dużej mierze na zwiększonej konsumpcji dóbr materialnych i dostępie do długoterminowych miejsc pracy, zostały w znacznym stopniu naruszone. Koszty środowiskowe wzrostu gospodarczego ponoszone przez najmniej uprzywilejowane i najbardziej zagrożone grupy społeczne w Europie stają się coraz bardziej realne. Grupy te są (i będą) najbardziej narażone na zanieczyszczenie i wpływ klimatu. Narażone są również te grupy, które otrzymują najmniejsze wsparcie ekonomiczne, aby sobie z tym poradzić 53. W zestawie narzędzi polityki publicznej dostępnym dla decydentów znajdują się strategie publiczne bardziej regresywne lub bardziej progresywne 54. Europejska polityka ochrony środowiska była do tej pory raczej regresywna.

W nadchodzącym etapie nie można i nie należy rozdzielać rozwiązywania kryzysu klimatycznego i zmniejszania nierówności. Ta integracja stopniowo narzuca się w debacie jako warunek powodzenia transformacji i Zielonego Ładu, warunek sine qua non. Ruch żółtych kamizelek we Francji, sprzeciwiając się zwiększeniu podatku węglowego od paliw samochodowych, gdy zwolnione z niego były paliwa lotnicze, wyraźnie podkreślił potrzebę sprawiedliwości i równości w podziale obciążeń wynikających z transformacji ekologicznej. 

Głównym wyzwaniem dla działań w dziedzinie klimatu jest przejście od marginalnej polityki do bardziej centralnej i strukturyzującej wszystkie decyzje zbiorowe. Wymaga to zmiany sposobu myślenia osób odpowiedzialnych za wyznaczanie kierunków polityki. Należy dokonać rewizji samej strategii i narzędzi działania. Skuteczność leży w przekrojowości i efektach dźwigni pomiędzy poszczególnymi sektorami. Zarządzanie tą złożonością, tą nową, bardziej strategiczną rolą instytucji publicznych, wymaga rozwagi, uczenia się i spójności w myśleniu długoterminowym.

Znajdujemy się bowiem w połowie drogi: stary świat stracił rację bytu, forma nowego jest rozmyta, debata na temat charakteru tej zmiany ledwie się rozpoczęła, a wizje przyszłości – wciąż w dużej mierze abstrakcyjne – są głównie technologiczne. Kto zatem może myśleć o zbiorowej zmianie w społeczeństwach, które uległy fragmentaryzacji w zakresie życiorysów, tożsamości, wyobrażeń i ideologicznych odniesień?

Trudno sobie wyobrazić, aby tradycyjne instytucje były w stanie same odpowiedzieć na to pytanie w czasach, gdy słowa, aby mogły być usłyszane, muszą pochodzić od „zwykłych bohaterów”, od obywateli, muszą być wyrażane w działaniu i odzwierciedlać różnorodność. Technokratyczne słowa i rządy ekspertów nie wystarczą, aby wygrać tę bitwę.

Negocjowalny pakt

Rozczarowanie polityką spotyka się z wieloma formami zbiorowego zaangażowania, głównie lokalnego i na bezpośrednim poziomie obywateli: pojawiły się nowe formy sojuszy, pakty, które określiły się jako pakty ekologiczne na rzecz działań klimatycznych. W opracowaniach think tanku Energy Cities można przeczytać o wielkiej różnorodności form i celów, które zawsze mają jednak wspólną podstawę 55. Parametry tego zielonego paktu zmieniają się w zależności od kontynentu, kraju, a nawet miasta, ale kilka parametrów pozostaje niezmiennych: rozproszone przywództwo pozwalające na lepszą partycypację obywateli, różnorodność zaangażowanych aktorów spoza sfery politycznej, złożony projekt, pragnienie włączenia coraz większej liczby obywateli.

Pakty te stanowią narzędzia polityczne, które mogą pomóc naszym społeczeństwom w osiągnięciu postępu nie tylko w kwestii klimatu, lecz także w kwestiach dyskryminacji, nierówności gospodarczych i konfliktów dotyczących tożsamości. Jest to kwestia zmiany obyczajów politycznych, postawienia w centrum publicznej debaty, refleksji nad zmianami paradygmatu ekonomicznego, reprezentacji dobra wspólnego i postępu oraz opracowania projektów społecznych, opartych na konkretnych problemach do rozwiązania, takich jak planowanie przestrzenne, energia, transport, żywność i solidarność…

Na szczeblu europejskim po uzyskaniu mandatu Komisja oparła się głównie na swojej kompetencji, prawodawstwie, aby stworzyć europejski Zielony Ład. To jest jego siła i jednocześnie wyjaśnia jego ograniczenia. Jego siła polega na tym, że Zielony Ład służy jako miernik w debacie, którą wywołuje z konieczności każdy akt prawny. Ograniczenia wynikają z trudności w uzyskaniu konsensusu państw członkowskich w odniesieniu do każdego z tych tekstów, co osłabia ogólną spójność.

Podobnie jak rolnictwo, handel międzynarodowy – mimo że jest obszarem sterowanym przez Komisję – nie jest jeszcze częścią logiki Europejskiego Zielonego Ładu. Problemem jest inercja, „zależność od ścieżki”, którą ciągle wykorzystywano do zawierania umów handlowych, podobnie jak brak jasnej i spójnej doktryny w przypadku Zielonego Ładu.

© Zhang Lianhua/Costfoto/Sipa USA

To prawda, że umowy o wolnym handlu, takie jak ta między Wielką Brytanią a Australią, które nie zawierają klauzul dotyczących ochrony klimatu, nie są już przedmiotem dyskusji w Europie. Zawarte umowy muszą być zgodne z realizacją porozumienia paryskiego. Jednakże tłumaczenie tych zasad jest nadal zbyt ogólne i ad hoc, a klauzule związane ze zrównoważonym rozwojem nie zawsze są wiążące, jak pokazuje umowa handlowa ze Wspólnym Rynkiem Południa, która stała się polityczną bolączką dla obecnej Komisji i prezydencji słoweńskiej. 

Z drugiej strony, te klauzule środowiskowe stanowią integralną część obecnie finalizowanej umowy handlowej z Nową Zelandią. Europa nie może zmieniać swojego oblicza w zależności od tego, z kim ma do czynienia, a klauzule środowiskowe nie mogą mieć zastosowania wyłącznie do naszych sojuszników klimatycznych. Zielony Ład musi stać się punktem odniesienia, który spowoduje unieważnienie każdego porozumienia nierespektującego porozumienia paryskiego. 

Aby Zielony Ład zdołał rozszerzyć swój wpływ na wszystkie polityki publiczne – a jest to ogromne przedsięwzięcie – należy pokonać trzy przeszkody: ciężar przeszłości, kompetencje Brukseli oraz dystans między instytucjami a społeczeństwami europejskimi.

Ciężar przeszłości: jeżeli nowe inicjatywy mają być dostosowane do celu, jakim jest neutralność pod względem emisji dwutlenku węgla, konieczny będzie przegląd prawodawstwa, takiego jak wspólna polityka rolna, co będzie zadaniem wymagającym dużego wysiłku.

Uprawnienia Komisji: ponieważ Komisja ma większą swobodę działania w dziedzinie polityki ochrony środowiska, ten element Zielonego Ładu jest najbardziej rozwinięty. Należy jednak uczynić więcej w dziedzinie fiskalnej i społecznej: państwa członkowskie będą musiały nadać im większe znaczenie.

Dystans: rozmówcami Komisji Europejskiej są rządy i wybrani parlamentarzyści, nigdy bezpośrednio obywatele. Jeżeli jednak Zielony Ład pozostanie projektem rządu ekspertów, to będzie skazany na porażkę. Również w tym przypadku gotowość rządów do współdziałania nie jest oczywista, o czym świadczy prawo kontroli i weta, którego domagają się państwa członkowskie w odniesieniu do propozycji wynikających z Konferencji w sprawie przyszłości Europy.

Tych trzech przeszkód nie da się szybko przezwyciężyć, istnieją jednak projekty, które należy podjąć w trybie pilnym i które stanowią część ustalonego porządku instytucjonalnego. Chciałabym zaproponować pięć działań, które należy rozpocząć w pierwszej kolejności. Skuteczne dostosowanie polityk do tych działań jest kluczem do skutecznego przeprowadzenia reform przez przewodniczącą Komisji, jej wiceprzewodniczącego, Fransa Timmermansa, oraz przez rządy i parlamenty krajowe.

Pierwsze zadanie: przekazanie Zielonego Ładu w ręce przedsiębiorstw

Zielony Ład wymyślony, kierowany i negocjowany w Brukseli z pewnością będzie miał ogromny wpływ polityczny i gospodarczy, ale jasne jest, że rząd ekspertów nie jest zbyt wiarygodny dla Europejczyków i nie będzie w stanie zagwarantować, że obywatele wezmą za niego odpowiedzialność.

Poza negocjacjami legislacyjnymi, wdrożenie Zielonego Ładu zależy w dużej mierze od rządów i instytucji krajowych, które mają dużą swobodę działania. Przykładowo, rządy będą wyłącznie odpowiedzialne za doprowadzenie do redukcji emisji gazów cieplarnianych w sektorach nieobjętych ceną emisji dwutlenku węgla. Nowe przepisy dotyczące wspólnej polityki rolnej (WPR) przekazują wiele zadań do wykonania rządom. Z badania wśród liderów opinii przeprowadzonego przez Instytut Europejskiej Polityki Ochrony Środowiska (Institute for European Environmental Policy) wynika, że trzy główne powody, które mogłyby utrudnić wdrożenie Europejskiego Zielonego Ładu, są bezpośrednio lub pośrednio związane z odpowiedzialnością państw członkowskich 56. Ich brak zaangażowania, brak odpowiednich mechanizmów zarządzania służących do pomiaru skuteczności działań, w połączeniu z brakiem jednolitego rozwoju we wszystkich krajach europejskich może zagrozić skuteczności Zielonego Ładu.

W nadchodzących miesiącach będziemy mogli dokładniej ocenić poparcie państw członkowskich dla Zielonego Ładu, a w szczególności gotowość do informowania o korzyściach płynących z tego paktu wśród społeczności krajów członkowskich.

Obecna sytuacja sprzyja obywatelskim działaniom. Ruchy w społeczeństwach europejskich wykazują nowe aspiracje w zakresie działań na rzecz klimatu. We Francji Obywatelska Konwencja Klimatyczna (Convention Citoyenne pour le Climat) pokazała, że w społeczeństwie istnieje potrzeba spójnego projektu reform. W Niemczech Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe na wniosek dziewięciu młodych obywateli potępił rząd za niewystarczające działania w stosunku do jego zobowiązań międzynarodowych. Decyzja ta wywołała błyskawiczne dostosowanie ze strony rządu, powtarzając to, co zaobserwowano w Holandii. W Polsce protesty społeczne przeciwko ograniczaniu praw kobiet i na rzecz działań na rzecz klimatu wywarły presję na rząd. Te mobilizacje energii obywatelskiej wykorzystują dokumenty europejskie i międzynarodowe, by uargumentować potrzebę pilnych działań na rzecz klimatu. Czasem też odwołują się do sądów. 

Chociaż mobilizacja obywateli na rzecz środowiska ma głównie charakter lokalny i koncentruje się na konkretnych projektach (projekty infrastruktury gazowej, autostrady, zanieczyszczenie powietrza lub wody itp.) oraz jest skierowana do decydentów politycznych na szczeblu lokalnym, odnosi się ona również do kwestii globalnych: od emisji gazów cieplarnianych po utratę różnorodności biologicznej. W ten sposób – w terenie i w oparciu o działania – przyczynia się do kształtowania narracji przyszłego społeczeństwa. To właśnie ten sojusz pomiędzy różnymi skalami podejmowania decyzji i działań zbiorowych może, moim zdaniem, stworzyć dynamikę zmiany, do której Zielony Ład idealnie pasuje.

W realizacji Zielonego Ładu należy zatem uwzględnić krajowe ekosystemy polityczne, a zielone porozumienia należy tworzyć w oparciu o włączanie obywateli w rozwiązywanie ich codziennych problemów, łącząc szczebel europejski, krajowy i lokalny. W walce z inercją i blokadami politycznymi rozwiązania mogłyby zaoferować obywatelom różne zielone porozumienia połączone w sieć. Europejski Zielony Ład wspierałby mające wspólną wizję, lokalne zmagania. 

Ten nowy układ działań zbiorowych mógłby, poprzez połączenie różnych skal zarządzania, przywrócić sprawczość, której dziś nam brakuje. Pozwoliłoby to zainteresowanym stronom dostrzec i zrozumieć swoje miejsce w tym złożonym ekosystemie. Zielony Ład, aby stać się prawomocnym projektem politycznym, potrzebuje żywej architektury, która przywróci obywatelom kontrolę nad ich życiem i możliwość wyobrażania sobie ich przyszłości. 

Musimy jak najszybciej zainicjować w państwach członkowskich powstanie projektów zielonych porozumień, które można byłoby dostosować do problemów krajowych, jednocześnie realizując cele klimatyczne Europy na rok 2030. W ten sposób działania europejskie będą mogły wzmocnić już istniejącą dynamikę krajową. 

Drugie zadanie: pogodzenie sprawiedliwości społecznej i klimatycznej 

Konsekwencje kryzysu COVID-19 nie są jeszcze w pełni widoczne. Jednak, jak już wiemy, istniejące wcześniej nierówności zostały wzmocnione przez kryzys, szczególnie w przypadku osób najbardziej narażonych 57

Europejskiego Zielonego Ładu nie można sprowadzić do wyliczenia ton węgla, których udało się uniknąć. Jako projekt dla społeczeństwa musi on przewidywać skutki i towarzyszyć szybkim zmianom we wszystkich sektorach. To jest największa trudność. Ogólnie rzecz biorąc, dekarbonizacja gospodarki europejskiej i redukcja emisji gazów cieplarnianych do zera przewidują scenariusze techniczne, które są w większości znane: produkcja energii o zerowej emisji dwutlenku węgla, elektryfikacja zużycia energii, zmiany w praktykach rolniczych i żywnościowych, recykling zasobów itp. Te scenariusze techniczne systematycznie prowadzą do wstrząsów gospodarczych i społecznych: restrukturyzacja przemysłu, potrzeba nowej infrastruktury, zmiany zawodowe, inny podział bogactwa w gospodarce…

© Zhang Lianhua/Costfoto/Sipa USA

Miarą sukcesu Zielonego Ładu będzie zdolność do przewidywania tych wstrząsów i sformułowania sprawiedliwszego paktu społecznego w kontekście, w którym wciąż wyraźne są nierówności społeczne. Bez paktu społecznego ruchy opozycyjne będą się mnożyć. Trzeba też przyznać, że rzeczywiste europejskie instrumenty umożliwiające podejmowanie działań są ograniczone i w dużej mierze leżą w gestii polityk krajowych.

Wdrożenie pakietu legislacyjnego Fit for 55, a w szczególności decyzji o nałożeniu ceny za emisję CO2 w sektorze budynków i transportu drogowego, uwidoczniło społeczne skutki tych rozwiązań oraz ich regresywny charakter. Państwa członkowskie i instytucje europejskie będą musiały zapewnić solidną odpowiedź społeczeństwu, które już teraz czuje się szczególnie zagrożone. Jednym z przewidywanych rozwiązań jest stworzenie „społecznego funduszu klimatycznego”. Nie będzie on wystarczający, tym bardziej, jeżeli dochody generowane przez różne mechanizmy związane z ceną emisji dwutlenku węgla będą wykorzystywane przede wszystkim do spłaty zadłużenia. Ponadto, działania mające na celu zrównoważenie wpływu polityki publicznej na dochody są trudne do zrozumienia i zaakceptowania przez obywateli. Zaufania do polityki często nie ma, co w przeszłości pokazały choćby francuskie doświadczenia.

To podejście do sprawiedliwości społecznej może zostać szybko unieważnione, ponieważ w każdej chwili wydarzenia gospodarcze mogą zostać wykorzystane do obciążania polityki klimatycznej. Tak właśnie dzieje się obecnie w przypadku wzrostu cen energii elektrycznej i gazu ziemnego 58 obserwowanego w kilku krajach europejskich. Ten wzrost podsyca argumenty przeciwników Zielonego Ładu oraz jest przedstawiany jako element polityki zubożania obywateli europejskich, poświęcania ich dobra na ołtarzu klimatu. 

Zielony Ład to nowa obietnica: przyjęcie społecznego podejścia do transformacji ekologicznej nie oznacza jedynie przewidywania negatywnych skutków polityk publicznych lub sprawdzania, czy działają one prawidłowo. Chodzi o przewidywanie problemów, które będą miały wpływ na obywateli w okresie transformacji, niezależnie od tego, czy są one związane z transformacją klimatyczną, czy nie. Chodzi o przedyskutowanie społecznych podstaw i warunków akceptacji tej przyszłości przez społeczeństwo w historycznym momencie reorientacji systemu gospodarczego i technologicznego. Ta debata jest jednocześnie europejska, krajowa i lokalna, i musi być prowadzona w różnych skalach, bez przeciwstawiania ich sobie. 

Zadanie trzecie: przezwyciężenie krótkoterminowości i walka ze zwolennikami status quo 

Sceptycy działań na rzecz klimatu zawsze będą mieli możliwość zrzucenia winy na Europę i jej Zielony Ład, aby pozbyć się wyrzutów sumienia. Polaryzacja debaty jako strategia polityczna grająca na strachu i poczuciu przynależności do tej, a nie innej grupy, jest raczej regułą niż wyjątkiem 59. Budowanie i wykorzystywanie pozornych debat, stale pojawiających się w wiadomościach politycznych i mających na celu podział społeczeństw, stanowi skuteczną strategię unikania rozmawiania o złożonych kwestiach. Mikstura jest dobrze znana: eurosceptycyzm, kwestionowanie nauki, przedstawianie nadchodzącej katastrofy gospodarczej. Są to tematy, które łatwo uruchomić w przestrzeni publicznej. Do tego można dodać przekonanie, że polityka klimatyczna jest wynikiem liberalnego i elitarnego spisku, który w sposób niesprawiedliwy i nieproporcjonalny dotknie zwykłych obywateli (Counterpoint, 2021). 

Ataki te są niebagatelne w demokracjach osłabionych przez pandemię, zwłaszcza że ich inicjatorzy mogą umiejętnie przykrywać je uzasadnionymi żądaniami społecznymi, zwłaszcza w odniesieniu do cen energii. Niedawna decyzja rządu brytyjskiego o zakazie ogrzewania gazowego doprowadziła do medialnego szału i kampanii samego obozu konserwatywnego przeciwko działaniom na rzecz klimatu, widzianym jako znak zubożenia społeczeństwa. Znajduje to również odzwierciedlenie w atakach na politykę klimatyczną rządu hiszpańskiego w obliczu rosnących cen energii elektrycznej. Ta kampania nie będzie ostatnią. Zaprzeczanie realności kryzysu klimatycznego jest wciąż wygodnym wyznacznikiem politycznego zróżnicowania, nawet jeśli nie odgrywa już tak tożsamościotwórczej roli, jaką obserwujemy w społeczeństwie amerykańskim. W obliczu imponujących ambicji – trzeba to powtórzyć – Zielonego Ładu, „koalicja ludzi złej woli”, jak powiedziałby Michael Mann, zwielokrotni swoje ataki i wykorzysta całą gamę taktyk lobbystycznych i komunikacyjnych.

Za potępieniem bezczynności w kwestii kryzysu klimatycznego nie powinno iść narzucanie rozwiązań bez konsultacji lub odmowa uwzględnienia podmiotów, których te rozwiązania dotyczą. Polityka mająca na celu złagodzenie kryzysu klimatycznego będzie z konieczności wiązała się z ograniczeniami, wyborami i rezygnacją z przywilejów. Mogą one być społecznie akceptowane tylko wtedy, gdy są dyskutowane i oceniane zgodnie z kryteriami sprawiedliwości, gdy pozostawiają miejsce na działanie obywateli, w przeciwnym razie pałeczkę przejmą populiści, obrońcy bezczynności i status quo

Czekanie, odkładanie na później, krytykowanie nieuzasadnionego pośpiechu, negocjowanie czasu – arsenał obrońców status quo jest dobrze znany. Ma on tę zaletę, że działania toczą się na bezpiecznym gruncie, w świecie znanym przywódcom politycznym, którzy są przyzwyczajeni do oceny ryzyka związanego ze zmianą status quo i są wyszkoleni w negocjowaniu wyjątków lub opóźnień. Prognoza na przyszłość związana z Zielonym Ładem jest pełna niepewności, podczas gdy dobrze znana perspektywa krótkoterminowa uspokaja.

Dlatego właśnie nie można pozostawić polityków samych sobie w poszukiwaniu kompromisów. Mobilizacja siły działania społeczeństw jest najpewniejszym sposobem na wygenerowanie poszerzonej przestrzeni politycznej, w której znajdzie się miejsce na włączenie do dzisiejszego życia celów długofalowych. Aby odnieść sukces, Zielony Ład musi móc liczyć na przywództwo polityczne państw członkowskich, które powinny zaprzestać obwiniania Brukseli. Musi również móc liczyć na podmioty gospodarcze, które wybrały ten horyzont czasowy i które uczciwie podejmą się transformacji. Wreszcie, musi on móc liczyć na zaangażowanie przedsiębiorstw, które go przyjmą, wdrożą i będą strzec podjętych przez siebie zobowiązań.

Zadanie czwarte: uwzględnianie działań na rzecz klimatu w makroekonomii

Kwestia zarządzania budżetem europejskim ma ogromne znaczenie i może mieć długofalowy wpływ na działania na rzecz klimatu. Zielony Ład i sposoby jego wdrażania mają konsekwencje makroekonomiczne i zależą od decyzji i zasad nieleżących w zakresie polityki klimatycznej i energetycznej. 

Odpowiedzią był Fundusz Odbudowy, podobnie jak utworzenie – wciąż zbyt skromnego – Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji. Dziś pojawia się pytanie o jego spłatę, a bardziej ogólnie o status zadłużenia krajów europejskich należących do strefy euro. Jest to kluczowa kwestia. Przejście do neutralności klimatycznej wymaga inwestycji w infrastrukturę, która obciąży budżety publiczne oraz podatników. 

Niepodejmowanie działań w sprawie zmian klimatu jest niebezpieczne, jak twierdzi Christine Lagarde, była dyrektor zarządzająca Międzynarodowym Funduszem Walutowym, a obecnie prezes Europejskiego Banku Centralnego. Przekonanie to jest obecnie podzielane przez akademickich makroekonomistów i banki centralne. Problemy nie są już tylko sektorowe. Aby je rozwiązać, transformacja ekologiczna mobilizuje zasoby na wielką skalę i dokonuje poważnych przesunięć, zwłaszcza w zakresie inwestycji, które przekształcą gospodarkę europejską.

Zielony Ład nie może być zatem odizolowany od debaty dotyczącej zarządzania finansami publicznymi. Pytanie o to, jak zarządzać potencjalnym wspólnym długiem i długami indywidualnymi w strefie euro, jest jedną z najtrudniejszych i kluczowych kwestii w europejskiej agendzie politycznej.

W następstwie wsparcia gospodarczego wprowadzonego przez kraje europejskie podczas pandemii COVID-19 debata ta nabiera nowego wymiaru. Francusko-niemiecka inicjatywa na rzecz wspólnego planu naprawczego doprowadziła do utworzenia funduszu naprawczego w wysokości ponad 800 mld euro dostępnego dla państw członkowskich. Możliwość zaciągania przez Komisję, w imieniu Unii, pożyczek na rynkach w celu sfinansowania planu naprawy przełamała tabu i pokazała prawdziwą solidarność między krajami europejskimi. Jest to największy krok naprzód w budowaniu politycznej Europy w ostatnich latach.

Wyjątkowe okoliczności poprzednich miesięcy doprowadziły w rzeczywistości do zawieszenia niektórych przepisów dotyczących długów publicznych, gdzie kwestia solidarności została przedstawiona w kontekście ograniczenia ryzyka. Celem było zapobieżenie negatywnemu wpływowi długu państwowego, wymykającego się spod kontroli danego państwa, na rynki oraz na zdolność innych państw członkowskich, w szczególności tych należących do strefy euro, do samodzielnego finansowania się. Z rozważań tych zrezygnowano, gdy trzeba było podjąć nadzwyczajne działania w celu wsparcia gospodarki. To rozluźnienie ograniczeń doprowadziło do wzrostu relacji długu do PKB z 83,9% do 98% dla krajów strefy euro oraz z 77,5% do 90,7% dla wszystkich krajów UE 60.

Ponieważ rządowe środki wsparcia dla gospodarki zostaną wkrótce ograniczone, jeśli nie wstrzymane, pojawia się pytanie o powrót do poprzednich zasad, zwłaszcza w zakresie dyscypliny budżetowej. Scena polityczna jest podzielona. Podczas gdy kraje takie jak Francja, Włochy i Hiszpania opowiadają się za zmianą zasad, tak zwane kraje oszczędne, na czele z Austrią i wspierane w szczególności przez Holandię, Republikę Czeską i Szwecję, są zdecydowanie przeciwne 61. Debata jest otwarta, choć nie należy się spodziewać żadnego ruchu na dużą skalę przed wyborami i utworzeniem nowego rządu w Niemczech.

Niemniej jednak debata powinna zostać tak przeformułowana, aby usunąć opozycję między krajami „wydającymi” i „oszczędnymi”. Jak pokazuje Jean Pisani-Ferry, makroekonomiczne implikacje przejścia na gospodarkę neutralną klimatycznie nie zostały uwzględnione w wystarczającym stopniu. Jeśli w Europie utrzyma się wzrost gospodarczy, nie ma wątpliwości, że jej skład ulegnie zmianie. Czy nastąpi ograniczenie konsumpcji prywatnej i wzrost inwestycji, zwłaszcza publicznych? Skąd będą pochodzić środki na sfinansowanie tych inwestycji? Z coraz częstszego stosowania mechanizmów podatku węglowego? 

© Zhang Lianhua/Costfoto/Sipa USA

W swojej wrześniowej publikacji Zsolt Darvas i Guntram Wolff wykazali, że rządy europejskie nie są jeszcze w stanie pogodzić programu inwestycyjnego zdolnego do wdrożenia Zielonego Ładu z konsolidacją deficytu 62. Aby przezwyciężyć ten dylemat, analizują trzy rozwiązania: 1. Ogólne złagodzenie zasad, 2. Stworzenie scentralizowanej europejskiej zdolności inwestycyjnej w celu finansowania transformacji poprzez rynki oraz 3. Usunięcie ekologicznych inwestycji z rachunkowości długu państwowego, co pozwoliłoby na zabezpieczenie tych niezbędnych wydatków. Jest to filozofia zadłużenia, którą należy przemyśleć na nowo w czasach, gdy młodsze pokolenia, by zabezpieczyć swoją przyszłość, domagają się polityki klimatycznej.

Debata, jaką proponują Darvas i Wolff, musi obejmować również wymiar polityczny. Obywatele mają niewielkie zaufanie do przyszłości i do swoich rządów. A przecież to zaufanie jest podstawą zgody na wprowadzenie podatków. Konsolidacja budżetowa zostanie w większości przypadków osiągnięta poprzez podniesienie podatków. Jednocześnie objęcie cenami emisji dwutlenku węgla sektorów, które mają wpływ na obywateli, takich jak transport i ciepłownictwo, stwarza ryzyko powstania wrażenia, że jest to polityka jednokierunkowa i że obywatele muszą tylko płacić. 

Konieczne jest zatem stworzenie porozumienia z obywatelami, debata na temat sprawiedliwości i słuszności wkładów, podzielanych priorytetów dotyczących zapewniania wspólnych dóbr. Kompromisem dotyczącym przyszłości należy zarządzać w ramach debaty publicznej. Istnieje ryzyko, że rosnące ceny energii i podatki, w połączeniu z brakiem możliwości zatrudnienia na rynku pracy, przyczynią się do realizacji polityki klimatycznej. Jednak to brak inwestycji, planowania i brak kwestionowania zysków będzie naprawdę za to odpowiedzialny.

Zadanie piąte: w kierunku dyplomacji dostosowanej do Europejskiego Zielonego Ładu

Europejski Zielony Ład wdrożony w państwach członkowskich będzie miał rzeczywiste reperkusje gospodarcze zarówno na poziomie jednostkowym obywateli, jak i na poziomie międzynarodowym. Daje to Europie wspaniałą okazję do wykazania się przywództwem w dziedzinie klimatu na arenie międzynarodowej. 

Od czasu COP21 neutralność węglowa stała się punktem odniesienia, który wykorzystywały rządy, władze lokalne i przedsiębiorstwa, choć czasem nieudolnie lub nieuczciwie. W 2019 roku, przyjmując swój cel neutralności węglowej na rok 2050, Europa wyprzedziła innych największych emitentów. We wrześniu 2020 roku prezydent Chin Xi Jinping poszedł w jej ślady, ogłaszając, że celem Chin jest osiągnięcie neutralności węglowej do 2060 roku, a szczytu emisji przed 2030. Oświadczenie Chin jest zgodne z ich własnymi zobowiązaniami do działań na rzecz klimatu, ale równocześnie stanowi echo wcześniejszych oświadczeń Unii Europejskiej, która pozostaje kluczowym rozmówcą chińskiego rządu w tej kwestii. 

Chociaż odniesienia do neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla do połowy stulecia stają się coraz bardziej powszechne, większości z nich brak precyzji dotyczącej trajektorii osiągnięcia tego celu, stanowiącego sedno porozumienia paryskiego. Do tej pory ponad 100 krajów zobowiązało się do osiągnięcia neutralności węglowej do 2050 roku, zgodnie z porozumieniem paryskim z 2015. Jednak nowe cele (NDC) na rok 2030 doprowadziłyby do wzrostu globalnych emisji o 16% w porównaniu z rokiem 2010. Dla porównania, aby mieć szansę na utrzymanie wzrostu temperatury na świecie poniżej 2°C, konieczne jest zmniejszenie emisji o 45% 63.

Już teraz napływają uzasadnione słowa krytyki, potępiające puste, długoterminowe zobowiązania. Odległy horyzont pozwala zwolennikom status quo promować nieszczere i niedające się konkretnie zdefiniować zobowiązania. Co gorsza, walka ze zmianami klimatycznymi jest odczytywana przez Stany Zjednoczone i Chiny jako element globalnej rywalizacji militarnej, technologicznej i handlowej. Dwaj najwięksi emitenci na świecie w rzeczywistości zagrażają swojej suwerenności – swojej kontroli nad terytorium kraju – którą, jak twierdzą, chcą chronić za wszelką cenę.

Zielony Ład jest obecnie najbardziej precyzyjnym projektem dekarbonizacji spośród propozycji trzech największych światowych emitentów. Daje on Unii Europejskiej możliwość wykazania się przywództwem w dyplomacji klimatycznej. Aktualnie przywództwo to zależy bardziej od rzeczywistego wdrożenia rozwiązań niż od międzynarodowych zdolności negocjacyjnych.

Należy przyznać, że wpływ UE na arenie międzynarodowej jest większy, gdy wewnętrzne kompromisy są ustalone, a sposób działania wyraźnie nakreślony. Dostępne zasoby polityczne są obecnie wykorzystywane do wewnętrznych negocjacji dotyczących Zielonego Ładu. Wiąże się to z ryzykiem na wyjątkowo awanturniczej scenie geopolitycznej. Dyplomacja na rzecz Zielonego Ładu jest niezbędna, aby umożliwić jego wdrożenie. Zielony Ład oznacza bowiem reorganizację wielu relacji finansowych i handlowych. 

Aby uzmysłowić sobie skalę dokonującej się transformacji, należy przypomnieć, że prawie trzy czwarte (72,2%) całkowitego zapotrzebowania na energię w UE zaspokajane jest obecnie z paliw kopalnych, a trzy piąte (61%) energii w UE pochodzi z importu. Aby osiągnąć 55% redukcji emisji do 2030 roku – nie mówiąc już o zerowej emisji netto do 2050 roku – UE będzie musiała rozpocząć radykalną reorganizację swojej zależności energetycznej, co będzie miało poważne konsekwencje dla jej partnerów dyplomatycznych. Dotyczy to krajów położonych wokół Morza Śródziemnego, na Bałkanach i w Azji Środkowej, ale także bardziej oddalonych eksporterów 64.

Ponieważ import ropy naftowej do UE stanowi 20% udziału w rynku światowym, spadek tego importu oznacza również zasadniczą zmianę w ekonomice ropy naftowej, niezależnie od konkretnych stosunków handlowych z Europą. Dla głównych eksporterów, tak różnych jak Norwegia, Arabia Saudyjska czy Wenezuela, cena baryłki ropy od dziesięcioleci stanowi najważniejszą zmienną ich geopolitycznego wpływu.

Zielony Ład wyznacza cel w postaci 40% energii odnawialnej do 2030 roku, w porównaniu z dzisiejszymi 20%. Znaczna część energii w Europie będzie prawdopodobnie pochodzić z importu, a zatem będzie wymagać nowych partnerstw przede wszystkim z krajami sąsiadującymi. W połączeniu z przewidywanym zastosowaniem mechanizmu dostosowania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2 (Carbon Border Adjustment Mechanism – CBAM) w odniesieniu do importu energii, dynamika ta z pewnością wywoła regionalny i globalny efekt domina.

Chodzi również o to, aby wykorzystać postępy Europy w zakresie ambicji klimatycznych i przekształcić je w ambicje dyplomatyczne: ani chińska inicjatywa Nowego Jedwabnego Szlaku (Belt & Road Initiative), ani partnerstwo Blue Dot Network pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych nie stanowią obecnie punktu odniesienia na arenie międzynarodowej, jeśli chodzi o współpracę zgodną z celami porozumienia paryskiego. Takie jest przesłanie przewodniczącej Komisji podczas jej orędzia o stanie Unii, w którym przedstawiła projekt Global Gateway. Pozostaje teraz określić jego treść.

Powrót Stanów Zjednoczonych na pierwszy plan sceny dyplomatycznej umożliwił Unii Europejskiej znalezienie silnego partnera do wspólnego działania w najbardziej istotnych sprawach. Największą przeszkodą realizacji ambitnej polityki klimatycznej pozostają jednak napięcia między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Ta niebezpieczna gra prowadzi do inercji w ramach G20, która jest drugą krytyczną przeszkodą na drodze wdrażania działań na rzecz klimatu. 

Europa musi zrobić wszystko, co możliwe, aby wdrożyć nową dynamikę wywołaną przez Zielony Ład. Oznacza to zrozumienie i uwzględnienie faktu, że decyzje wewnątrzeuropejskie mają poważne reperkusje dla jej partnerów. Jako „życzliwy” aktor w systemie międzynarodowym musi angażować się w dyskusje na temat konsekwencji swojej polityki. W tym kontekście można również zrozumieć reakcję Indonezji na zablokowanie importu oleju palmowego 65.

© Zhang Lianhua/Costfoto/Sipa USA

Uruchomienie mechanizmu korekty emisji dwutlenku węgla na granicach będzie miało potencjalnie podobne konsekwencje. Jego polityczna widoczność sprawia, że jest on głównym obiektem kontrowersji. Ważne jest, aby handel międzynarodowy nie odwracał uwagi od europejskich wysiłków na rzecz dekarbonizacji, zwłaszcza w przemyśle ciężkim. Wdrożenie CBAM idzie jednak w parze z koniecznym wzrostem krajowych cen węgla. W rzeczywistości spotyka się on z silnym sprzeciwem ze strony naszych partnerów handlowych, postrzegających CBAM jako formę protekcjonizmu klimatycznego.

Ze względu na zasady Światowej Organizacji Handlu, CBAM będzie prawdopodobnie miał zastosowanie jedynie do podstawowych produktów przemysłowych (stal, cement, nawozy czy aluminium), w przypadku których „ucieczka emisji” stanowi rzeczywiste ryzyko. Według wniosku Komisji mechanizm ten dotyczyłby przede wszystkim Rosji, Turcji, Korei, Indii i Chin, wzbudził także obawy – i zainteresowanie – Stanów Zjednoczonych. 

Zaletą CBAM i rozszerzenia rynku emisji dwutlenku węgla na transport lotniczy i morski jest to, że włożą one kij w mrowisko i wymuszą reakcję klimatycznych pasażerów na gapę. Wysyłają one sygnał ostrzegawczy, potencjalnie odstraszający, który wywoła reakcję łańcuchową. Choć prawdą jest, że sam rynek wewnętrzny nie poradzi sobie ze zmianą reszty świata, to dzięki swojej otwartości UE jest największym rynkiem na świecie. 

Problemem wymagającym obecnie rozwiązania jest napięcie między celami europejskimi a konsekwencjami dyplomatycznymi. UE musi zbadać możliwości pozytywnej współpracy międzynarodowej, takie jak wsparcie na rzecz transformacji, normy pomiaru zawartości węgla, rynki produktów o zerowej emisji dwutlenku węgla, czy specjalne przepisy dla krajów najsłabiej rozwiniętych. Zielony Ład może stać się potężnym narzędziem dyplomatycznym na usługach europejskiego przywództwa. 

Polityka europejska funkcjonuje w cyklach pięcioletnich, zbiegających się w czasie z wyborami do Parlamentu Europejskiego. Podczas kolejnych wyborów w 2024 roku projekt Zielonego Ładu będzie nadal aktualny. Będzie on musiał zostać pogłębiony i zaktualizowany. Do tego czasu pojawi się pytanie, czy ten ogromny projekt osiągnął swój cel: zmianę europejskiego paradygmatu politycznego. Odpowiedzialność jest i będzie podzielona: przewodnicząca – konserwatystka – uczyniła z niego swój sztandarowy projekt, komisarz – socjalista – jest zagorzałym obrońcą projektu, a przewodniczący Komisji Ochrony Środowiska Parlamentu Europejskiego – liberał – zbudował narrację wokół Zielonego Ładu. Ale poza odpowiedzialnością Brukseli, należy uwzględnić także odpowiedzialność państw członkowskich. Wybory w Niemczech, Republice Czeskiej, Bułgarii i Francji są okazją do debaty i stworzenia podstaw dla krajowych porozumień ekologicznych. Parlamentarzyści, wybrani przedstawiciele lokalni, wszystkie zainteresowane strony w państwach członkowskich mają do odegrania dużą rolę w inicjowaniu krajowych paktów ekologicznych w porozumieniu ze swoimi obywatelami. 

Zielony Ład ma potencjał, by stać się polityczną rewolucją. Jego narracja może zmienić tożsamość Europy. Europejskie, krajowe i lokalne zielone łady mogłyby stanowić jej podstawowe zasady: sprawiedliwa transformacja ekologiczna, którą należy budować wspólnie.

Artykuł Zielony Ład nową umową społeczną pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Budowanie gospodarki jutra  https://legrandcontinent.eu/pl/2021/09/13/budowanie-gospodarki-jutra/ Mon, 13 Sep 2021 04:00:00 +0000 https://legrandcontinent.eu/pl/2021/09/13/budowanie-gospodarki-jutra/ Tekst ten jest również dostępny w języku angielskim na stronie Groupe d’études géopolitiques. Gospodarka światowa stoi w obliczu wielu wyzwań związanych zarówno z szokiem wywołanym pandemią, jak i z dłuższymi oraz głębszymi zmianami, które – niezależnie od pandemii – mają i będą miały trwałe skutki. Bardziej niż kiedykolwiek widzimy palącą potrzebę przeprowadzenia wielu reform we Francji i w Europie, reform, które mogą przyczynić się do zbudowania gospodarki jutra.  W ramach międzynarodowej komisji, której przewodniczyliśmy i która zakończyła się publikacją raportu w czerwcu tego roku, wyłonił się konsensus dotyczący trzech kluczowych tematów. Jest to fakt zasługujący na podkreślenie, ponieważ komisja zgromadziła […]

Artykuł Budowanie gospodarki jutra  pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Tekst ten jest również dostępny w języku angielskim na stronie Groupe d’études géopolitiques.

Gospodarka światowa stoi w obliczu wielu wyzwań związanych zarówno z szokiem wywołanym pandemią 66, jak i z dłuższymi oraz głębszymi zmianami, które – niezależnie od pandemii – mają i będą miały trwałe skutki. Bardziej niż kiedykolwiek widzimy palącą potrzebę przeprowadzenia wielu reform we Francji i w Europie, reform, które mogą przyczynić się do zbudowania gospodarki jutra. 

W ramach międzynarodowej komisji, której przewodniczyliśmy i która zakończyła się publikacją raportu w czerwcu tego roku, wyłonił się konsensus dotyczący trzech kluczowych tematów 67. Jest to fakt zasługujący na podkreślenie, ponieważ komisja zgromadziła ekonomistów z różnych środowisk: francuskich, europejskich i amerykańskich. Pierwszy temat dotyczy egzystencjalnego zagrożenia wynikającego ze zmian klimatycznych oraz naszych odpowiedzi na to zagrożenie. Drugi dotyczy nierówności i braku bezpieczeństwa ekonomicznego, a jego celem jest budowa gospodarki sprzyjającej włączeniu społecznemu. Trzeci temat odnosi się do zmian demograficznych, a w szczególności do starzenia się społeczeństwa, które wymaga szeregu dostosowań.  

W odniesieniu do wszystkich tych tematów podsumowaliśmy to, co jest już dla nas wiadome oraz to, czego jeszcze nie wiemy. Następnie wyciągnęliśmy wnioski dla odpowiedniej polityki gospodarczej. Omawiając reformy, zwracaliśmy szczególną uwagę na odbiór i potencjalny sprzeciw społeczny oraz na to, jak mu zaradzić. Myślenie o tym jest niezbędne, by konieczne reformy zostały zaakceptowane i zakończyły się sukcesem.    

Klimat i środowisko

Faktem jest, że kwestie związane ze zmianami klimatycznymi są pilne. Potwierdza to najnowszy raport IPCC opublikowany 9 sierpnia tego roku: emisje CO2 i innych gazów cieplarnianych mają negatywny wpływ na klimat, a w porównaniu z poziomem sprzed epoki przemysłowej globalne ocieplenie może osiągnąć 1,5°C w ciągu 20 lat. Wzrost temperatury o takiej skali spowodowałby „bezprecedensowe” i ekstremalne zjawiska pogodowe. Pozostało niewiele czasu na działanie, a im dłużej będziemy zwlekać, tym bardziej kosztowne będą niezbędne środki łagodzące i dostosowawcze. Ta kwestia jest powszechnie postrzegana jako pilna przez większość Francuzów i Europejczyków: ponad 90% Francuzów uważa, że globalne ocieplenie jest spowodowane działalnością człowieka, a zatem można je kontrolować. W Unii Europejskiej 93% obywateli uważa zmiany klimatyczne za poważny problem 68

Jednak jeśli chodzi o politykę ochrony środowiska i środki wprowadzane w celu przeciwdziałania skutkom globalnego ocieplenia, odbiór ich jest różny i mniej lub bardziej zgodny z rzeczywistością. Rozwiązania oceniane są w niewłaściwy sposób, co powoduje, że niektóre z nich wprowadza się łatwiej, a inne trudniej : środki o „widocznym” wpływie – takie jak podatki od emisji dwutlenku węgla – są znacznie mniej akceptowane niż środki o wpływie „niewidocznym” – takie jak zakazy, dotacje na energię odnawialną lub wprowadzenie nowych norm – które są potencjalnie znacznie bardziej kosztowne. 

Biorąc pod uwagę cele wyznaczone na szczeblu europejskim, czyli ograniczenie emisji o 55% do 2030 roku w porównaniu z poziomem z 1990 roku i osiągnięcie neutralności węglowej do 2050 roku, oraz przyjmując za pewnik cel +2°C, nasza komisja stanęła przed dwojakim wyzwaniem: musieliśmy zaproponować rozwiązania mające na celu zmniejszenie rozdźwięku między słowami a czynami oraz zapewnić polityczną akceptację kosztownych rozwiązań przy jednoczesnym utrzymaniu ich kosztu na możliwie najniższym poziomie. Po pierwsze, proponujemy powszechną opłatę za emisję dwutlenku węgla, która obejmowałaby sektory korzystające obecnie ze zwolnień. Towarzyszyłoby temu dostosowanie cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2 w celu uniknięcia dumpingu ekologicznego. Po drugie, uważamy, że konieczne jest zwiększenie inwestycji w badania i rozwój oraz stworzenie dwóch instytucji na szczeblu europejskim, które zapewniłyby dobre zarządzanie. Po trzecie, do rozwiązań tych mogłoby dołączyć wprowadzenie szeregu norm i zakazów, które należałoby ocenić na podstawie ukrytego kosztu w postaci unikniętych emisji CO2. Wpływ Francji w obszarze działań na rzecz klimatu może być znaczący jedynie na szczeblu europejskim, który jest jedynym właściwym szczeblem dla opracowania skutecznej polityki klimatycznej zdolnej do utorowania drogi do zmian na szczeblu międzynarodowym.

Opłata za emisję dwutlenku węgla w służbie sprawiedliwej i skutecznej transformacji

Pomimo swojej niepopularności, niezbędna jest wysoka, powszechna i redystrybucyjna opłata za emisję dwutlenku węgla, która odzwierciedlałaby wagę i skalę wyzwania klimatycznego. Ma ona co najmniej cztery zalety: skłania do działania tych, którzy mogą wyeliminować swoje zanieczyszczenia stosunkowo niskim kosztem, stymuluje ekologiczne innowacje oraz upraszcza podejmowanie decyzji przez państwo i podmioty gospodarcze poprzez zapewnienie pomiaru emisji. Ponadto nie wiąże się to z dużymi wydatkami publicznymi, lecz zwiększa dochody, które mogą być redystrybuowane do najbardziej potrzebujących wsparcia gospodarstw domowych. Zarówno w Anglii, jak i w Szwecji opłata ta udowodniła swoją skuteczność. 

Prześledźmy pokrótce, jak to działa: rządy ustalają „budżet węglowy”, który odpowiada wielkości emisji, jaką można jeszcze wygenerować, nie przekraczając limitów określonych w porozumieniu paryskim. Cena węgla jest następnie ustalana przez rynek. Jednakże, aby uwzględnić zmienne, takie jak pojawienie się i koszt technologii ekologicznych lub przeszkody polityczne i geopolityczne, budżet emisji dwutlenku węgla musi być zmieniany w czasie; może to oznaczać wysoki stopień niepewności cenowej dla podmiotów gospodarczych, które muszą dziś podejmować długoterminowe decyzje. Aby zmniejszyć to ryzyko, proponujemy zapewnienie stabilności cen emisji dwutlenku węgla poprzez ustalenie dolnego i górnego pułapu. Aby uniknąć skutków lobbingu, proponujemy również utworzenie Centralnego Banku Węglowego z niezależnym zarządem, który decydowałby o zmianach wielkości emisji w trakcie trwania swojej kadencji.  

Pakiet reform Fit for 55 przedstawiony przez Komisję Europejską w lipcu jest ambitny: zakłada redukcję emisji o 55% w porównaniu z 1990 r. do 2030 r. i odnosi się do wielu kwestii zawartych w naszym raporcie, w szczególności do kwestii dostosowania cen na granicach z uwzględnieniem emisji dwutlenku węgla, rewizji systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) oraz Społecznego Funduszu Klimatycznego. Oto kilka uwag na ten temat. 

Po pierwsze, uwzględnienie w nim sektorów budynków i transportu (odpowiedzialnych łącznie za 57 % emisji w UE) jest samo w sobie dobrą wiadomością. Nie zadowala to wprawdzie purystów (nie ma ekonomicznego uzasadnienia dla tworzenia równoległego systemu handlu emisjami w celu stworzenia niższych opłat dla tych dwóch sektorów), a dodatkowo wywołało to liczne głosy sprzeciwu wobec włączenia tych sektorów do systemu opłat za emisję dwutlenku węgla. Uważamy, że jest to niewłaściwe podejście. Chociaż podzielamy obawy dotyczące społecznego wpływu tego włączenia, musimy rozdzielić dwa aspekty: pierwszy to wyrażanie poparcia dla wprowadzenia opłat za emisję dwutlenku węgla w tych sektorach (brak opłat spowodował, że nie poczyniono postępów w zakresie budownictwa, emisje wynikające z transportu wzrosły, podczas gdy emisje z sektora energetycznego – objętego systemem handlu uprawnieniami do emisji – spadły); a drugi to wyrażenie zaniepokojenia aspektami dystrybucyjnymi i wsparcie Komisji w negocjacjach dotyczących rekompensat planowanych na najbliższe dwa lata (kwota 25% dochodów przeznaczonych na Społeczny Fundusz na rzecz Działań w dziedzinie Klimatu wydaje się niewystarczająca w stosunku do potrzeb).

Inne kluczowe rozwiązania przyjęte w Fit for 55 to wprowadzenie granicznych środków dostosowawczych – również podnoszone w naszym raporcie – oraz zakończenie sprzedaży samochodów napędzanych paliwami kopalnymi w latach 2035-2040 (późno, ponieważ ich zasoby wystarczą do lat 2050-2060). Spośród zaleceń zawartych w naszym raporcie na opracowanie czeka ustanowienie dwóch niezależnych i dobrze zarządzanych organów europejskich, jednego do prowadzenia nowatorskich badań naukowych, a drugiego do oceny porównawczej skuteczności polityki zwalczania globalnego ocieplenia.

Opłaty za emisję dwutlenku węgla (bezpośrednie, jak w przypadku podatku węglowego, pośrednie, jak w przypadku włączenia sektora do systemu ETS) są regresywne, podobnie jak wiele zielonych dotacji (fotowoltaika, samochody elektryczne, modernizacja energetyczna). Znaczna część dochodów z tytułu opłat za emisje dwutlenku węgla powinna być przeznaczona na procesy wyrównywania strat, zarówno ze względu na uczciwość, jak i ekonomię polityczną.

Podobnie, redystrybucja ta musi odbywać się zarówno w obrębie krajów, jak i pomiędzy nimi. Na przykład konieczne jest natychmiastowe zaprzestanie produkcji węgla w Polsce i Niemczech, co stanowiłoby łatwe ograniczenie emisji CO2. Europa musi jednakże odpowiednio zrekompensować utratę pracy górnikom z tych krajów.

Intensyfikacja działań w zakresie badań i rozwoju

Obecnie inwestycje w ekologiczne badania i rozwój są niewystarczające, aby ograniczyć globalne ocieplenie. Zainspirowani sukcesem szybkiego rozwoju szczepionek opartych na mRNA, zalecamy wyznaczenie realistycznych celów technologicznych dla sektora prywatnego. Proponujemy utworzenie EU-ARPA-E na szczeblu europejskim, które finansowałoby projekty badawczo-rozwojowe wysokiego ryzyka i o wysokim potencjale. Aby zapewnić przejrzyste zarządzanie, zgodnie z modelem ARPA-E (Advanced Research Projects Agency Energy), wyznaczony zostałby naukowiec posiadający umiejętności badawcze i kierownicze oraz elastyczność operacyjną, który nadzorowałby przydział środków i zapewniłby niezależność jednostki badawczej od grup interesów i polityki. Kilka udanych projektów na szczeblu europejskim wydaje się dobrze wróżyć temu rodzajowi współpracy publiczno-prywatnej. 

Ustalanie priorytetów inwestycyjnych powinno uwzględniać przede wszystkim technologie, które w dłuższej perspektywie czasowej czynią paliwa kopalne przestarzałymi (energia odnawialna i niedrogie akumulatory) i które dają pierwszeństwo technologiom o niskim śladzie ekologicznym (na przykład wykorzystanie rzadkich metali) i mieć na celu ich szybkie wdrożenie na całym świecie. Jeśli chodzi o energię jądrową, to choć nasza komisja nie zajęła stanowiska ani wobec celowości budowy nowych elektrowni (jak w Wielkiej Brytanii i w Polsce), ani wobec konkretnej technologii jądrowej, która powinna być w tym przypadku zastosowana, to uważamy, że konieczne jest utrzymanie działalności (z zachowaniem zasad bezpieczeństwa) istniejących elektrowni, które zapewniają dziś trzy czwarte produkcji energii elektrycznej we Francji i 25% całkowitej produkcji energii elektrycznej w Unii Europejskiej. Chociaż włączenie energii jądrowej do zielonej systematyki Unii Europejskiej dzieli państwa członkowskie, to uznanie energii jądrowej, hydroenergii i biopaliw za możliwe do stosowania źródła energii elektrycznej o obniżonej emisyjności wydaje się nam niezwykle ważne wobec braku dojrzałych technologii magazynowania energii elektrycznej. 

Normy i zakazy

Uważamy, że same opłaty za emisję dwutlenku węgla nie będą wystarczające (zbyt niska cena, niedoskonała informacja dla konsumentów). Dlatego proponujemy, aby tym rozwiązaniom towarzyszyły normy i zakazy, na wzór zakazu stosowania jednorazowych torebek plastikowych lub zakazu sprzedaży lub rejestracji nowych pojazdów napędzanych określonymi paliwami od określonej daty. Uważamy, że instrumenty te powinny stanowić część optymalnego systemu, pod warunkiem zapewnienia rozsądnych kosztów i spójnej strategii ogólnej (zakazy, normy i dotacje będą musiały być oceniane z przybliżonym oszacowaniem ich ukrytego kosztu na wyeliminowaną tonę CO2). 

Celem naszego raportu nie było szczegółowe zbadanie wszystkich sposobów ochrony środowiska, jednakże jako ogólną zasadę zalecamy, aby każde rozwiązanie sektorowe było przedmiotem analizy strat i zysków opartej na oszacowaniu kosztu za tonę niewyemitowanego CO2 oraz jego kosztu społecznego i środowiskowego. W tym sensie uważamy, że ze względu na bardzo niski koszt za tonę niewyemitowanego CO2 , zastąpienie węgla gazem ziemnym jest mniejszym złem, przy jednoczesnym unikaniu budowy nowych elektrowni, aby uniknąć zamknięcia rynku (lock-in effect). Gaz stanowi obecnie prawie 20% europejskiego koszyka energii elektrycznej. Odejście od gazu ziemnego będzie musiało nastąpić na późniejszym etapie. 

Istnieją dwa sposoby na zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych: jeden to używanie czystszej energii, a drugi to używanie mniejszej ilości energii. Nikt nie zna optymalnego połączenia tych dwóch elementów. Mechanizm ustalania opłat za emisję dwutlenku węgla polega jednak na tym, że nie musimy faworyzować jednego podejścia kosztem drugiego; oszczędności będą dokonywane tam, gdzie będą one najłatwiejsze do wprowadzenia. 

Kładziemy jednak nacisk na koszt podejmowanych działań. Nie wierzymy w koncepcję „zielonego wzrostu”, która sugeruje, że możemy mieć ciastko i zjeść ciastko. Gdyby to było możliwe, dlaczego nie zrobiliśmy tego w ciągu ostatnich trzydziestu lat? Aby sprawy mogły posuwać się naprzód, potrzebujemy politycznej odwagi do zaakceptowania kosztu tych działań. Kiedy zostaną one zaakceptowane, łatwiej będzie przyjąć właściwą politykę. 

Skala europejska 

To Europa, a nie Francja, jest odpowiednią skalą działania, a europejskie zaangażowanie w walkę ze zmianami klimatycznymi może mieć rzeczywisty efekt dźwigni na szczeblu międzynarodowym. W pakiecie Fit for 55, przedstawiając zarys systemu dostosowania emisji dwutlenku węgla na granicach, który zarówno umożliwiłby zapewnienie uczciwej konkurencji między przedsiębiorstwami krajowymi a importerami w zakresie cen emisji dwutlenku węgla, jak i zachęciłby niezdecydowane kraje do podjęcia zobowiązań, Unia wyraziła chęć wyjścia poza „dawanie przykładu”. Ponadto, angażując się w ekologiczne badania i rozwój, Europa mogłaby odegrać kluczową rolę w ekologicznej transformacji krajów ubogich. 

Nierówności i redystrybucja

Według tradycyjnych wskaźników nierówności nie są we Francji większe niż w innych krajach. Według tych wskaźników Francja wypada lepiej niż wiele krajów europejskich i znacznie lepiej niż Stany Zjednoczone: udział w dochodach, jaki uzyskuje 10% najlepiej zarabiających, wynosi 32%, i jest niższy niż w Wielkiej Brytanii (35%), Niemczech (37%) i Stanach Zjednoczonych (45%), a rozwój sytuacji w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat był znacznie mniej niekorzystny niż w innych krajach, zwłaszcza w USA. Jednak poza tymi tradycyjnymi wskaźnikami i innymi porównaniami międzynarodowymi, większość Francuzów uważa, że żyje w społeczeństwie, które jest zbyt nierówne 69. I to postrzeganie jest w dużej mierze słuszne: Francja wciąż ma dużo do zrobienia w kwestiii równości szans, dostępu do wartościowej edukacji, dostępu do dobrej pracy i mobilności społecznej. Są to dane, na których postanowiliśmy się skupić, aby opracować propozycje dotyczące zmniejszania nierówności.

Proponowane przez nas metody są zorganizowane w tryptyk i umożliwiają zwalczanie nierówności na kilku frontach: przed wiekiem produkcyjnym w celu zwiększenia równości szans na starcie; w trakcie wieku produkcyjnego w celu zmniejszenia nierówności w dostępie do miejsc pracy o wyższej jakości; i wreszcie, za pomocą klasycznych sposobów redystrybucji, po wieku produkcyjnym, by chronić tych, którym nie powiodło się w życiu zawodowym.  

Przed wiekiem produkcyjnym: zmniejszanie nierówności szans

Aby zmniejszyć nierówność szans, należy podjąć działania na dwóch poziomach: w zakresie edukacji i w zakresie nierówności majątkowych.

Francuski system edukacji jest nadal bardzo nierówny. Kategoria społeczna jest podstawowym kryterium wyjaśniającym poziom wykształcenia na całym świecie, ale jak pokazuje OECD, jest to szczególnie wyraźne we Francji. Porównanie z innymi krajami europejskimi jest odkrywcze: na pytanie, czy wszyscy uczniowie mają takie same szanse na studia, tylko 44% respondentów we Francji zgodziło się z tym stwierdzeniem, co stanowi najniższy odsetek wśród siedmiu krajów objętych badaniem (odsetek odpowiedzi pozytywnych dla Włoch wyniósł 49%, a dla Niemiec 70%). Przeprowadzone w ciągu ostatnich kilku lat reformy mające na celu zwiększenie inwestycji w obszary znajdujące się w najbardziej niekorzystnej sytuacji przyniosły pozytywne rezultaty. Działając zgodnie z tą samą logiką, należy teraz zainwestować (znacznie) więcej.

Starzenie się społeczeństwa we Francji to dobra wiadomość. Jest ono głównie konsekwencją wydłużania się średniej długości życia (82,3 lata w 2020 r.), któremu towarzyszy poprawa stanu zdrowia osób starszych. Starzenia się demograficznego we Francji nie tłumaczy zatem niski współczynnik dzietności, który w 2019 r. wyniósł 1,86 dziecka na kobietę i był najwyższy w UE, podczas gdy w krajach śródziemnomorskich osiągnął najniższy poziom (1,23 w Hiszpanii i 1,27 we Włoszech). Niemniej jednak faktem jest, że starzenie się społeczeństwa będzie postępować, że nie pozostanie ono bez konsekwencji i że musimy znaleźć odpowiednie sposoby reagowania na nie.

Proponujemy kilka reform. Po pierwsze, proponujemy reformę emerytur w kierunku systemu punktowego, który charakteryzuje się zasadami przejrzystości, sprawiedliwości i trwałości, a nie tylko reformami parametrycznymi. Po drugie, uważamy, że reforma będzie skuteczna tylko wtedy, gdy zwiększy zarówno podaż pracy dla osób starszych, jak i popyt na nią, poprzez zapobieganie chorobom przewlekłym i dostosowanie się do nich, wprowadzenie bardziej elastycznych godzin pracy, upowszechnienie pracy w niepełnym wymiarze godzin oraz wzmocnienie szkoleń zawodowych dla osób starszych.

Punktowy system emerytalny: przejrzystość i sprawiedliwość

Zacznijmy od dwóch spostrzeżeń na temat istniejącego systemu emerytalnego. Po pierwsze, nie jest on zbyt przejrzysty, często jest niesprawiedliwy i trudny do zrozumienia dla tych, którzy wnoszą swój wkład. Po drugie, mechanizm dostosowania systemu do zmian demograficznych nie jest bynajmniej najlepszym sposobem na rozwiązanie kwestii stabilności systemu emerytalnego. Wierzymy, że w obu tych obszarach można wprowadzić lepsze rozwiązania.

Jeśli chodzi o przejrzystość, proponujemy przejście na system emerytalny oparty na punktach. Każdy pracownik gromadziłby punkty podczas swojej kariery zawodowej. Każdy punkt jest określony jako procent średniego wynagrodzenia w danym roku. Ktoś, kto zarabia średnią pensję ma jeden punkt, ktoś, kto zarabia dwukrotność średniej pensji ma dwa punkty i tak dalej. Kiedy pracownik chce przejść na emeryturę, punkty są zamieniane na dochód emerytalny na podstawie podstawowej wartości punktowej, wartości, która wzrasta każdego roku wraz ze średnimi zarobkami i jest w razie potrzeby dostosowywana do zmian demograficznych (więcej szczegółów poniżej).

Jeśli chodzi o wiek emerytalny, to opowiadamy się za jasno określonym minimalnym wiekiem emerytalnym dla wszystkich pracowników – ewentualnie dostosowanym do pracy w trudnych warunkach – co wyeliminowałoby potępianą zasadę przyznawania pełnej emerytury w wieku 64 lat. Oczywiście ci, którzy chcą pracować dłużej, muszą mieć możliwość uzyskania wyższej miesięcznej emerytury. Proponujemy, aby w przypadku późniejszego przejścia pracownika na emeryturę wzrost wysokości jego emerytury uwzględniał zarówno dodatkowe składki, jak i zmniejszenie liczby lat pozostałych do przeżycia, a zatem był neutralny z punktu widzenia równowagi finansowej systemu.  

Celem zapewnienia uczciwości, reforma musi również uwzględniać indywidualne różnice w karierze zawodowej pracowników.

Pierwsza proponowana przez nas regulacja dotyczy pracowników o niskich zarobkach lub niepewnej ścieżce kariery. W duchu obecnego systemu, proponujemy dodatkowe punkty dla osób za okresy, w których nie były one w stanie pracować, w szczególności podczas urlopu macierzyńskiego i podczas okresów bezrobocia. Proponujemy również przejrzysty system redystrybucji, z dodatkowymi punktami dla pracowników z trzech lub czterech decyli obejmujących osoby o najniższym wynagrodzeniu.  

Reforma musi również uwzględniać różne stopnie trudności warunków pracy. Trudności te, choć nie tak łatwe do obiektywnego zmierzenia, są jednak bardzo realne.  Uważamy jednak, że to do partnerów społecznych należy określenie regulacji związanych z trudnością wykonywania pracy dla każdego stanowiska na szczeblu oddziału lub przedsiębiorstwa, ale także przejęcie odpowiedzialności za dodatkowe koszty wynikające z tych regulacji. To rozwiązanie, które oddaje odpowiedzialność sektorom działalności i przedsiębiorstwom, okazało się sukcesem w Holandii w zakresie ubezpieczeń z tytułu niepełnosprawności.

Możemy także zauważyć, że różnice w przewidywalnej długości życia są bardzo duże między różnymi grupami społecznymi, zwłaszcza między osobami bogatymi i biednymi. Nasza komisja nie osiągnęła jednak konsensusu co do tego, czy różnice w minimalnym wieku emerytalnym powinny być uzasadnione, na przykład, na podstawie dochodów w ciągu całego życia. Niektórzy z nas opowiadali się za takimi rozwiązaniami, inni uważali, że jednolity wiek minimalny odgrywa zasadniczą rolę w zakresie norm prawnych, a sposoby powyżej wymienione byłyby wystarczające. Temat pozostaje zatem otwarty.  

Jak zapewnić równowagę finansową systemu?

Co roku francuski komitet doradczy ds. emerytur (Conseil d’orientation des retraites) wydaje opinię na temat stanu systemu emerytalnego. W 2021 r. stwierdzono, że francuski system emerytalny jest finansowo stabilny. Uważamy jednak, że założenia przyjęte przez komitet są zbyt optymistyczne, a mechanizm dostosowawczy obecnego systemu nie jest właściwy. Równowaga w obecnym systemie, w którym składki są uzależnione od zmian wynagrodzeń, a emerytury od zmian cen, jest w rzeczywistości oparta na zmianie wydajności pracowników, co decyduje o różnicach między nimi. Oznacza to pozostawienie regulacji, którego kształt ma istotne konsekwencje dla człowieka, na łasce trudnej do przewidzenia zmiennej losowej. Nie wydaje nam się to pożądane. 

Dlatego opowiadamy się za indeksacją emerytur według średniego wynagrodzenia, a nie według inflacji. Indeksowanie świadczeń emerytalnych według średniego wynagrodzenia eliminuje problem zależności obecnego systemu od wydajności. W związku z tym, w obliczu wzrostu średniej długości życia, a tym samym odsetka emerytów w stosunku do osób płacących składki, należy znaleźć inny proces dostosowawczy. Z punktu widzenia księgowości istnieją trzy rozwiązania: zwiększenie składek, podniesienie minimalnego wieku emerytalnego lub obniżenie emerytur. Obecnie, zgodnie z prognozami komisji, wysokość francuskich emerytur w 2020 roku wynosi blisko 15% PKB. Jedynie Włochy, ze względu na znacznie starszą populację, mają większy udział (15,6%). Uważamy zatem, że, biorąc pod uwagę dużą wagę składek we Francji, wybór jest między dwoma ostatnimi wariantami.

Wybór jest zatem następujący: na jednym biegunie można utrzymać wiek emerytalny na niezmienionym poziomie, ale w ten sposób uzyskać można niższą wartość punktową, a tym samym mniejsze emerytury; na drugim biegunie można podwyższyć wiek emerytalny proporcjonalnie do wzrostu średniego trwania życia, tak aby utrzymać tę samą proporcję osób płacących składki i emerytów oraz zachować wartość punktową (i zagwarantować wzrost poziomu emerytur zgodnie ze średnim wynagrodzeniem); można też oczywiście, i prawdopodobnie tak się stanie, wybrać rozwiązanie pomiędzy tymi dwoma skrajnościami. 

Uważamy, że wybór ten ma zasadnicze znaczenie i musi być dokonany w sposób przejrzysty i demokratyczny. Opowiadamy się za niezależnym organem, który wytłumaczyłby, na czym polega ten wybór, i który, po dokonaniu wyboru, wprowadziłby go w życie. Nie zajęliśmy stanowiska w sprawie szczegółowej formy dokonywania tego demokratycznego wyboru.  

Zalecamy także stopniowe znoszenie specjalnych systemów emerytalnych i przejście do jednego ogólnego systemu w okresie piętnastu lat. Wydaje nam się to rozsądne.

Zwiększanie popytu i podaży pracy dla osób starszych

Reforma systemu emerytalnego nie powiedzie się, jeśli przedsiębiorstwa nie będą chciały zatrzymywać lub zatrudniać osób starszych lub jeśli same osoby starsze nie będą chciały dłużej pracować. Wielu emerytów chce nadal pracować, aby zwiększyć swoje dochody albo utrzymać więzi społeczne i aktywność zawodową, ale potrzebuje bardziej elastycznych form zatrudnienia. 

Jeśli mówimy o popycie, to głównym elementem reformy musi być elastyczność. Należy zbadać możliwości pracy w niepełnym wymiarze godzin i szkoleń zawodowych dla osób starszych. Wszelkie przepisy, które stawiają starszych pracowników w niekorzystnej sytuacji w porównaniu z młodszymi, muszą zostać zrewidowane. 

Z kolei jeśli chodzi o podaż, to widzimy pilną potrzebę skuteczniejszego leczenia chorób przewlekłych, na które cierpi jedna trzecia ludności Francji (20 mln osób). Musimy działać na wcześniejszym etapie, podnosząc świadomość pracowników i pracodawców w zakresie dobrego samopoczucia i zdrowia na długo przed odkryciem choroby. Musimy również działać na niższym szczeblu, umożliwiając dostosowanie godzin i warunków pracy do przewlekłych chorób niektórych osób starszych oraz rekompensując niepełnosprawność w sposób umożliwiający im pozostanie na rynku pracy. Telemedycyna, która gwałtownie rozwinęła się w czasie pandemii, może być bardzo przydatna we wspieraniu pracowników cierpiących na choroby przewlekłe, zwłaszcza w miejscach o ograniczonej dostępności do usług i technologii medycznych.

Artykuł Budowanie gospodarki jutra  pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Elementy doktryny, rozmowa z Charles’em Michelem https://legrandcontinent.eu/pl/2021/09/08/charles-michel/ Wed, 08 Sep 2021 03:30:00 +0000 https://legrandcontinent.eu/pl/2021/09/08/charles-michel/ Sytuacja w Afganistanie wywołuje ożywioną debatę na całym kontynencie. Czy jej wynik uzasadnia stanowisko prezydenta Macrona wyrażone w wypowiedzi na temat „śmierci klinicznej” sojuszu atlantyckiego? Po pierwsze, musimy zachować jasność myślenia. Przez dwadzieścia lat byliśmy w mobilizacji na szczeblu wojskowym i politycznym, ale także cywilnym, humanitarnym i rozwojowym. Miałem okazję doświadczyć tego w trakcie pełnienia różnych wcześniejszych funkcji, najpierw jako minister ds. współpracy na rzecz rozwoju, a następnie jako premier Belgii. Wydarzenia z ostatnich kilku dni pokazują tragiczny obraz. Trzeba przyznać, że pomimo wszystkich naszych wysiłków, jest to porażka wspólnoty międzynarodowej.  Większość krajów europejskich, które były aktywne w Afganistanie, czy […]

Artykuł Elementy doktryny, rozmowa z Charles’em Michelem pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Sytuacja w Afganistanie wywołuje ożywioną debatę na całym kontynencie. Czy jej wynik uzasadnia stanowisko prezydenta Macrona wyrażone w wypowiedzi na temat „śmierci klinicznej” sojuszu atlantyckiego?

Po pierwsze, musimy zachować jasność myślenia. Przez dwadzieścia lat byliśmy w mobilizacji na szczeblu wojskowym i politycznym, ale także cywilnym, humanitarnym i rozwojowym. Miałem okazję doświadczyć tego w trakcie pełnienia różnych wcześniejszych funkcji, najpierw jako minister ds. współpracy na rzecz rozwoju, a następnie jako premier Belgii. Wydarzenia z ostatnich kilku dni pokazują tragiczny obraz. Trzeba przyznać, że pomimo wszystkich naszych wysiłków, jest to porażka wspólnoty międzynarodowej. 

Większość krajów europejskich, które były aktywne w Afganistanie, czy to w ramach NATO, czy też w ramach misji rozwojowych, postanowiła solidaryzować się ze Stanami Zjednoczonymi na mocy art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, który wyjątkowo został użyty przy tej okazji. 

Dla mnie jako dla Europejczyka uderzające jest to, że, kiedy Stany Zjednoczone zdecydowały się na negocjacje z talibami pod rządami administracji Trumpa, a następnie potwierdziły wycofanie się, zainicjowały bardzo niewiele – jeśli w ogóle – konsultacji z partnerami europejskimi. 

Czy Unia Europejska wyciągnie z tego wnioski?

Oczywiście, jako Europejczycy powinniśmy wyciągnąć z tej sytuacji wnioski. Kryzys afgański jedynie wzmacnia przekonanie, które noszę w sobie od pewnego czasu i które podzielam z wieloma innymi osobami, a mianowicie koncepcję strategicznej autonomii Unii Europejskiej, mającej na celu umocnienie naszej zdolności do wywierania wpływu zgodnie z naszymi interesami i wartościami, w której ważna jest zdolność do działania.

Wobec przyśpieszającego wrażenia chaosu w momencie wycofywania się wojsk amerykańskich, można było tylko zadawać sobie pytanie. Fakt, że jedna z najsilniejszych potęg gospodarczych świata, taka jak Unia Europejska, demokratyczna potęga o niezwykle silnych wartościach, potęga militarna złożona z dwudziestu siedmiu państw, nie była w stanie zapewnić niezbędnej pomocy przy ewakuacji swoich obywateli i wspierających ją Afgańczyków bez wsparcia Stanów Zjednoczonych, musi budzić niepokój. Moim zdaniem to spostrzeżenie jedynie pokazuje, że należy przyspieszyć i tak pilną potrzebę pogłębionej dyskusji dotyczącej wzmocnienia europejskiej autonomii strategicznej. Musimy teraz przekuć to w czyn. 

Chcę to podkreślić: wzmocniona europejska autonomia strategiczna jest dobrym pomysłem dla Europy, ale także dla reszty świata, ponieważ wartości, które wyznajemy, są uniwersalnymi wartościami godności i szacunku dla jednostki. Proponujemy porządek oparty na zasadach. Jest to również korzystne dla naszych sojuszników: zawsze lepiej być w sojuszu, w którym wszyscy partnerzy są silni i zdolni do działania.

Czy uważa Pan, że administracja Bidena jest sojusznikiem Unii Europejskiej w aktualnej sytuacji w Afganistanie? 

Stany Zjednoczone są wielkim sojusznikiem Unii Europejskiej, nie ma co do tego wątpliwości. 

Nasza historia, nasze wartości, nasza koncepcja liberalnej demokracji łączą nas, podczas gdy liberalne demokracje znajdują się pod presją i stoją w obliczu nowych form zagrożeń i niebezpieczeństw, które osłabiają ich siłę i atrakcyjność. Pewne jest jednak, że na arenie geopolitycznej w ostatnim czasie dochodziło do różnic w opiniach na temat interesów lub sposobów osiągania celów. Nie ogranicza się to tylko do Afganistanu, ale dotyczy również innych kwestii międzynarodowych, zwłaszcza Syrii i Iranu.

Czy dostrzega Pan ciągłość między administracją Trumpa a administracją Bidena?

Jestem przekonany, że administracja Bidena popiera integrację europejską, a to wydaje mi się bardzo ważne. Jestem o tym przekonany, ponieważ rozmawiałem o tym bezpośrednio z amerykańskim prezydentem na ostatnim szczycie G7 i na dwustronnym szczycie UE-USA. Uważam, że jest bardzo zaangażowany i szczery. Świadczy o tym jego dorobek polityczny. To duża różnica w porównaniu z administracją Trumpa, która miała binarne i uproszczone spojrzenie na świat: „Ja jestem silny, ty jesteś słaby. A jeśli ty jesteś silny, to ja jestem słaby”. Obecnie jesteśmy świadkami przywrócenia bardziej normalnego i owocnego dialogu, który umożliwił nam w ciągu kilku miesięcy osiągnięcie porozumienia w kwestiach bardzo ważnych dla naszych wspólnych interesów. W zakresie klimatu poczyniono postępy dzięki powrotowi Stanów Zjednoczonych do porozumienia paryskiego. Widzimy, że w niektórych kwestiach geopolitycznych przywrócono intensywniejszy dialog, który praktycznie nie istniał za czasów poprzedniej administracji. 

Wydaje mi się, że w Stanach Zjednoczonych istnieje tendencja, która istniała przed Donaldem Trumpem, nawet jeśli on uczynił ją znacznie bardziej widoczną, do priorytetowego traktowania interesów amerykańskich. Musimy mieć jasność co do tego stanu rzeczy, który jest zresztą uzasadniony. Mogę zrozumieć argumenty wewnętrzne, które skłoniły prezydenta Bidena do wycofania. Mogę zrozumieć tę suwerenną i uzasadnioną decyzję podjętą przez Stany Zjednoczone.

Jako Europejczycy mamy wartości, które są one silne. Mamy również obywateli, których musimy chronić i interesy, których musimy bronić. Afganistan to moment, który powinien skłonić nas, Europejczyków, do spojrzenia w lustro i zadania sobie pytania: „W jaki sposób możemy w przyszłości posiadać większy niż obecnie wpływ na sytuację geopolityczną i jak możemy działać, aby wpływać na bieg wydarzeń zgodnie z naszymi interesami?”. 

Czy definiowanie własnych interesów oznacza zajęcie stanowiska w systemowej rywalizacji między USA a Chinami? 

To definiowanie zakłada, że nie jesteśmy zakładnikami tej rywalizacji. Nie ma wątpliwości, że podzielamy te same wartości demokratyczne i ten sam model polityczny ze Stanami Zjednoczonymi. Jednocześnie my, Europejczycy, musimy opracować naszą strategię wobec Chin, które są światową potęgą. W tym względzie w ciągu ostatnich kilku miesięcy próbowaliśmy określić w ramach Rady Europejskiej nasze sposoby wchodzenia w relacje z Chinami. 

Jakie to sposoby?

Można je podsumować w trzech punktach. Po pierwsze, stanowczość i konsekwencja w odniesieniu do naszych podstawowych zasad, takich jak prawa człowieka. Dlatego też wprowadziliśmy ramy, które prowadzą nas do podejmowania działań w razie konieczności – na przykład w sprawie Ujgurów lub Hong Kongu wyraziliśmy się bardzo jasno.

Po drugie, swoboda wymiany poglądów dotyczących globalnych problemów wielostronnych, w przypadku których uważamy, że dialog jest konieczny. Tak jest w przypadku pandemii Covid-19, nawet jeśli jest to trudny dialog, ponieważ potrzebna jest przejrzystość, a my nie jesteśmy jeszcze przekonani, że Chiny są całkowicie przejrzyste w kwestii pochodzenia wirusa. Klimat i różnorodność biologiczna to również przykłady bardzo ważnych tematów, które muszą pojawić się w dialogu z Chinami.

Wreszcie, przywrócenie równowagi stosunków pod względem handlowym, i szerzej – gospodarczym. Taka była rola projektu porozumienia o inwestycjach, który, moim zdaniem, stanowił pierwszy krok w kierunku przywrócenia równowagi w dostępie do poszczególnych rynków.

Jeśli rywalizacja między krajami osiągnie maksymalne natężenie, czy Unia zdoła zdefiniować pozycję niezaangażowaną, czy też będzie oscylować? 

Dużo rozmawialiśmy o tym w czasie szczytu G7, w grupie, która skupia i jednoczy największe liberalne demokracje i potęgi gospodarcze. Jeśli liberalne demokracje miałyby się rozdzielić, byłby to wielki błąd. Jednak zjednoczenie nie oznacza, że podążamy za pozycją, która jest nam mechanicznie narzucana. Jest to proces zbiorowej inteligencji, który pozwala sojusznikom i partnerom wspólnie budować pozycję i strategię. Proces ten realnie mógłby rozpocząć się w grupie G7 i powinien, jak sądzę, być kontynuowany ze wszystkimi bliskimi nam partnerami. Powinniśmy wszyscy starać się angażować we wspólną wymianę poglądów dotyczącą tego, jak najlepiej skutecznie zabezpieczyć nasze interesy.

Definicja interesu europejskiego bywa nieuchwytna. Czy ma Pan wybrany punkt widzenia na wewnętrzną dynamikę geopolityczną? W odniesieniu do jakich zagrożeń państwa członkowskie mogłyby znaleźć elementy pozwalające na stworzenie wspólnej narracji?

Odpowiem na to pytanie trochę inaczej. Nasze pokolenie – które jest dopiero trzecim pokoleniem w historii budowy Europy, tego bezprecedensowego projektu politycznego, nadzwyczajnego w pierwszym znaczeniu tego słowa – potrzebuje projektu pozytywnego, projektu proaktywnego, projektu na rzecz, a nie projektu przeciwko, który po prostu reagowałby na niepokoje i lęki. 

Narracja ta musi być sformułowana wokół trzech głównych elementów. 

Pierwszym elementem są niewątpliwie nasze główne wartości. To niestrudzone zadanie: jak ochraniać i promować nasz europejski projekt polityczny, który charakteryzuje się człowieczeństwem, humanizmem, uznawaniem godności każdej istoty ludzkiej, wolnością, brakiem dyskryminacji, praworządnością? Wartości te stanowią fundament projektu europejskiego. Społeczeństwo, w którym żyjemy i które zamierzamy budować, czy to w związku z wyzwaniami cyfrowymi, klimatycznymi, czy też różnymi zagrożeniami hybrydowymi, będzie w coraz większym stopniu przenosić debatę w obszar wolności osobistych. Głęboko w to wierzę. I tu pojawia się pytanie o ramy systemu demokratycznego: czy dysponujemy ramami politycznymi, które w pełni gwarantują wolności osobiste?

Drugim elementem budowy wspólnej europejskiej narracji jest określenie modelu osiągania dobrobytu. Chcę podkreślić, że, jeśli migracja jest czasem przedmiotem napięć, to dlatego, że Unia Europejska jest atrakcyjnym krajem dla ludzi z innych części świata, którzy wierzą, że warunki życia w Europie są lepsze, że wolności są większe, a kraje bardziej respektują godność ludzką. Pytanie, które musimy sobie zadać, brzmi następująco: jaki model chcemy chronić i jak promować nasz dobrobyt w przyszłości? W tym względzie dokonaliśmy niezwykle jasnych wyborów: nie jest to łatwe, ale będziemy je realizować.

Jakie są współrzędne tej zmiany?

Transformacja cyfrowa i klimatyczna zapowiada całkowitą zmianę paradygmatu, z którym konfrontowało się nasze pokolenie. Mam czterdzieści pięć lat: dla moich rodziców i dziadków, a może nawet dla mnie piętnaście czy dwadzieścia lat temu, schemat myślenia, w kategoriach produkcji i konsumpcji, opierał się na przekonaniu, że poprzez eksploatację zasobów naturalnych – w złudzeniu, że są one nieskończone – możemy wygenerować automatyczną poprawę warunków życia i dobrobytu w Europie i krajach zachodnich. Być może istniała jakaś szczera wiara w ten model. Ale nauka przez wiele lat – trzeba przyznać, że zajęło nam dużo czasu, aby zaakceptować prawdę – pokazywała nam, że ten model się nie utrzyma i że narazi ludzkość na niebezpieczeństwo. 

W ostatnich latach, a w szczególności w ostatnich miesiącach w Europie, udało nam się odwrócić ten model, dokonać koncepcyjnego zwrotu o 180 stopni. Taki jest sens decyzji podjętej przed kryzysem Covid-19, słynnego Zielonego Ładu, który obejmuje zobowiązanie do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku, wzmocnienie celów klimatycznych do 2030 roku oraz bezwzględną potrzebę większego zaangażowania na rzecz różnorodności biologicznej i powstrzymania jej degradacji. Jesteśmy w pełni przekonani, że trudno będzie przejść od jednego modelu do drugiego, musimy przekształcić się, aby osiągnąć dobrobyt. I to właśnie ten moment przejścia jest trudny, ta podwójna logistyczna rewolucja. Obecnie znajdujemy się w samym środku bitwy i wciąż mamy wiele do zrobienia, jeśli chcemy odnieść sukces w przekształcaniu naszego obecnego modelu. Jednocześnie walka ze zmianami klimatu dotyka sedna dylematu charakterystycznego dla demokracji: jak pogodzić cele krótko- i długoterminowe? Demokratyczne zaangażowanie polityczne zawsze koncentruje się na następnych wyborach: musimy mieć zdolność do refleksji nad wpływem naszych decyzji nie na następne wybory, ale na następne pokolenie.

Jaki Pana zdaniem powinien być trzeci element wspólnej europejskiej narracji?

Wróćmy do kwestii stabilności, bezpieczeństwa i wpływów geopolitycznych. Jak możemy sprawić, by stanowiska dwudziestu siedmiu państw europejskich były bardziej zbieżne, byśmy w coraz większym stopniu podzielali poglądy dotyczące analizy diagnoz i sposobów działania w celu obrony naszych interesów? Mamy pewną historię: Europa była sumą różnych narodów, z których każdy miał własną wizję, wyrażaną w ramach własnej suwerenności celem obrony własnych interesów geopolitycznych. Coraz częściej widzimy, czasem zakończone sukcesem, czasem porażką, że istnieją procesy, postęp. Bez wątpienia zajmie to trochę czasu. Kiedy jednak pojawiają się wstrząsy – a Afganistan jest jednym z nich – musimy mieć instytucjonalną zdolność do działania, aby jeszcze bardziej przyspieszyć proces. Moim zdaniem właśnie to musimy teraz zrobić. To właśnie próbujemy zrobić.

Porozmawiajmy jeszcze o tych trzech elementach wspólnej narracji. Po pierwsze, pojawia się oczywiste, wręcz narzucające się pytanie: czy wartości wyznawane przez PiS lub Fidesz są zgodne z wartościami, które wymienia Pan jako podstawowy składnik projektu europejskiego?

Pewnym jest, że to pytanie, które mi pan zadaje, zostało postawione szefom państw i rządów i jest zadawane instytucjom europejskim właśnie w tej chwili. Czy to w Parlamencie, czy w Komisji, czy w Radzie, debata się toczy, nie tylko w odniesieniu do Polski i Węgier, ale także w odniesieniu do innych krajów europejskich. Czy podjęte decyzje i kierunki działania są zgodne z podstawowymi zasadami europejskimi? 

Jest to bardzo aktualna kwestia i nie przymykamy na nią oka. Stawiamy jej czoła. Aby posłużyć się wymownym przykładem, podczas ważnych negocjacji w zeszłym roku, które doprowadziły do przyjęcia tego bezprecedensowego planu naprawy, postanowiliśmy wprowadzić mechanizm uzależniający finansowanie od poszanowania praworządności. Instrument ten rozwija arsenał europejskich ram demokratycznych i daje instytucjom europejskim dodatkowe możliwości działania, aby były bardziej wymagające w obszarze praworządności, a zatem w obszarze wartości.

Drugi element dotyczy dobrobytu. Czy uważa Pan, że europejski model transformacji ekologicznej będzie w stanie konkurować z modelami wdrażanymi przez Chiny i Stany Zjednoczone? Czy nie przeceniamy pozytywnej strony czekającej nas transformacji?

Pewne jest to, ostatnie lata to pokazały, że Europa jest w tym obszarze globalną lokomotywą. Nie ma co do tego wątpliwości: jesteśmy w awangardzie. 

Jednakże bycie w awangardzie jest przede wszystkim obowiązkiem moralnym, jest to bardzo konkretny sposób obrony naszych wartości – jeszcze do tego wrócę – oraz naszej koncepcji godności ludzkiej jako centralnego elementu naszego projektu politycznego. Dlatego nie jest, jak sądzę, przypadkiem, że Europa jest tym regionem świata, który najbardziej wysuwa tę kwestię na pierwszy plan.

Prawdą jest, że kiedy zdecydowaliśmy się osiągnąć neutralność węglową w 2050 roku, tak naprawdę zajmowaliśmy się łatwiejszą częścią stojącego przed nami zadania. Teraz nadchodzi ta trudniejsza część: jak zrealizować cel, który sobie wyznaczyliśmy? To wyzwanie uczy nas, że Europa nie jest wyspą, ani podzielonym kontynentem: musimy działać na arenie międzynarodowej i uruchomić coś, co nazywam dyplomacją klimatyczną, aby zachęcić inne podmioty na świecie do posiadania ambicji podobnych do naszych. Jest ku temu bardzo prosta przyczyna. Jeśli nie podejmiemy tego wysiłku, będziemy mieli problem ze sprawiedliwym traktowaniem pod względem międzynarodowych stosunków gospodarczych i handlowych. 

Musimy uważać na skutki, jakie te regulacje mają dla obywateli europejskich i naszych podmiotów gospodarczych. Bardzo problematyczne byłoby ustanowienie ambitnych norm lub celów w bardzo zglobalizowanej gospodarce, a jednocześnie udostępnienie naszego rynku wewnętrznego podmiotom, które tych norm nie spełniają. 

W tym względzie warto zauważyć, że w zeszłym roku, kiedy prowadziliśmy debatę na temat budżetu europejskiego i spłaty wspólnego długu, zajmowaliśmy się również kwestią własnych zasobów. Przeprowadziliśmy w Unii Europejskiej demokratyczną debatę na temat sposobu opracowania nieodwracalnego mechanizmu. Co zidentyfikowaliśmy jako nowe zasoby? Podatek od plastiku i opłatę za emisję dwutlenku węgla, wraz z pomysłem wprowadzenia granicznego podatku od emisji dwutlenku węgla, co wywołało reakcje w innych regionach świata, w największych mocarstwach, czyli w Chinach i Stanach Zjednoczonych. 

Z mojego punktu widzenia wprowadzamy w Unii Europejskiej ambitne programy dotyczące klimatu i różnorodności biologicznej. Zmieniamy logikę działania, zmieniamy paradygmat, podejmujemy całkowicie innowacyjne działania i sygnalizujemy sektorowi gospodarczemu, że wychodzimy poza model, który zagraża naszej planecie. Jednocześnie, robiąc to wszystko, musimy wszelkimi dostępnymi nam środkami, poprzez dyplomację, promowanie naszych interesów lub geopolitykę, skłonić inne podmioty do zaangażowania się. To właśnie robimy w tej chwili, zwłaszcza w przypadku granicznego podatku węglowego.

Jakie są konkretne metody wspierania tej geopolityki dla klimatu z punktu widzenia Unii? 

Uważam, że na szczeblu międzynarodowym istnieją dwie główne dźwignie pozwalające na przekształcenie tego modelu zarówno w Europie, jak i na świecie.

Po pierwsze, cena węgla. Pytanie brzmi, czy uda nam się zachęcić modele podobne do europejskiego ETS (EU Emission Trading Scheme – Europejski System Handlu Emisjami) do większej konwergencji. Siła Europy leży w jej postępowych standardach. Stopniowo widzimy, że inni przyjmują podobne, lub nawet takie samo, podejście.

Następnie, zielone finansowanie. Ponieważ przekształcenie paradygmatu wymaga kolosalnych inwestycji, same pieniądze publiczne nie będą w stanie sfinansować tego, co jest potrzebne w zakresie inwestycji: musimy skierować inwestycje prywatne i ustanowić standardy dla produktów finansowych, aby stały się one bardziej ekologiczne, a tym samym bardziej wartościowe. Jest to kolejna dźwignia, którą dysponujemy w Europie we współpracy z naszymi partnerami na całym świecie. 

Kierowanie demokratyczną debatą na temat ceny emisji dwutlenku węgla, która dotyka kwestii siły nabywczej, jest trudnym wyzwaniem. Ta debata jest prowadzona w kontekście pakietu Fit for 55 i kwestii zielonego finansowania. Jest to kwestia ustanowienia standardów dla produktów finansowych w celu skierowania inwestycji na to, co jest dobre dla osiągnięcia tej transformacji i zakończenia inwestycji wynikających z poprzedniego modelu, który nie może już dłużej być naszym modelem rozwoju. 

Przejdźmy do trzeciego elementu Pana wizji pozytywnej narracji. Jeśli spojrzymy na mapę Unii Europejskiej, zdamy sobie sprawę, że wokół jej obszarów granicznych, od Mińska po Maghreb, występuje szereg kryzysów o różnej intensywności, które kreślą napięty łuk kryzysów. Dlaczego w obliczu tych heterogenicznych kryzysów nie potrafimy zastosować systematycznego, wspólnego dyskursu?

Nie zgadzam się z tym. Przeciwnie, uważam, że mamy wspólne stanowiska dotyczące niestabilności i braku bezpieczeństwa w Europie i mogę je opisać. Posłużę się przykładem Białorusi. Bezpośrednio po wyborach rok temu mieliśmy wspólne europejskie stanowisko: nie uznaliśmy wyników tych wyborów. Po drugie, ustanowiliśmy systemy sankcji: w następstwie tego Wielka Brytania i Stany Zjednoczone zastosowały się do wprowadzonych przez nas systemów sankcji. 

Czy uważa Pan, że sankcje te wpłynęły na kryzys na Białorusi?

Prawdą jest, że sankcje te nie rozwiązały kryzysu, jednakże wyrażają one sprzeciw w sposób jednolity i jasny, ponieważ zostały podjęte wspólnie ze wszystkimi państwami europejskimi. 

Weźmy inny przykład: wschodni region Morza Śródziemnego, który latem ubiegłego roku wzbudził wielkie zaniepokojenie. Istniały duże obawy co do ryzyka poważnych incydentów wojskowych. Przez kilka miesięcy pracowaliśmy z dwudziestoma siedmioma szefami państw i rządów, aby uzgodnić wspólne stanowisko wobec Turcji, która jest ważnym partnerem w NATO. Ważne było wyjaśnienie sposobu, w jaki chcemy współdziałać z Ankarą i obecnie mamy bardzo jasne stanowisko: gotowość do opracowania bardziej pozytywnego – lub przynajmniej mniej negatywnego – programu w ramach Unii Celnej lub współpracy w kwestii migracji, a jednocześnie bardzo zdecydowane stanowisko w sprawie szeregu zasad dotyczących ram demokratycznych, ochrony praw kobiet i roli Turcji w regionie. W tym względzie uważam, że Unia Europejska poczyniła postępy w zakresie zdolności do ujednolicania stanowisk.

W Radzie pojawił się moment wewnętrznej dyskusji, która dotyczyła Białorusi i wschodniego regionu Morza Śródziemnego. We wrześniu 2020 roku Cypr zagroził zablokowaniem sankcji wobec Białorusi, chcąc uzyskać sankcje wobec Turcji. Czy nie jest to dowód na to, że próba zbudowania wspólnej wizji geopolitycznej rozbija się o interes narodowy?

Jest to interesujący temat, ale należy zauważyć, że doniesienia prasowe nie odzwierciedlają poglądów wyrażanych podczas obrad Rady. Mamy do czynienia z prawdziwym postępem w zakresie wspólnej europejskiej świadomości geopolitycznej. Oczywiście nie oznacza to, że nie ma czasem kwestii, które są tak ważne dla państw członkowskich, że istnieje wielka pokusa, aby wykorzystać innych do przedstawienia swojego punktu widzenia w tej czy innej sprawie. Ale podczas obrad byliśmy w stanie zająć się kwestiami wschodniego regionu Morza Śródziemnego oraz Białorusi jako takimi.

Czy mógłby pan wyjaśnić te kwestie? 

Nie mogę komentować obrad toczących się za zamkniętymi drzwiami. Ale mogę zapewnić, że każda debata miała swoją własną przestrzeń do dyskusji. Jeśli pytanie brzmi, czy doszło do szantażu jednej strony wobec drugiej, odpowiedź jest jasna: nie!

Musimy jednak również zadać sobie pytanie, w jaki sposób możemy mieć większy wpływ dzięki osiągniętemu wspólnemu stanowisku. Trudność polega na tym, że nie istnieje identyczne, gotowe rozwiązanie, które można zastosować we wszystkich okolicznościach dla wszystkich kryzysów. Dlatego też musimy rozsądnie korzystać z dostępnych nam możliwości, zawsze starając się w spójny sposób realizować nasze interesy. Dlatego czasami w imię stabilności musimy użyć zasobów militarnych, a czasami wsparcia rozwojowego lub humanitarnego. 

Powinniśmy korzystać z wielu środków, które mamy do dyspozycji, ale musimy to robić w sposób wystarczająco skoordynowany zarówno na szczeblu UE, jak i pomiędzy państwami członkowskimi. Aby mieć większy wpływ, musimy lepiej i spójniej wykorzystywać te środki.  

Dlaczego, Pana zdaniem, Rada czasami wydaje się być zablokowana w wykorzystywaniu wszystkich środków, których mogłaby użyć?

Powiedziałbym, że używamy ich, ale nie wystarczająco spójnie. Wynika to częściowo ze struktury instytucjonalnej Unii Europejskiej: z jednej strony mamy państwa członkowskie posiadające zdolność decyzyjną i możliwość wywierania wpływu na określone regiony świata, z drugiej strony mamy różne administracje w ramach Komisji Europejskiej. Struktura ta uwydatnia niekiedy potrzebę poprawy horyzontalnego charakteru naszego podejścia. 

Czy może Pan podać przykład?

Jestem przekonany, że jedną z kluczowych kwestii są stosunki z Afryką. W tej kwestii Unia Europejska ma duże możliwości i wpływy, ale czasami brakuje nam koordynacji i spójności w sposobie rozmieszczania naszych środków. Mamy politykę handlową, politykę wizową, politykę rozwoju, wiedzę techniczną… Wszystkie te środki są oczywiście do naszej dyspozycji, ale być może brakuje nam skoordynowanej decyzyjności w ich stosowaniu. 

Czy nie uważa Pan, że, biorąc pod uwagę rozbieżności właściwe dla współpracy międzyrządowej, zasada jednomyślności ogranicza budowę autonomii strategicznej?

Jestem świadomy, że mam nietypowe stanowisko w sprawie zasady jednomyślności. Od pewnego czasu stało się to niemal oczywistością: zasada jednomyślności mogłaby być hamulcem, źródłem słabości Unii Europejskiej. Na pierwszy rzut oka rozumiem takie odczytanie. Ja sam byłem czasem rozczarowany, że tak długo trwało podjęcie decyzji w danej ważnej sprawie. Rozumiem tę niecierpliwość i ten sposób rozumowania. Ale uważam też, że trzeba się dobrze zastanowić, aby nie dać się zwieść pozornie korzystnemu pomysłowi. Nie twierdzę, że jest to niepotrzebna debata, po prostu powinniśmy zadać sobie to pytanie. 

Dlaczego uważa Pan, że to może być pomysł pozornie korzystny?

Kiedy się nad tym zastanowić, jest to oczywiste: kiedy jesteśmy zjednoczeni, jesteśmy silni. Kiedy nie jesteśmy zjednoczeni, jesteśmy słabi, nie mamy wpływu. Ryzyko zbyt szybkiej rezygnacji z jednomyślności polega na zaniechaniu wysiłków niezbędnych do stworzenia tej jedności, poprzez stwarzanie sytuacji, w których niektóre państwa członkowskie mogłyby odnieść wrażenie, że ich punkt widzenia nie jest ważny lub mile widziany. Skoro i tak nie są one potrzebne, nie ma już powodu, by dążyć do wspólnego budowania projektu. 

To prawda, że jednomyślność wymaga dużego wysiłku politycznego, wielu inwestycji, wiele energii, ale jest to zasada, która – jeśli i kiedy zacznie działać – przynosi jedność, a zatem siłę, wpływy i władzę. Rezygnacja z niej to ryzyko – choć na pierwszy rzut oka może się wydawać zdroworozsądkowa – przyczynienia się do osłabienia konstrukcji europejskiej.

Wydaje się, że w centrum dyskusji spornych znajduje się jedna kwestia: Rosja. Pojawiają się w niej silne uprzedzenia narodowe. Stanowiska Estonii i Polski w sprawie Rosji różnią się od stanowisk Hiszpanii, a nawet Francji i Niemiec. Czy istnieje sposób, aby w Radzie wyłoniła się jakaś synteza między tymi, wyglądającymi na nie do pogodzenia, wizjami?

Po pierwsze, nie są to wizje nie do pogodzenia. Gdyby tak było, bylibyśmy podzieleni za każdym razem, gdy trzeba było nakładać sankcje na Rosję. Od czasu podjęcia decyzji w sprawie sankcji zawsze bez trudu osiągaliśmy konsensus. 

W ostatnich miesiącach chciałem rozpocząć dyskusje strategiczne: wspomniałem już o pracy wykonanej w sprawie Chin. Rosja jest częścią tej dyskusji. Uważam, że, jeśli chcemy rozwijać wspólną europejską świadomość geopolityczną, musimy zacząć od posiadania takiego samego poziomu informacji. Oznacza to rozmowy, wymianę doświadczeń. Jest to inteligencja zbiorowa, w podwójnym znaczeniu tego słowa, po francusku i po angielsku. Chciałem dać wszystkim przestrzeń do wysłuchania wzajemnych analiz dotyczących tych tematów. Myślę, że to wzajemne zrozumienie dobrze się rozwinęło ostatnimi czasy.

Widzimy również, że wielu z nas uważa, że musimy mieć strategię wobec Rosji, która nie będzie tylko natychmiastową reakcją na naciski i próby destabilizacji. Musimy również myśleć bardziej proaktywnie, to znaczy myśleć o tym, co możemy zrobić, aby bronić naszych interesów. Są tu dwa kluczowe elementy. Z jednej strony, Partnerstwo Wschodnie: to nasi sąsiedzi i w naszym interesie leży, aby kraje te doświadczyły rozwoju gospodarczego, dobrobytu i stabilności oraz wyznawały jak najwięcej tych samych wartości. Z drugiej strony, mamy Bałkany Zachodnie. Nie możemy utrzymywać tych dwóch kwestii w europejskiej lodówce w Brukseli i organizować co dwa lata szczytu, aby składać deklaracje, które nie przekładają się na konkretne i namacalne efekty dla obywateli. Dlatego też skromnie zakasałem rękawy w ramach Partnerstwa Wschodniego, aby zaangażować się w Gruzji, w Mołdawii, w konflikcie między Armenią a Azerbejdżanem w Górskim Karabachu. Dlatego też poparłem jasne i silne wspólne stanowisko w sprawie Białorusi. Dlatego też, jeśli chodzi o Bałkany Zachodnie, dwa dni temu byłem na forum w Bledzie – bardzo nieformalnym, ale bardzo przydatnym – w ramach przygotowań do szczytu, który odbędzie się w październiku i który jest następstwem wirtualnego spotkania, które odbyło się w trakcie prezydencji chorwackiej. Potrzebujemy namacalnych efektów: musimy sprawić, by nasze działania były widoczne, odczuwalne. Musimy zachęcać do współpracy gospodarczej i inwestycji w tych krajach oraz promować nasze standardy. Wracam do naszych wartości, ale widać tu również nasze przekonanie o modelu osiągania dobrobytu: paradygmat „digital and climate” jest busolą, która nas prowadzi.

Słowo „geopolityka” jest dziś wszechobecne, choć do niedawna nie należało do powszechnego słownictwa w Brukseli. Jak wytłumaczyć jego nagłą popularność?

Wydaje mi się, że coraz częściej przeważa zdrowy rozsądek. W obecnym świecie, gdy jesteśmy skłonni otworzyć oczy, wiele osób rozumie, że żaden z krajów Unii Europejskiej – nawet najpotężniejszy, najbardziej pomysłowy, najbardziej innowacyjny – nie może w pojedynkę wywierać wpływu na potęgi gospodarcze, militarne czy geopolityczne, które bronią swoich wizji, interesów i próbują promować własne wartości. Europejski obszar polityczny jako całość ma możliwość wywierania realnego wpływu.

W tym kontekście można odnieść wrażenie, że Rada stała się niemal ostatnią instancją decydującą o kierunku europejskiej polityki…

Wręcz przeciwnie, uważam, że jest to miejsce pierwszej instancji. Jest to zgodne z traktatami, co jest bardzo ważne. Jest to przestrzeń polityczna, w której na szczycie państw członkowskich, pomiędzy szefami państw i rządów, patrzymy sobie w oczy, słuchamy się nawzajem. Mówimy sobie szczerze, co mamy do powiedzenia. Czasami prowadzimy trudne, ale konieczne debaty, ponieważ konieczne jest wspólne podjęcie decyzji. Takie jest moje doświadczenie pracy w Radzie Europejskiej. 

Spójrzmy na kwestię klimatu: na początku tego cyklu instytucjonalnego, po wyborach, to właśnie Rada Europejska wyznaczyła kurs na rok 2050, a następnie wzmocniła działania planowane na rok 2030. I to właśnie w tych ramach i na ich podstawie Komisja – to jej rola – wprowadziła strategię i określiła środki służące osiągnięciu celów. 

Innym przykładem jest kryzys związany z pandemią Covid-19. To właśnie w Radzie Europejskiej, przy silnej legitymacji i odpowiedzialności każdego z szefów państw i rządów przed parlamentami krajowymi, w marcu 2020 roku podjęto decyzję w sprawie zarysu europejskiej odpowiedzi. To właśnie na tym forum można było znaleźć równowagę między tym, czym państwa chciałyby zarządzać na szczeblu krajowym, a tym, czym chciałyby się zajmować na szczeblu europejskim. 

To właśnie dzięki Radzie Europejskiej udało się uruchomić pakiet finansowy, który pobudził badania i przyczynił się do zatwierdzenia pierwszych szczepionek zaledwie rok później. To właśnie na posiedzeniu Rady Europejskiej uruchomiliśmy program COVAX i mechanizmy solidarności finansowej, aby zapewnić dostępność szczepionek na całym świecie. To również Rada Europejska, wraz z budżetem europejskim i funduszem naprawczym, zapoczątkowała zarys tej strategii, aby upewnić się, że kryzys zdrowotny nie pociągnie za sobą kryzysu gospodarczego. Ponieważ nie wszyscy byliśmy równi w obliczu gospodarczych konsekwencji kryzysu zdrowotnego, konieczne było wzmocnienie europejskiej solidarności i takie jest znaczenie funduszu naprawczego. To również Rada Europejska zwróciła się do Komisji o podjęcie prac nad scentralizowanym systemem zamówień na szczepionki. Bez tego doszłoby do wojny przetargowej między państwami członkowskimi. Wspólne zamówienia, które na początku były krytykowane, wkrótce okazały się jedynym optymalnym i skutecznym modelem zapewniającym wszystkim obywatelom Europy dostęp do szczepionek. Widzimy, że obecnie, pod koniec lata, w Europie zaszczepionych jest 70% populacji dorosłych.

Z zewnątrz można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z bardzo głęboką transformacją konsensusu na szczeblu europejskim, zwłaszcza w kwestiach gospodarczych. Czy powiedziałby Pan, że dziś wchodzimy w inną logikę działania, czy że ten moment jest po prostu nawiasem spowodowanym pandemią? 

Uważam, że Europa i europejski projekt polityczny były budowane etapami, z pewnymi przyspieszeniami. Tak właśnie dzieje się obecnie na froncie gospodarczym z planem naprawy, który jest dodawany do budżetu europejskiego, który już wcześniej opierał się na logice redystrybucji i spójności, z krajami wnoszącymi wkład i krajami korzystającymi z pomocy. 

Plan naprawy gospodarczej pozwala nam przede wszystkim uwzględnić konsekwencje pandemii, zwłaszcza dla niektórych sektorów i regionów, ale także zwiększyć środki przeznaczone na dwa główne priorytety, czyli klimat i technologie cyfrowe. Powiedziałbym zatem, że jest to plan, który tworzy nieodwracalne mechanizmy, ponieważ ustanowienie mechanizmu tego funduszu naprawczego oznacza, że będziemy wspólnie inwestować, wspólnie spłacać, co również oznacza, że albo odniesiemy sukces w demokratycznej debacie na temat zasobów własnych, o której wspomniałem, i będziemy dysponować szeroką bazą zasobów finansujących te inwestycje, albo państwa członkowskie zwiększą swój wkład krajowy, albo ograniczymy wydatki. Nie wierzę jednak w tę drugą opcję, ponieważ jesteśmy coraz bardziej świadomi, że, by się wzajemnie wzmacniać, potrzebujemy tej europejskiej solidarności. 

Wraz z reakcją na kryzys pandemiczny i rywalizację chińsko-amerykańską wielu komentatorów uważa, że scenariusz neoliberalny dobiega końca. Czy uważa Pan, że rola państwa i inwestycji publicznych zmienia się w Europie? 

Byłbym bardziej wyważony. Z mojej pracy wiem bardzo dobrze, że słowa nie wszędzie w Europie mają takie samo znaczenie – i jest to jedno z fascynujących wyzwań projektu europejskiego, ale jest to również jego złożoność. To samo słowo może mieć różne znaczenia i konotacje w różnych krajach europejskich, a wiem, że słowo liberał jest jednym z nich. Niektórzy ludzie mylą słowo liberał ze słowem ultraliberał czy neoliberał, podczas gdy nie mają one ze sobą nic wspólnego. 

Z mojego punktu widzenia liberalizm, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, potrzebuje autorytetu państwa, ponieważ potrzebuje ram, które zapewniają pewną liczbę zasad, w szczególności w celu zagwarantowania wolnej i uczciwej konkurencji. Projekt europejski opierał się początkowo na potrzebie zwalczania nieuczciwych praktyk i procesów, które szkodziły wolnemu rynkowi, które go degradowały. Jestem całkowicie przekonany, że to właśnie zasada swobody przedsiębiorczości, swobody innowacji, swobody tworzenia i wolnej gospodarki będzie czynnikiem umożliwiającym podjęcie wyzwania związanego ze zmianami klimatu i transformacją cyfrową. To właśnie ta zasada przyczyniła się do szybkiego rozwoju technologii, które umożliwiły nam stworzenie szczepionki. 

Należy utrzymać wsparcie ze strony władz publicznych, które określają ramy i cele oraz są w stanie mobilizować i ukierunkowywać finansowanie. Uważam, że odbędzie się wiele dyskusji na temat tego trójkątnego układu: z jednej strony gospodarka, z drugiej strony wymiar społeczny, solidarność i równość szans, a na koniec wymiar środowiskowy. Jestem przekonany, że na tym właśnie powinna opierać się demokratyczna debata: jak możemy osiągnąć postęp na trzech frontach równolegle i jak możemy uniknąć sytuacji, w której jeden z tych trzech frontów spowoduje trudności dla jednego z dwóch pozostałych?

Czy według Pana konsensus dotyczący tej triangulacji już się wyłania? 

W Radzie zasiada dwadzieścia siedem rządów o różnej wrażliwości politycznej, więc toczy się tam ciągła debata. Ale nie możemy mówić, że jesteśmy dumni z bycia liberalnymi demokracjami, a jednocześnie bać się, kiedy dochodzi do merytorycznych, czasami gorących, debat. 

Są momenty – takie jak ten, którego będziemy świadkami w przypadku Paktu Stabilności –kiedy debata musi się odbyć. Przedstawimy Komisji wnioski po rozpoczynających się właśnie konsultacjach. Debata musi zatem dojrzeć, ale bez wątpienia będziemy musieli dokonać wyborów dotyczących naszych strategii gospodarczych, w ramach wspólnego projektu gospodarczego, poprzez wzmocnienie rynku wewnętrznego, ponieważ mocny rynek wewnętrzny jest najlepszym spoiwem dla projektu europejskiego. Musi się to odbywać z poszanowaniem jednoznacznie podzielanych wartości i w połączeniu ze wspólną wizją. Jak w małżeństwie, musimy patrzeć w tym samym kierunku, mieć wspólne projekty, wzajemny szacunek, to jest klucz do trwałości. 

Czy ma Pan wrażenie, że w relacjach międzyrządowych wyłania się dziś gra o stabilne interesy narodowe, która oparłaby się wewnętrznym podziałom politycznym czy orientacjom, pozwalając na określenie perspektyw średnio- i długoterminowych? 

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Po pierwsze, interes narodowy nie dominuje nad interesem europejskim. Po drugie, uważam, że różne partie polityczne w różnych krajach europejskich i politycy mają wpływ na odpowiedź na to pytanie.

Ale być może możemy podejść do tego pytania w inny sposób. Jednym z wyzwań dla Europy, ale także bogactwem tego niezwykłego projektu politycznego, jest podwójna prawomocność. Widać to w pracy instytucji europejskich i w debacie europejskiej. Jest to kwestia unikania nieporozumień lub błędnych interpretacji. Unia Europejska jest obszarem demokratycznym, z demokratycznymi instytucjami, z tym, co nazywam europejskimi rządami prawa, które funkcjonują na dwóch filarach. Z jednej strony mamy wymiar międzyrządowy, z legitymacją szefów rządów, z których każdy odpowiada przed swoim parlamentem, a z drugiej strony mamy inną legitymację, legitymację Parlamentu Europejskiego, z krajowymi wyborami posłów do PE, którzy wyrażają swoje zaufanie do Komisji Europejskiej.

To jest właśnie podwójna interakcja. Na moim stanowisku w Radzie Europejskiej codziennie stykam się z tym podwójnym mechanizmem. Może to powodować pewne napięcia. Jest to nieodłączny element demokratycznej debaty i polityki. Podejmowanie decyzji polega na znalezieniu równowagi między interesami, zgodnie z własnymi przekonaniami, i wartościami, które uważa się za istotne. Może się zdarzyć – doświadczyłem tego niekiedy jako premier Belgii – że z jednej strony ktoś jest bardzo bezpośrednio zainteresowany swoim krajem w Radzie Europejskiej, ale także ma europejskie przekonania i europejskie wartości, które bywają bardzo silne. Między tymi interesami może czasem dochodzić do kolizji. Pytanie brzmi, jak sprawić, by były one jak najbardziej zbieżne. 

Czy może Pan podać przykład?

W obszarze unii bankowej rządy belgijskie tradycyjnie popierają integrację europejską, ale istnieją szczególne sytuacje, które, biorąc pod uwagę struktury banków belgijskich, mogłyby w perspektywie krótko- lub średnioterminowej być szkodliwe dla interesów belgijskiej struktury finansowej.

Jesteśmy w szczególnym momencie, Niemcy niebawem głosują, ale prawdopodobnie nie utworzą natychmiast nowego rządu. Francja rozpoczyna kampanię wyborczą. Jak Rada będzie funkcjonować w tym długim okresie wyborczym, czy będzie w stanie podejmować decyzje w ważnych sprawach, które czekają Europę po zakończeniu pandemii?

Jesteśmy unią polityczną z demokratycznymi zasadami i dwudziestoma siedmioma krajami zasiadającymi do dyskusji: zawsze gdzieś odbywają się wybory. Zawsze jest szansa, że kampania się rozpocznie lub zakończy. Oczywiście, Niemcy i Francja są szczególnie ważnymi krajami w tej Unii. Za każdym razem, gdy Niemcy i Francja mają wspólne stanowisko, jest to dobre dla Unii, ale to nie wystarczy. Wracamy do logiki jednomyślności: musimy przekonać pozostałe dwadzieścia siedem krajów. Aby to osiągnąć, liczę na zdrowy rozsądek.

Artykuł Elementy doktryny, rozmowa z Charles’em Michelem pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Geopolityczne przebudzenie Europy https://legrandcontinent.eu/pl/2021/06/12/geopolityczne-przebudzenie-europy/ Sat, 12 Jun 2021 10:21:08 +0000 https://legrandcontinent.eu/pl/2021/06/12/geopolityczne-przebudzenie-europy/ Wstęp Będac w Jenie, Hegel pisze w swoim osobistym dzienniku: „Czytanie rano gazety jest rodzajem porannej modlitwy”. Rozumiał on przez to sposób zajęcia stanowiska w świecie nie na podstawie boskich pewników, ale w zależności od tego jakim faktycznie jawił się świat. Od dziesięciu czy dwunastu lat to przede wszystkim zalew wydarzeń relacjonowanych przez prasę zmusza nas do zmiany używanych przez nas pojęć i naszej mentalnej mapy świata. Prezydent Putin bezczelnie kreśli na nowo granice państw, wysyła do zachodniej Europy trucicieli i rosyjskich cyber-żołnierzy, Erdoğan – jego turecki odpowiednik – z wydatną pomocą okrętów wojennych oraz posuwając się do szantażu uchodźcami […]

Artykuł Geopolityczne przebudzenie Europy pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>
Wstęp

Będac w Jenie, Hegel pisze w swoim osobistym dzienniku: „Czytanie rano gazety jest rodzajem porannej modlitwy”. Rozumiał on przez to sposób zajęcia stanowiska w świecie nie na podstawie boskich pewników, ale w zależności od tego jakim faktycznie jawił się świat. Od dziesięciu czy dwunastu lat to przede wszystkim zalew wydarzeń relacjonowanych przez prasę zmusza nas do zmiany używanych przez nas pojęć i naszej mentalnej mapy świata.

Prezydent Putin bezczelnie kreśli na nowo granice państw, wysyła do zachodniej Europy trucicieli i rosyjskich cyber-żołnierzy, Erdoğan – jego turecki odpowiednik – z wydatną pomocą okrętów wojennych oraz posuwając się do szantażu uchodźcami nic sobie nie robi z zewnętrznej granicy grecko-europejskiej. „Silny człowiek” Chin – Xi Jinping – za pomocą inwestycji i szczepionek prowadzi politykę dziel i rządź, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych – za Joe Bidena nie mniej niż za Trumpa – rozpowszechnia się opowieść o nowej Zimnej Wojnie. „Historia wróciła” deklaruje od 2014 roku przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk. Tymczasem wydarzenia, których byliśmy świadkami od tamtego czasu tylko przyspieszyły.

W obliczu nowej i starej polityki siły, europejscy przywódcy szukają na nią odpowiedzi. Od czasu swojej przemowy w Sorbonie prezydent Macron wzywa do „europejskiej suwerenności”, kanclerz Angela Merkel chce „żebyśmy wzięli swój los we własne ręce”, podczas gdy przewodnicząca Ursula Von der Leyen pragnie kierować „Komisją geopolityczną”, a Josep Borrell, unijny szef spraw zagranicznych twierdzi, że powinna się ona nauczyć „języka siły”. Wszyscy uważają, że Europa powinna stać się „aktorem”, aby nie stać się „zabawką” supermocarstw.

Podejście geopolityczne powinno wykraczać poza retoryczne odezwy i być bardziej radykalne: wymaga zerwania z pewnymi pojęciami. Należy dokonać zmiany etosu, mentalności oraz posiadanego obrazu świata. Aby stać się geopolitycznym aktorem, Europa musi porzucić uniwersalistyczne i ponadczasowe podejście, w którym znalazła schronienie po 1945 roku, zarówno w obszarze wartości jak i ekonomii. Musi uznać skończoność czasu i przestrzeni, ponownie nauczyć się języka władzy i krótko mówiąc, rozpocząć prawdziwą przemianę – bolesną, ale wyzwolicielską.

Siła, terytorium, opowieść

Spróbujmy stworzyć pierwszy szkic definicji – co należy rozumieć pod pojęciem geopolityki? Dlaczego to podejście miałoby być bardziej radykalne niż można początkowo sądzić? Zwrócę uwagę na trzy kluczowe pojęcia: siłę, terytorium, opowieść.

Geopolityka jest przede wszystkim polityką siły. Zamiast polegać na prawie czy rynku aktorzy używają raczej siły, żeby osiągnąć swoje cele. Pod jaką postacią, odwołując się do jakich środków i w jaki sposób się ona wyraża? Wszystko zależy od sytuacji. Jako, że siła jest względna, dany aktor zwiększa swoją o tyle, o ile osłabia siłę swojego przeciwnika lub podważa sojusz rywala.

Podejście geopolityczne powinno wykraczać poza retoryczne odezwy i być bardziej radykalne: wymaga zerwania z pewnymi pojęciami.

Luuk Van Middelaar

Drugie kluczowe pojęcie to terytorium. Geopolityka jest czymś więcej niż polityką siły, ponieważ uwzględnia geografię. Chodzi o przewagi lub strategiczne słabe punkty danego kraju w stosunku do oceanów i kontynentów, rzek, gór i pustyń. Podejście to wymaga stworzenia obrazu samego siebie w przestrzeni i chęci wyznaczenia granic danego terytorium oraz strategicznego testowania terenu wobec innych aktorów.

Po trzecie: opowieść. Przedrostek „geo” stawia politykę siły twarzą w twarz z ograniczoną przestrzenią, której nie można zrozumieć abstrahując od poczucia solidarności jej mieszkańców. Czy chodzi o niepewną przyszłość opartą na wspólnych doświadczeniach i interesach, czy o prawdziwą wspólnotę zgromadzoną wokół wartości, norm i zwyczajów, geopolityczni aktorzy są silniejsi, kiedy mówią w imieniu zbiorowości. Mają więc interes w utrzymaniu, kształtowaniu i promowaniu wspólnej pamięci – historii, która traktuje o pewnym „my” 70.

Oczywiście możliwe jest rozgrywanie siły, terytorium i opowieści na wielu różnych płaszczyznach, ale ten, kto pomija jedno z tych trzech pojęć gra na zupełnie innej planszy. Każdy poważny gracz geopolityczny działa na podstawie woli, wykazuje się świadomością przestrzeni i opowiada historię, która spaja przeszłość, teraźniejszość i przyszłość danej wspólnoty. Taki jest nasz punkt wyjścia.

Pandemia i przetasowania na mapie

Skoro pandemia wstrząsnęła naszą mentalną mapą świata, dobrze byłoby na samym początku uświadomić sobie, że podważyła ona ekonomiczne podstawy brukselskiej doktryny: ideę otwartych rynków, na których występuje uczciwa konkurencja, gdzie krzywe podaży i popytu przecinają się na całym świecie. Stąd wynika trudność, jakiej doświadczyła Komisja Europejska, żeby zrozumieć na przykład, że zakaz eksportu – środek uznawany za tabu w czasach pokoju – musi stać się częścią naszego wyposażenia w trakcie kryzysu: krok, który w sprawie szczepionek został ostatecznie uczyniony przez zespół Ursuli Von der Leyen. Należy sobie uświadomić, że w trakcie pandemii prawa wojennej ekonomii przeważają nad prawami ekonomii rynkowej.

W medyczno-politycznym zawirowaniu wiosny 2020 cztery idee – jednakowo odkrywcze jak dezorientujące – docierają do europejskiej opinii publicznej przesyconej medialnym przekazem.

Pierwsza: w trakcie tej katastrofy Europa nie jest dla świata ani kołem ratunkowym, ani Czerwonym Krzyżem, ale wywołującą współczucie ofiarą.

Druga: w walce z pandemią, wielkie amerykański sojusznik, stojący od 1945 roku w pierwszym szeregu we wszystkich międzynarodowych kryzysach, jest nieobecny, a nawet tak samo bezbronny jak Europa.

Trzecia: to dalekie i nieuchwytne Chiny, niezrozumiane i niedoceniane przez większość z nas, dostarzają tony sprzętu medycznego.

Czwarta: na domiar wszystkiego, europejska opinia publiczna uczy się w biegu, że linia dzieląca pomoc w nagłych przypadkach i politykę siły jest bardzo cienka; że dobroczyńca może też stawiać wymagania.

Ta seria doświadczeń zmienia świadomość geograficzną i historyczną Europy. Pandemia wymusza na niej postkolonialne spojrzenie na Chińską Republikę Ludową, postatlantyckie spojrzenie na na Stany Zjednoczone oraz zredefiniowanie swojej pozycji oraz tożsamości kontynentalnej.

Jeśli chodzi o Chiny pandemia uwypukliła trzy fundamentalne cechy tego kraju jako strategicznego aktora, trzy atuty, które zasługują na to, żeby dobrze je zrozumieć.

Po pierwsze: myślenie w długim horyzoncie czasowym. Chińska kultura polityczna, która wywodzi się z wielkiej cywilizacji oraz od wielkiego ludu, zakłada myślenie raczej w kategoriach okresów, dekad i wieków niż w latach i cyklach wyborczych. Xi Jinping nie traci nigdy z oczu roku 2049, stulecia powstania Chińskiej Republiki Ludowej, kiedy to kraj ma stać się wiodącą ekonomiczną, technologiczną i naukową potęgą.

Po drugie: centralizm, który pozwala przywódcom przekazywać opinii publicznej jeden komunikat, zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Xi jest przede wszystkim sekretarzem generalnym Komunistycznej Partii Chin, która jest potężniejsza niż państwo.

Po trzecie: całościowe spojrzenie. W chińskim procesie decyzyjnym wymiar polityczny, ekonomiczny i bezpieczeństwa uznaje się za oczywistą całość. W planie zewnętrznym, Nowy Jedwabny Szlak tak samo jak dyplomacja maseczkowa i szczepionkowa jest jednocześnie szerszą strategią oraz inicjatywą tworzenia sieci, połączeniem myślenia handlowego i geopolitycznego, operacji taktycznych oraz improwizacji.

Zasadniczo Chiny „kopiują” XX-wieczną strategię Ameryki, tylko w XXI wieku. Pax Sinica. Ostatecznie Stany Zjednoczone również łączyły i łączą w widoczny i jednoznaczny sposób ekonomię, bezpieczeństwo, handel, oddziaływanie kulturalne i geopolitykę w jedną wielką strategię. Europa z kolei rozdrabnia swoje wybory na różne obszary polityki, w podejściu sektorowym rozproszonym pomiędzy różnymi aktorami, co osłabia jej adekwatne działania jako geostrategicznego aktora.

W momencie kiedy rywalizujące Chiny ukażą się jako cywilizacja i superpotęga, jaką historię, jaki obraz siebie i jaką siłę Europa będzie w stanie im przeciwstawić? Czy będzie w stanie się im przeciwstawić?

Ta seria doświadczeń zmienia świadomość geograficzną i historyczną Europy. Pandemia wymusza na niej postkolonialne spojrzenie na Chińską Republikę Ludową, postatlantyckie spojrzenie na na Stany Zjednoczone oraz zredefiniowanie swojej pozycji oraz tożsamości kontynentalnej.

Luuk Van Middelaar

Te kwestie dotyczące Chin rodzą również pytania odnośnie związku Europy ze Stanami Zjednoczonymi, które ich długie kontakty czynią trudnymi do zdefiniowania. Złe zarządzanie kryzysem covidowym przez Stany (pamiętamy, że prezydent Trump posunął się aż do zalecania używania płynu do dezynfekcji Javel, aby chronić się przed chorobą) i ewidentny brak pomocy sojusznikom nie uległy zapomnieniu. Oczywiście, nowy prezydent Biden wyciąga do nas rękę od początku roku, ale amerykańska nieobecność w tych okolicznościach podważyła aspiracje USA do moralnej wyjątkowości oraz światowego przywództwa. Poczucie osamotnienia, które z tego wynika dla Europejczyków zaburza nasz stosunek do czasu i przestrzeni, tak samo jak odkrycie chińskiego giganta.

Czas i przestrzeń

Należy wyjaśnić co rozumiemy pod pojęciem czasu i przestrzeni.

Zacznijmy od przestrzeni. W tym obszarze można wyróżnić dwa przeciwstawne pojęcia, przedstawione przez Michela de Certeau w Wynaleźć codzienność: przestrzeń i miejsce. Miejsce to przystań, zapewnia nam ochronę, stabilność, przynależność, jak dom, gdzie ludzie czują się u siebie. Przestrzeń tymczasem otwiera się na możliwości, na ruch, jest kwestią kierunku, prędkości, czasu. Oczywiście potrzebujemy ich obu. Przestrzeni, gdzie będziemy latać i gniazda gdzie możemy wylądować. Unia położyła na początku akcent wyłącznie na otwartą przestrzeń: usuwanie granic dla towarów, kapitału, pracowników, podróżujących; tworzenie możliwości, szansa dla tych, którzy handlują i przemieszczają się.

Oczywiście, od dwunastu lat kryzysy finansowe i geopolityczne zmusiły Unię do przyjęcia nowej roli: zajmuje się teraz również ochroną, tak więc stała się miejscem. W tym zakresie, referedum brytyjskie odegrało ważną rolę. Nie można zbyć machnięciem ręki zwycięstwa Leave jako prostej angielskiej specyfiki; ten wynik tłumaczy w rzeczywistości oczekiwania i rozczarowania bliskie opinii publicznej na kontynencie. Komunikat: Europa działa dla nomadów – młodych absolwentów, świata biznesu, ale dużo mniej dla osób osiadłych, takich, które mało się przeprowadzają i są przywiązane do swojego terytorium, zależnych od swojego państwa opiekuńczego 71. Inaczej mówiąc – poprzez brytyjskie referendum Europa „możliwości i kontynentalnej przestrzeni” przegrała z Europą „zagrożenia i narodowego miejsca”.

Dla Unii to przejście od samej przestrzeni do wyrażania przestrzeni oraz miejsca – od liberalizacji do ochrony – wpływa na liczne dziedziny polityki publicznej, natomiast jeśli chodzi o wymiar międzynarodowy, należy powiedzieć, że geopolityka jedynie zaczyna się tam, gdzie ulega zachwianiu uniwersalny (czy światowy) obraz samego siebie, zmieniający się w kierunku określonej lokalizacji geograficznej.

Podział na miejsce/przestrzeń u Michela de Certeau odpowiada pojęciom Ort/Raum u Heideggera, który z kolei używa podziału Arystotelesa między toposem a chorosem. Topos to konkretne miejsce, które ma sens, podczas gdy choros jest bardziej abstrakcyjną (chociaż nie opustoszałą) przestrzenią. U Homera choros jest miejscem „wolnym od zmarłych”, więc można powiedzieć, że brak tam przeszłości i historii. Taki sam podział odnajdujemy między abstrakcyjną przestrzenią (chorosem) a konkretnym miejscem (toposem). W tym sensie geopolityka wzywa do „zwrotu topologicznego”.

To samo dotyczy również wymiaru czasowego! Musimy przejść od abstrakcyjnego czasu do czasu konkretnego! Tu również dwa greckie pojęcia mogą nam pomóc. Z jednej strony czas jako chronos: czas abstrakcyjny, czas zegarowy, ten związany ze słowami kronika [po fr. „chronique” – przyp. tłumacza], „chronometria” czy „chronologia”. Z drugiej, czas jako kairos: odpowiedni moment, który ma sens. Arystoteles uważa chronos za czas z porządku następczego, kairos jako czas nadarzającej się okazji. Inne pojęcia zasługują na to by je skonfrontować z abstrakcyjnym czasem chronosu, np. aïon lub epoka, etap, era.

Uzbrojeni w te pojęcia związane z czasem, przenieśmy spojrzenie na naszego bohatera: można powiedzieć, że tak jak powojenna Europa sytuowała sama siebie poza Geografią aż do momentu, kiedy świat zewnętrzny pojawił się na jej Granicy, tak kontynent sytuował się poza Czasem aż do momentu kiedy Wydarzenia przyspieszyły. To dlatego, poza koniecznością dokonania „zwrotu topologicznego” – od przestrzeni uniwersalnej do przestrzeni usytuowanej konkretnie, Unia musi również dokonać „zwrotu historycznego”: od czasu abstrakcyjnego do czasu konkretnego, nosiciela sensu.

Musimy przejść od abstrakcyjnego czasu do czasu konkretnego!

Luuk Van Middelaar

Podążając za etymologicznym związkiem ustalonym przez Hannah Arendt pomiędzy „inter-esse”(być pomiędzy rzeczami) i „interesem” 72, można by powiedzieć, że zdolność do definiowania naszych interesów (punkt wyjścia każdego podejścia geopolitycznego) zaczyna się dopiero w momencie ustalenia tego, między czym się znajdujemy. Wyraża się to oczywiście w dwóch wymiarach: z jednej strony między jakimi miejscami, wewnątrz jakich granic, z drugiej – między jaką przeszłością i jaką przyszłością. Inaczej mówiąc: tak długo jak Europa negowała, czy nawet odrzucała wpisanie siebie w czas i przestrzeń, tak długo nie była w stanie bronić się, poznać się, a nawet żyć jako ciało polityczne. Wszystko pozostaje abstrakcyjne, zapośredniczone, dalekie. Dotykamy tutaj fundamentalnej kwestii, podnoszonej przez wszystkich tych, którzy widzieli w dawnej Wspólnocie (a nawet w dzisiejszej Unii) podmiot, który jest beztroski, bez przynależności, fantomowy.

Należy powiedzieć, że studia europejskie niewiele jej pomogły w zakorzenieniu się, wręcz przeciwnie. Uniwersyteckie badania wpisały się w logikę ponadczasowości – to właśnie sugerują dwa kluczowe pojęcia oznaczające ruch całości: „konstrukcja europejska” budzi skojarzenia z placem budowy, który jest poza Historią, gdzie wszystko jeszcze trzeba zrobić, a każdy przynosi własną cegłę, podczas gdy „integracja europejska” przywodzi na myśl proces quasi-chemiczny, który kończy się całkowitą fuzją.

Kiedy próbujemy wspólnie zacumować w konkretnej przestrzeni i w konkretnym czasie tę unoszącą się całość napotykamy – by tak rzec – na strategiczną pustkę: frazesy, życzliwość, uniwersalizm. Tam właśnie kryje się cała niewidoczna trudność naszej relacji ze Stanami Zjednoczonymi: nie opiera się ona jedynie na – mniej lub bardziej podzielanych – demokratycznych wartościach, ale także na geostrategicznych i ekonomicznych interesach, które stają się coraz bardziej rozbieżne. Niemożność ich zdefiniowania, czy nawet samego mówienia o nich, oznacza zdanie się na łaskę silniejszego. Sytuację dodatkowo utrudnia fakt, że po obu stronach Atlantyku nie dzielimy już wspólnego toposu, ani nie żyjemy w tej samej epoce.

Po Pax Americana

W Quand l’Europe improvise uznaję doświadczenie politycznej kruchości za „moment makiaweliczny”, zwrot, który zapożyczyłem od J.G.A Pococka. W swoim dziele o tym tytule historyk ten umiejscawia powstanie współczesnej myśli politycznej (u Machiavellego i niektórych jego współczesnych) w uznaniu skończoności polis, które było jednocześnie polityczną emancypacją, jak i teologicznym uwolnieniem pewnej eschatologii.

Oczywiście, dla Unii Europejskej ten moment krystalizuje się po dekadzie niebezpieczeństw, od burzy związanej z euro przez kryzys migracyjny, na Brexicie kończąc. Za każdym razem podjęto działania aby zapobiec bezpośredniemu niebezpieczeństwu. Powolna przemiana, stopniowe powstawanie wspólnej siły; jednak słowa nadejdą dopiero po wyborze Trumpa. Zdanie wypowiedziane przez Merkel w 2017 – „wziąć swój los we własne ręce”, jest czystą deklaracją makiaweliczną w rozumieniu Pococka.

Nie trzeba powtarzać jak bardzo cztery lata prezydentury Trumpa wzmocniły tę świadomość. To, co jest istotne dzisiaj to rezultat. W kategoriach logiki narracyjnej Donald Trump złamał „narracyjny urok” NATO, który trwał od siedemdziesięciu lat. Skoro schemat się nie zmienił trudno ponownie uwierzyć – tak jak można było w przeszłości – że to, czego chcą lub co robią Stany Zjednoczone jest na pewno dobre dla nas.

Jeśli żyjemy w czasach po Pax Americana, żyjemy również w czasach po końcu Historii. Oczywiście nie jest to jakieś sensacyjne odkrycie, ale tutaj również jesteśmy spóźnieni z podjęciem odpowiednich działań. Chiny Xi Jinpinga podważają opowieść Fukuyamy, tej, która przygotowywała się od 1945, którą opowiadaliśmy sobie od 1989 i do której jesteśmy nadal przywiązani pomimo nowej asertywności Pekinu.

W Stanach Zjednoczonych zwrot polegający na uświadomieniu sobie tej sytuacji wydarzył się około 2016-2017 roku, kiedy Xi ujawnił z całą szczerością swoje ambicje technologiczne i geopolityczne (oraz – od tamtego czasu – klimatyczne). Waszyngtonowi chodzi o detronizację, o zagrożenie związane ze swoim pierwszeństwem w światowej polityce. W Europie również wzbudza to niepokój, jednak brakuje w nim wymiaru polityczno-psychologicznego. Czy nie zostaliśmy już zdetronizowani w 1918?

Z europejskiego punktu widzenia, to my powinniśmy nadać nazwę temu nowemu okresowi historycznemu. Nie jesteśmy w sytuacji powrotu walki między demokracją i autokracją, jak to twierdził Joe Biden w Monachium. Nie. Wkraczamy prawdopodobnie w „The Age of Encounter” – wyrażenie to pożyczam z ważnego dzieła Hansa Kribbe’a, The Strongmen – epokę spotkań z innymi wielkimi potęgami, innymi cywilizacjami, która wzywa do myślenia w sposób pluralistyczny.

Tragiczne decyzje do podjęcia

W ostatnich latach byliśmy świadkami geopolitycznego (chociaż oczywiście niechętnego) przebudzenia Europy. Trudne spotkania z innymi aktorami ją do tego zmusiły. Podczas gdy przez 75 lat Europa zaprzeczała temu co polityczne chroniąc się przed Historią i uznając, że dotarła do swojego Końca. Teraz interpretujemy ten okres jako przerwę, spokojne interludium.

W gruncie rzeczy taka geopolityczna ambicja wymaga strategicznej zdolności do wyznaczania priorytetów, wspartej wolą występowania i działania jako Europa oraz czasem domagania się konkretnej przestrzeni. W pewnych momentach, na przykład w trakcie kryzysu migracyjnego w latach 2015-2016, Unia wykazała się taką globalną zdolnością strategiczną, ale zawsze miało to miejsce w sytuacji ostrego kryzysu, kiedy jej przetrwanie było zagrożone. W sytuacji nadzwyczajnej improwizowanie nie jest powodem do wstydu, jednak – jak wiadomo – rządzić to przewidywać; pod tym względem improwizacja to poziom zero rządzenia. Oczywiście jest ono lepsze niż brak działania, ale jest to zaledwie pierwszy krok na drodze do poważnych geopolitycznych działań.

Przy wszystkich instytucjonalnych innowacjach i dostosowaniach, jakie można sobie wyobrazić zawsze chodzi ostatecznie o to by mieć możliwość wydania politycznej oceny, która będzie słuchana. Nalegam na to wyrażenie. Europa stoi przed tragicznymi wyborami – bezpieczeństwo i dobrobyt nie są już czymś oczywistym. Skończoność przestrzeni i czasu oznacza, że nie wszystko może zawsze być zrobione w tym samym czasie. Przejście od chorosu do toposu (w przestrzeni) i od chronosu do kaïrosu (w czasie) wymaga tego, co Arystoteles nazywa phronesis – mądrości i zdolności do osądu. Ta kategoria myślenia i działania odróżnia się od technè, „efektywnego działania” wiedzy praktycznej, rdzeń tego słowa odnajdziemy w technologii i technokracji. Podczas gdy brukselski aparat decyzyjny został zaprojektowany do tworzenia technicznego i regulacyjnego konsensusu, trzeba, aby podjął się wyzwań współczesnych czasów, przeszedł od wiedzy praktycznej do phronesis.

Dla opinii publicznej współczesne tragiczne wybory polityczne są akceptowalne jedynie – warunek sine qua non w ramach naszych demokracji – jeśli wpisują się w wiarygodną opowieść dlaczego: w narrację, która umieści współczesne walki i wybory w ramach dłuższej perspektywy czasowej oraz podstawowych wartości.

Albo – żeby inaczej ująć tę kwestię – Europa bardziej geopolityczna wymaga oczywiście szeregu praktycznych środków, inwestycji, energii dyplomatycznej. Jednakże, aby uciec ze strategicznego imadła w jakim trzymają nas Stany Zjednoczone – szczególnie z powodu dolara i naszej bliskości wobec Rosji – trzeba nam równolegle narracyjnej emancypacji.

Opowieść i władza

W trakcie państwowej wizyty w Atenach w listopadzie 2019, Xi Jingping poparł z całego serca swoich greckich gospodarzy w ich żądaniach zwrotu Fryzu Partenońskiego od Brytyjczyków. W 1801 roku Lord Elgin przywłaszczył sobie marmurowy fragment Akropolu, dzisiaj przechowywany w Muzeum Brytyjskim. Podsycenie tej kłótni zyskało Xi sympatię Grecji, przyczółku Jedwabnego Szlaku. Pozwala to również Chinom pozować na pogromcę zachodnich zbrodni kolonialnych – dyskurs, dzięki któremu wyrabiają sobie one dobrą opinię w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. W dzienniku I Kathimerini, Xi podkreślił podobieństwa między dwoma krajami jako „starożytnymi cywilizacjami” pod hasłem „Wy macie Sokratesa, my mamy Konfucjusza”

Europie, która ma problem z tym, żeby zdefiniować swoją rolę w świecie, inni aktorzy przystawiają lustro: to oni proponują opowieść zapraszając nas, żebyśmy do niej weszli. W Waszyngtonie rozwijana jest narracja o nowej zimnej wojnie, za Joe Bidena z takim samym zaangażowaniem jak za Donalda Trumpa. Dla porównania, podejście Pekinu do Europy wyraźnie z nim kontrastuje: kiedy Xi Jinping mówi o relacjach ze Stanami Zjednoczonymi zawsze są to relacje między dwoma wielkimi potęgami, natomiast w odniesieniu do Europy podkreśla on więź między „wielkimi cywilizacjami” (ze specjalnym miejscem dla Grecji). Trzecia wielka potęga – Rosja – trzeci obraz, który wysyłany jest Europie: w trakcie szczytu z przywódcami Unii, krótko przed pogorszeniem relacji w związku z Ukrainą, Władimir Putin wskazywał na wspólne chrześcijańskie dziedzictwo 73. Inne wskazówki świadczą o tym, że Kreml uważa się znowu za „Trzeci Rzym”, dziedzica rzymskich papieży i bizantyjskich cesarzy.

Jeśli chodzi o demokrację, o cywilizację albo dziedzictwo religijne, aktorzy i zewnętrzni obserwatorzy na naszym kontynencie uważają, że cała Europa ma własną historyczną i kulturową tożsamość, żyzną glebę pod opowieść. To czego jednak brakuje, to chęć lub możliwość naszych krajów, aby nadać jej polityczną formę.

Jeśli chodzi o demokrację, o cywilizację albo dziedzictwo religijne, aktorzy i zewnętrzni obserwatorzy na naszym kontynencie uważają, że cała Europa ma własną historyczną i kulturową tożsamość, żyzną glebę pod opowieść. To czego jednak brakuje, to chęć lub możliwość naszych krajów, aby nadać jej polityczną formę.

Luuk Van Middelaar

Opowieść i władza są ze sobą nierozłącznie związane. Przede wszystkim opowieści nie obracają się jedynie wokół prawdy i kłamstwa: skrywają swoją własną twórczą i performatywną moc. Mogą stać się prawdziwe.

Należy dobrze wybrać swojego bohatera. Młoda Unia Europejska (w przeciwieństwie do europejskiej cywilizacji) nie jest w stanie zrealizować tego celu i dobrze poprowadzić naszej fabuły. Na początku tej analizy utrzymywałem, że brukselska doktryna zapomniała, a nawet ogłosiła tematem tabu, trzy podstawowe pojęcia geopolityczne: siłę, terytorium, opowieść. Sprecyzujmy kwestie związane z opowieścią. Nie chodzi o to, żeby powiedzieć, że nie została ona stworzona, ale, że ta, która się przyjęła, interesowała się jedynie samą integracją, jej wielkimi postaciami (Monnet, Schuman, Spaak), jej regresów i przełomów (kryzys pustego krzesła, Jednolity akt europejski), jej postępem z traktatu na traktat, z rozszerzenia na rozszerzenie. Dawna przeszłość stała się strachem na wróble, zawierając jednak kilka prekursorskich postaci (od Karola Wielkiego do Erazma czy Victora Hugo) 74. W ten sposób w brukselskich broszurach i materiałach edukacyjnych można przeczytać, że Europa „narodziła się” 9 maja 1950, zrozumiała potrzeba historycznej cezury po wojnach światowych doprowadziła do wymazania przeszłości. Europa, ze spojrzeniem zwróconym ku przyszłości, oczyszczona ze swoich grzechów, stała się „projektem” i oczekiwaniem. W tym samym czasie rolę jej rzecznika przekazano prawnikom, ekonomistom, technikom i ideologom. Cóż za brak wyobraźni!

Kiedy główny bohater zostanie już wybrany, opowieść wymaga również, żeby umieścić ją w czasie i przestrzeni.

Jeśli Ameryka stanie się potęgą pacyficzną, przyszłością Europy będzie stać się potęgą euroazjatycką. Zamiast wschodniej części ładu atlantyckiego, Europa obejmie w przyszłości zachodnie krańce Eurazji, największy lądowy obszar naszej planety, na końcu którego znajduje się chiński gigant ekonomiczny.

Trzeba więc będzie, żebyśmy dokonali reorientacji, w najbardziej dosłownym tego słowa znaczeniu, ponownie zwracając się w stronę Wschodu. Wielka zmiana! Oczywiście, na abstrakcyjnej mapie (chorosu) nic albo prawie nic się nie zmieniło 75, ale proszę dostrzec do jakiego stopnia nasz topos jest inny, jak bardzo nowe jest nasze miejsce na ziemii! Tymczasem ledwo zaczęliśmy refleksję na ten temat. Jest to wielkie zadanie na najbliższe lata.

To samo dotyczy opowieści dotyczącej naszego miejsca w czasie. Ją również należy odpowiednio dostosować. Obraz siebie w czasie jaki posiada Unia charakteryzuje się kilkoma słabymi punktami, w szczególności złudnym założeniem, o którym była już mowa: Unia nie jest bramą prowadzącą do Końca Historii, reszta świata nie podąża w stronę multilateralizmu.

Analizy dotyczące Powrotu Historii przypominają czasem lamentowanie, jednak geopolityka zaczyna się wtedy, kiedy ciało polityczne odczuwa, decyduje: chodzi o Powrót do Historii. Wchodzimy do niej, realizujemy nasze cele (potęgę), oznaczamy naszą przestrzeń (terytorium) i sprawiamy, że odbija się echem to co tworzy z nas wspólnotę (opowieść).

Negowanie tego, powstrzymywanie się od działania to ryzykowanie momentu kaïros upokorzenia. Podobnie jak Chiny w 1860 roku podczas grabieży w Pałacu Letnim. Podobnie jak nasze kraje, które wszystkie doznały przynajmniej jednej takiej grabieży w przeszłości – wydarzenia, których powtórzenia chcielibyśmy uniknąć. Nowość, którą opinia publiczna dostrzega coraz lepiej polega na tym, że wielkie wydarzenia zaczynają nas dotyczyć w sposób konkretny, jako Europejczyków, włączając w to Europę jako całość. Tak więc dzięki integracji europejskiej dzielimy od trzech pokoleń czas technicznego zegara, ten chronosu, ale zegar historyczny, ten naszego kaïrosu, słychać coraz głośniej.

Zakończenie

Mogliśmy zobaczyć dlaczego geopolityka, zbyt często redukowana do podstawowych pojęć siły i terytorium, bez uwzględnienia trzeciego pojęcia – „opowieści”, jest ślepa i pozbawiona steru. Dzięki opowieści – tej starożytnej i mistrzowskiej formie, która pozwala powiązać przeszłość, teraźniejszość i przyszłość – żyjemy w czasie, który ma sens.

W geopolityce, najbardziej wyszukana narracja przybiera postać „wielkiej strategii”, która opisuje cele i środki państwa. Parafrazując słynne zdanie Marksa można by powiedzieć, że wielka strategia pozwala nie tylko lepiej interpretować świat, ale jest też narzędziem pozwalającym go zmieniać 76. To zadanie nie spoczywa wyłącznie na akademikach i zespołach ekspertów, powinno być ono równocześnie – a nawet przede wszystkim – wykonane oraz urzeczywistnione na najwyższym szczeblu politycznym.

Język polityki oraz siły jest bardzo naturalny dla takiego kraju jak Francja, jednak podejście takie może być obce dla opinii publicznej oraz rządów innych państw. Kwestia ta domaga się zatem przetłumaczenia, zarówno w sensie dosłownym, jak i w przenośni. Na szczęście w naszej Europie, kontynencie pisarzy i tłumaczy, tę przeszkodę można pokonać! Bez słów i ich tłumaczy, niemożliwe jest zbudowanie sfery publicznej, w ramach której będzie można opowiedzieć historię. Przekazać ją i jej wysłuchać. Tylko dzięki przestrzeni publicznej, jak mówi nam Hannah Arendt, możemy połączyć te małe opowieści, które opowiadamy sobie nawzajem, w jedną, większą opowieść, tę o Historii. W przeciwnym razie znikną one w czasie.

Podczas gdy klasyczna amerykańska Historia jest w gruncie rzeczy „grą moralności”: right przeciw might, rosyjska: ciągłym might przeciw might, chińska: dobrze ułożoną harmonią, a europejska wpaja nam tragiczne znaczenie tego czym jest często polityka: right przeciw right – pokój przeciw sprawiedliwości, równość przeciw wolności, bezpieczeństwo przeciw demokracji. My, Europejczycy, nie gramy po to, żeby wygrać, ale żeby jak najmniej przegrać 77.

To i tak dużo. Dwadzieścia pięć wieków dzieli budowę Partenonu w Atenach i przyjęcie Prawa Dwunastu Tablic w Republice Rzymskiej od naszej otwartej epoki. Jest w tym dla nas – Francuzów, Holendrów, Niemców, Włochów i innych Europejczyków – materiał, z którego można stworzyć przestrzeń dla wyobraźni i stworzyć opowieść, która pozwoli nam iść naprzód z pewnością, na naszym krańcu Eurazji, pomiędzy naszymi przyjaciółmi, sąsiadami, rywalami, w wielkim teatrze Historii.

Artykuł Geopolityczne przebudzenie Europy pochodzi z serwisu Pl Grand Continent.

]]>